Uff-teatr
Gdzie dziś szukać prawdziwego teatru offowego? Co stało się z tradycją polskiej alternatywy?
Powoli znikają z teatralnej mapy Polski festiwale ruchu offowego. Największe, jak poznańska Malta czy krakowskie Reminiscencje, uległy przebranżowieniu, w najstarszych (Łódzkie Spotkania Teatralne) trwa spór o spuściznę. Coraz mniej grup pozostaje wiernych tradycji alternatywy. To oczywiście proces naturalny, bo nikt nie zmusi młodych ludzi, żeby tworzyli poza strukturami, rezygnowali z szansy na samorealizację w mainstreamie, ale trudno ukryć, że bezpowrotnie tracimy coś ważnego dla polskiego teatru.
Na szczęcie ocalały festiwale w małych miejscowościach, jak Rybnik czy Horyniec. XIII edycja rybnickiego Festiwalu Sztuki Teatralnej nie była tylko powrotem do przeszłości - szukałem tu odpowiedzi, czym grupy wyrosłe z alternatywy różnią się dziś od nowego teatru spod znaku Zadary i Wysockiej. Przede wszystkim negują kierunek, w którym poszli współcześni reżyserzy.
Teatr Krzyk z Maszewa prowadzony przez Marka Kościółka ma jeden z najbardziej energetycznych zespołów, jakie ostatnio widziałem. Czterech chłopaków i dziewczyna walczy w małej przestrzeni o wszystko, scala afabularną opowieść o grupce konspiratorów i zdrajcy agencie z serii gestów, rzutów rekwizytami, szamotania i biegu. Ich "eksPLoracja" nie wstydzi się anachronicznego języka teatralnego, Kościółek próbuje zacząć jeszcze raz, sprawdza, czy wciąż da się tak opowiadać o Peerelu i współczesności. Da się, ale cena jest straszna: przedstawienie grzeszy niekomunikatywnością, wysiłek młodych trafia w próżnię, bo przyzwyczailiśmy się, że teatr nazywa już rzeczy wprost.
Podobny kłopot mają trzy zaangażowane dziewczyny z teatru ART. 51 ze Zgierza. Ich "Silent Disco" ma posmak kobiecego manifestu, pisanego w złości, że muszą funkcjonować w głupim i męskim społeczeństwie. Z tęsknoty za lepszym światem chcą stworzyć z widownią nową wspólnotę, prowokują i droczą się z nami. Ale jakie one mają szanse w starciu z politycznym teatrem Strzępki i Demirskiego? Tamten duet wymyślił własny drastyczny styl komunikacji z publicznością, uderzył w rzeczy najświętsze. W porównaniu z nimi siła rażenia ART. 51 jest skromna. Skoro off nie ma języka, który udźwignie współczesność, może trzeba postawić na minimalizm? Jak Anna Biernacka w monodramie "M.", opowieści o singielce z intelektualnymi ambicjami, która usiłuje odnaleźć się w świecie korporacji.
Dwie aktorki - Dominika Jucha i Sabina Drąg z krakowskiego Teatru Nikoli - przenoszą nas zaś w czasy niemego kina. Przebrane w staromodne pantalony, kapelusze pokazują naiwny i komiczny świat dwóch psiapsiółek z początku XX wieku. Rozkoszne retrodziewczyny podrywają wyimaginowanych facetów w knajpie, uciekają przed niewidzialnym, ale głośno szczekającym psem, przechodzą przez ruchliwą ulicę, która przecina ich pokój na pół. Teatr Nikoli z klasą testuje zapomnianą konwencję sceniczną, ale w jego spektaklu nie ma nic poza zabawą. To jednak nieprawda, że domeną zbiedniałego offu jest eskapizm, to raczej realna ocena możliwości dostępnych mu strategii. Zamiast inżynierii społecznej w cenie są raczej osobiste wizje.
Obraz klucz do sytuacji polskiego offu znalazłem w "Korespondentach" Teatru Sztuki Mariana Bednarka. Reżyser przetestował w swoim teatrze chyba wszystkie stylistyki - od teatru plastycznego po teatr tańca. Tym razem jego sceniczne porte parole pisze listy i śle je w garnuszku przesuwającym się po sznurku do świata za murem. Ale duchy i źli ludzie zjadają mu je. Bednarek strzela bombastyczną metaforą, ale trafia w samo sedno: artysta z marginesu cierpi, bo nikt go nie chce słuchać.
Off został porzucony, jest słaby, wsobny i peryferyjny, bez racjonalnej szansy na przebicie do mediów. Czemu? Odpowiedź można było znaleźć w "Samotności pól bawełnianych" zrealizowanej przez Radosława Rychcika w kieleckim Teatrze Żeromskiego. Formalnie jest to rockowy koncert z kwestiami Dilera i Klienta przerobionymi na pojedynek dwóch wokalistów w typie Davida Bowie i Petera Murphy’ego. Znajdziemy tu i krzyk, i eksces, i szaleństwo. Kolczaste obrazy, które nie chcą zniknąć spod powiek. Skoro takie eksperymenty są możliwe w repertuarowym teatrze, to co powinien grać off?
@RY1@i02/2011/097/i02.2011.097.196.042b.001.jpg@RY2@
"eksPLoracja", Teatr Krzyk z Maszewa
Łukasz Drewniak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu