Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Piękna Polska bez przeszłości

1 lipca 2018

Lata 60. to czas, kiedy cały kraj rozjeżdżał się po wielkich budowach PRL, poszukując zarobku. Stachura wybrał ścinanie drzew

 "Jest rano. Nowy dzień. Na zrąb właśnie przyszliśmy z leśniczym". Proste słowa "Siekierezady", wydanej równo czterdzieści lat temu, ówczesne dwudziestolatki czytały z zachwytem i nabożeństwem. Chociaż niewielka rozmiarami książeczka Edwarda Stachury napisana była prozą, młodzi trafnie odnajdywali w niej kawał prawdziwej poezji, niezafałszowanej ideologicznymi fanfarami lub natrętną stylizacją. Wyłaniająca się z jej kart Polska to kraj powszedniego piękna, mimo że pozbawiony tożsamości.

Stachura przyjechał tu w 1967 roku, niedługo po śmierci Zbigniewa Cybulskiego pod kołami pociągu. To wiadomo na pewno, gdyż opis wypadku rozpoczyna narrację książki. Był to czas, gdy cały kraj rozjeżdżał się na prawo i lewo w poszukiwaniu zarobku: jedni "do petrochemii", drudzy "do miedzi", jeszcze inni "do stoczni". Poeta i wagabunda wybrał ścinanie drzew. W środku surowej zimy, z workiem na plecach, przybył do Grochowic, małej osady ukrytej w borach nadleśnictwa Sława w województwie zielonogórskim.

Większość mieszkańców Grochowic stanowili wówczas robotnicy leśni. Na wyrębie i ścince dorabiała część miejscowych, inni przyjeżdżali tu na kilka miesięcy z różnych części kraju. Byli surowi i małomówni. Nikt nie wiedział, co ich tu przygnało. Wykonawszy robotę, inkasowali wypłatę i wracali tam, skąd przyjechali. Nikt więcej o nich nie słyszał.

Ten klimat Stachurze odpowiadał. On także nie chciał, by ktokolwiek pytał go, kim jest i skąd przybywa. Wszak przyjechał tu na "błogosławiony odpoczynek od piekielnego raju myślenia". Praca przy ścince miała być dla niego ucieczką.

Poza robotnikami sezonowymi mało kto interesował się tym zakątkiem, leżącym w słabo zaludnionej, pozbawionej bogactw mineralnych i walorów turystycznych części Ziem Zachodnich. Pierwsi powojenni osadnicy przybyli tu zza Odry, gdy na rzece nie było jeszcze mostu. "Dwie liny stalowe tylko. Jedna niżej, druga wyżej - opowiada Peresada, jeden z bohaterów książki. - Na jedną się stawiało nogę za nogą, a drugą line się trzymało rękami. I tak sie człowiek po trochu, po trochu posuwał".

Peresada to swój, człowiek do siekiery, paczki sportów i szklanki wódki. Doskonale zna teren. Jest pierwszym przewodnikiem Stachury, któremu objaśnia szczegóły lokalnej topografii. "Tak my się osiedlali koloniami. Swoi trzymali się swoich. Jak tam na Wschodzie".

Nie trzeba wielkiego trudu, by rozpoznać miejsca opisane w "Siekierezadzie". Grochowice na kartach książki występują jako Bobrowice. Pod kryptonimem Czerniawy, wsi w głębi lasu, z której pochodził zastrzelony przez kłusowników gajowy i w której "jedna baba pędzi samogon" - jak skwapliwie poinformował poetę Peresada - kryją się prawdziwe Bielawy. Pobliska Hopla, gdzie mieściła się słynna gospoda "Hoplanka", od poniedziałku do piątku obiekt westchnień robotników z wyrębu, to oczywiście Kotla, wioska na skraju lasów, niedaleko szosy do Głogowa.

Również wszystkie bez mała postacie z książki miały tu swoje autentyczne prototypy. Babcia Oleńka, u której stał kwaterą Janek Pradera, literacki odpowiednik Edwarda Stachury, naprawdę nazywała się Olechna. Leśniczy, zwany przez miejscowych "Panem", gdyż jak pan wypłacał ludziom pensje, tudzież rozdawał im narzędzia, gumiaki i rękawice ochronne (w nakręconym później filmie zagra go Franciszek Pieczka), to miejscowy leśniczy Majdański, do którego poeta zgłosił się po pracę.

"Siekierezada" nie powstałaby, gdyby nie Jan Czopik. Kolega Stachury, również parający się poezją, osiadł w Kotli, gdyż stamtąd pochodziła jego żona. To on opowiedział "Stedowi" - jak nazywali go przyjaciele - o leśnej osadzie ukrytej na końcu świata. Wrażliwy, trapiony fobiami i nieszczęśliwy w życiu osobistym Stachura uznał, że tam właśnie odetchnie od udręk miejskiej codzienności.

Jednak również tutaj, w głębi pokrytego śniegiem boru dopadła poetę "ta mgła, ta mgła" - symbol bólu istnienia, a być może zaczątek choroby psychicznej. Powieściowy Janek Pradera rzuca robotę na ścince i rusza w drogę, która jest jego przeznaczeniem. Również prawdziwy Stachura wrócił do "piekielnego raju myślenia". Wytrzymał w nim jeszcze dwanaście lat. W 1979 r. popełnił samobójstwo. Dwa lata wcześniej zginął w wypadku samochodowym poeta Jan Czopik.

Wydaną w 1971 r. "Siekierezadę" uznano za literacki sukces Edwarda Stachury. Niedługo po ukazaniu się książki postanowił przenieść jej narrację na taśmę filmową Witold Leszczyński. Napisanie scenariusza zlecono autorowi powieści. Jednak tekst Stachury nie spodobał się filmowcom: uznali, że jest zbyt literacki. Boleśnie przeżył odrzucenie swojej pracy, zerwał kontakty z reżyserem. Leszczyńskiemu udało się nakręcić film na podstawie własnego scenariusza dopiero w 1985 r., sześć lat po śmierci poety.

@RY1@i02/2011/097/i02.2011.097.196.007a.001.jpg@RY2@

Janek Pradera w chacie Babci Oleńki

Jacek Borkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.