Pojedynek śpiewających armii
Przesłaniem tych filmów miała być chwała oręża angielskiego, tymczasem prawdziwymi bohaterami są tam Zulusi i... Walijczycy
U podnóża samotnej skały Isandlwana widnieje kopczyk białych kamieni. Leżą pod nim weterani królowej Wiktorii. 22 stycznia 1879 roku brytyjski korpus ekspedycyjny, liczący niecałe dwa tysiące żołnierzy i uzbrojony w artylerię, został w tym miejscu dosłownie wykłuty oszczepami dwudziestotysięcznej rzeszy zuluskich wojowników. Największa w historii klęska wojsk kolonialnych w starciu z plemienną armią nie uchroniła jednak państwa Zulusów przed imperialnym podbojem.
Król Cetewayo był jednocześnie dowódcą prymitywnej, acz doskonale funkcjonującej społeczności militarnej. W jego kraju wszyscy fizycznie sprawni mężczyźni podzieleni byli na lotne oddziały piechoty, zwane impi. Każdy wojownik uzbrojony był jedynie w włócznię i lekką tarczę obciągniętą wołową skórą, jednak jego największą bojową zaletą były silne nogi. Zuluscy wojownicy byli doskonałymi biegaczami, co umożliwiało poszczególnym impi szybkie przemieszczanie się w terenie zapewniające przewagę nad zaskoczonym przeciwnikiem. Bojowy duch młodych mężczyzn miał swoją przyczynę: żaden z wojowników nie mógł się ożenić, dopóki nie umoczył swojej assegai (włóczni) we krwi wroga.
Pod Isandlwaną zuluscy dowódcy zastosowali sprawdzoną taktykę bawolich rogów. W pierwszej kolejności okrążywszy Brytyjczyków, zaatakowali ich z obydwu boków - dopiero potem na osłabionych walką żołnierzy spadło główne uderzenie środkowego korpusu.
W 1964 roku amerykański scenarzysta i reżyser Cy (Cyril) Endfield, który we własnym kraju znalazł się na czarnej liście z powodu rzekomych sympatii do komunizmu, nakręcił w Wielkiej Brytanii film "Zulu" poświęcony epilogowi bitwy pod Isandlwaną. Chwalebnemu dla Anglików. Zaraz po rozgromieniu brytyjskiego korpusu czterotysięczna horda wojowników popędziła do placówki wojskowej Rorke’s Drift. Składała się na nią kaplica i lichy, kryty trzcinową strzechą szpital. Załogę stanowiło 139 żołnierzy, z których połowa mówiła po walijsku. Po krwawej kilkugodzinnej walce, w której Zulusom kilkakrotnie udało się wedrzeć do środka obozu, żołnierze utrzymali placówkę. Czarni wojownicy odeszli. To brytyjskie zwycięstwo było czymś nieprawdopodobnym, zważywszy na straszną klęskę dopiero co zadaną znacznie silniejszym wojskom jej królewskiej mości.
"Zulu" to perełka, która niestety bardzo rzadko gości na telewizyjnym ekranie. Pełno tam krwistych, energicznych postaci, jakie w owych latach powiększały zasięg brytyjskiego imperium na najdalszych krańcach świata. Rewelacją jest umiejętnie zbudowany nastrój grozy: żołnierze nie widzą jeszcze wroga, ale słyszą dobiegające z dala odgłosy rytmicznego uderzania w tysiące tarcz. Ten dźwięk, który brzmi jak pociąg - to słowa jednego z oficerów - robi wrażenie nawet na widzu siedzącym bezpiecznie w fotelu. Motyw nadchodzącej armii i grozy paraliżującej obrońców wykorzystał Peter Jackson w ekranizacji Tolkienowskich "Dwóch Wież".
Mocną sceną jest też pojedynek na pieśni bojowe śpiewane przez obie strony przed podjęciem walki. Obrońcy intonują "Mężów z Harlech", średniowieczny hymn uznany za patriotyczną pieśń angielską. Jednak gdy śpiewają ją Walijczycy podbici przez Anglię w XIII wieku, mogą nadać jej ton skierowany przeciw angielskim okupantom. W filmie "Zulu", wychwalającym zalety brytyjskich kolonizatorów, pieśń ta brzmi cokolwiek dwuznacznie.
W piętnaście lat po "Zulu" powstał kolejny film według scenariusza Endfielda. "Świt Zulusów" wyprodukowany po powrocie scenarzysty do USA opowiada o samej bitwie pod Isandlwaną. To epicka, pełna batalistycznego rozmachu historia, w której główne role grają znani aktorzy: Peter O’Toole w roli lorda Chelmsforda i Burt Lancaster jako bohaterski pułkownik Durnford.
W obu filmach warto obejrzeć autentyczne tańce zuluskie, pełne barw i pierwotnej żywotności. W filmie "Zulu" tańcom przygląda się król Cetewayo, którego gra Mangosuthu Buthelezi, rzeczywisty prawnuk zuluskiego króla. Buthelezi, jako późniejszy lider partii "Inkatha", stał się drugim po Mandeli czarnym politykiem Republiki Południowej Afryki.
@RY1@i02/2011/107/i02.2011.107.196.007a.001.jpg@RY2@
Dzielnych dowódców walijskiego batalionu z Rorke’s Drift zagrali Michael Cane i Stanley Baker, który zresztą sam jest Walijczykiem
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu