Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Niepokorny motyl z Gujany

27 czerwca 2018

Brud i smród, głód i przemoc nie są w stanie złamać człowieka, którym kieruje prymitywna i uparta chęć przetrwania dla wolności

Najsłynniejszy uciekinier świata, Henri Charriere, bardziej znany pod malowniczym pseudonimem "Papillon" (Motyl), osobiście nie dokonał nawet połowy tego, co znajdujemy w jego autobiografii. Jednak opisane przezeń realia kolonii karnych we Francuskiej Gujanie są autentyczne. W tym odległym od Europy i niegościnnym kraju władze francuskie przez sto lat utrzymywały cały archipelag więzień i obozów. Odwołanie do terminu użytego w książce Sołżenicyna nie jest przesadne: gujański archipelag powszechnie uznaje się za najcięższy ośrodek penitencjarny, jaki kiedykolwiek istniał na obszarze państw demokratycznych.

Gujana Francuska, dziś terytorium zamorskie Francji, przed półtora wiekiem była klasycznym miejscem "gdzie diabeł mówi dobranoc". Nie mając bogactw, których eksploatacja mogłaby wzbogacić paryską metropolię, nie interesowała nikogo za oceanem. Jej zabagnione, malaryczne lasy nie nadawały się też na jakąkolwiek formę cywilizowanego osadnictwa. Ale właśnie peryferyczność i trudne warunki egzystencji zadecydowały o najnowszej historii tego kraju. Paryż uznał bowiem, że jedynym pożytkiem z Gujany będzie umieszczenie tam zesłańców.

W 1852 r. do gujańskiego wybrzeża przybyły okręty wypełnione skutymi łańcuchami więźniami. Pierwsze pokolenia katorżników składały się po części z więźniów politycznych, jak chociażby Alfred Dreyfus, bohater słynnej afery politycznej z antysemickim podtekstem. Jednak większość zawsze stanowili kryminaliści. Byli to ludzie obarczeni najcięższymi wyrokami, głównie za morderstwa. Przebywanie w dusznych tropikach, połączone z ciężką pracą i brutalnym traktowaniem przez strażników, skutecznie skracało życie tym nieszczęśnikom.

Charriere trafił tam w 1931 r. skazany za zabicie alfonsa. Sam "Papillon" do końca utrzymywał, że padł ofiarą omyłki sądowej, jednak wszystko wskazuje na to, że istotnie dokonywał bandyckich porachunków w spelunach Paryża. W koloniach karnych Gujany przebywał 13 lat, aż do momentu, gdy udało mu się uciec do Wenezueli. Tam odsiedział jeszcze rok - tym razem w zwykłym więzieniu - zanim zaznał upragnionej wolności. Przedtem, jeśli wierzyć wydanej w 1969 r. książce, dziewięć razy próbował uciekać z katorgi. W rzeczywistości większość z opisanych przezeń eskapad to ucieczki jego kolegów. Jednak sam "Papillon" chyba również nie był wzorem posłuszeństwa: w przeciwnym wypadku nie trafiłby na dwa lata do izolatki.

W ciągu tych 13 lat zesłaniec zdążył powycierać prawie wszystkie więzienne kąty gujańskiego karceru. Zaliczył pobyt na owianej najgorszą sławą Wyspie Diabelskiej, a także w Saint-Laurent-du-Maroni, więzieniu, wokół którego wyrosło z czasem prawdziwe miasteczko. Dziś jest to drugie co do wielkości miasto Gujany Francuskiej.

Przepływająca przez miasto rzeka Maroni wzięła swą nazwę od czarnych uciekinierów, zwanych w Ameryce Południowej marrones. W XVIII i XIX wieku tysiącom takich zuchów udało się zbiec z położonych na wybrzeżu niewolniczych plantacji w głąb niedostępnej, bagnistej dżungli. Tam zakładali całe osady krytych sitowiem chat i żyli na sposób, jaki zapamiętali z Afryki. Tropikalne wnętrze kraju, zabójcze dla białych, stało się drugą ojczyzną marrones. Murzyńskich wiosek przybyło po 1848 r., kiedy to Francja zniosła niewolnictwo. Wyzwoleni czarni przenosili się masowo do pobratymców.

Dziś Marroni, uznani jako jedna z grup etnicznych Gujany Francuskiej, stanowią znaczny odsetek ludności kraju. Ich wioski, skupione w dorzeczu górnej Maroni, zachowały barwny folklor biednych, lecz wolnych mieszkańców lasu.

Dalej w głąb lądu przez całe dziesięciolecia nie śmiał zapuścić się żaden z przybyszów - ani biały, ani czarny. Dopiero w 1947 r. odważył się na to młody, 21-letni podróżnik Raymond Maufrais. Nikt więcej nie widział go żywym. Ekipa poszukiwawcza odnalazła tylko jego dziennik z ostatnim wpisem ze stycznia 1950 r. To dramatyczne świadectwo morderczej wędrówki przełożono na wiele języków: po polsku ukazało się jako książka "Zielone piekło".

Góry Tumuk Humak, do których zmierzał Maufrais, i wzdłuż których biegnie granica Gujany Francuskiej i Brazylii, były jednym z ostatnich miejsc, gdzie stanęła stopa białego człowieka. W 1938 r. próbował dotrzeć do nich od południa Candido Rondon, słynny brazylijski obrońca Indian. Była to ostatnia z jego wypraw. Rondon zapewne nie posiadał się ze zdziwienia, gdy napotkany w tej głuszy Indianin przemówił do niego po francusku: "Moi colonel" (moja być pułkownik, tj. wódz). Widać wpływy francuszczyzny sięgały wówczas znacznie dalej, niż zdołali dotrzeć sami Francuzi.

W 1973 r. autobiografię Charrierea sfilmował amerykański reżyser Franklin Scheffner, obsadzając w roli "Papillona" Stevea McQueena, zaś w roli jego kompana od ucieczek - Dustina Hoffmana. Sam Charriere również brał udział w realizacji: wynajęty został jako konsultant kręconych scen, co przydało im waloru brutalnego realizmu. Było to jego ostatnie dokonanie. W kilka miesięcy później, sterany wieloletnią katorgą, zmarł na raka krtani.

@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.007a.001.jpg@RY2@

"Papillon" (Steve McQuinn) uwięziony w karcerze. Konsultantem filmu był autentyczny bohater tej opowieści

Jacek Borkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.