Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Pociąg do przeszłości

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Thriller science fiction spod ręki Duncana Jonesa, syna Davida Bowiego. Entuzjastycznie przyjęty przez amerykańskich krytyków, ale nieco na wyrost. Po znakomitym debiucie Jonesa "Moon" to jednak spore rozczarowanie.

Młody nauczyciel Sean Fentress (Jake Gyllenhaal) budzi się w pociągu. Nie wie, dokąd jedzie, nie poznaje swojej towarzyszki podróży Christiny (Michelle Monaghan), twierdzi, że nazywa się Colter Stevens i jest pilotem, którego śmigłowiec został strącony w Afganistanie. I gdy po kilku minutach mężczyzna jest skłonny uwierzyć, że kompletnie zwariował, pociąg zostaje wysadzony w powietrze, a wszyscy jego pasażerowie giną. Zaś Colter Stevens budzi się po raz kolejny - podłączony do programu komputerowego zwanego Kodem nieśmiertelności. To jego misja: dzięki skomplikowanym algorytmom i nowoczesnej technologii może dostać się do umysłu Seana Fentressa na ostatnie osiem minut jego życia. Sean zginął w pociągu jadącym do Chicago, a zamachowcy zagrozili kolejnym atakiem, który ma nastąpić za kilka godzin. Colter musi więc do skutku powtarzać swoją specyficzną wyprawę w przeszłość (której zmienić nie może) - dopóki nie dowie się, kto stoi za zamachem. Niczym Bill Murray w "Dniu świstaka" raz za razem przeżywa te same osiem minut w umyśle Fentressa, coraz bogatszy w nową wiedzę, za to uboższy w czas, który pozostał do kolejnego zamachu. Zamiast skupiać się jednak na poszukiwaniach zamachowca, stara się dowiedzieć więcej o samym sobie - jego wspomnienia z Afganistanu nijak bowiem nie pasują do sytuacji, w której się znalazł.

Fabularne absurdy "Kodu nieśmiertelności" dość łatwo przełknąć, zwłaszcza w pierwszej połowie filmu: rzeczywiście fantastycznie nakręconej i nieźle trzymającej w napięciu. Duncan Jones lubi zresztą sytuacje, w których jego bohaterowie nie są pewni swojej tożsamości i muszą mierzyć się z rzeczywistością, która ich przerasta. Im bardziej jednak rozwija się akcja, im więcej dowiadujemy się o prawdziwej tożsamości Coltera, tym robi się gorzej. Jones stara się jak może, by złożyć wszystkie elementy w sensowną całość, Gyllenhaal i Monaghan ożywiają papierowych bohaterów, ale nawet oni są bezradni wobec rozłażącej się w szwach fabuły i dopisanego na siłę happy endu.

@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.027b.001.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.