Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Darwiniści kontra chrzęsty

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Gdyby "Lewiatan" Scotta Westerfelda był filmem, widzowie i krytycy prawdopodobnie zachwycaliby się scenografią i rekwizytami, ale niemal na pewno narzekaliby na powielający dawno ograne pomysły scenariusz. Lektura powieści Westerfelda może bowiem u wielu czytelników - nie tylko dorosłych, jak sądzę - wywołać wrażenie déja vu.

Młody Alek niespodziewanie traci rodziców - jego ojciec, arcyksiążę Ferdynand, zostaje z żoną zamordowany w Sarajewie. Konflikt, jaki wstrząśnie Europą, wisi na włosku, ale największym wrogiem Alka nie są ani Serbowie, ani inne narody, które wypowiedziały Austro-Węgrom wojnę. Sam cesarz Franciszek Józef wydał nakaz pojmania chłopaka, by ten nie został następcą austriackiego tronu. Alek wraz z niewielką grupą zaufanych dworzan porywa potężną, napędzaną parą maszynę kroczącą i w pośpiechu opuszcza kraj.

Tymczasem na drugim krańcu Europy ambitna Deryn Sharp spełnia swoje marzenia i dostaje się do brytyjskich Sił Powietrznych. Armia co prawda nie przyjmuje kobiet na służbę, ale młodziutka Deryn udaje chłopaka, a że jest przy tym piekielnie uzdolnionym lotnikiem, bez problemu zdaje egzaminy i zostaje przyjęta na pokład Lewiatana - żywego okrętu powietrznego, stworzonego dzięki wysoko rozwiniętej inżynierii genetycznej. Drogi obojga bohaterów przetną się oczywiście w niespodziewanych okolicznościach...

Gdy niedawno gościł w Polsce Jeff VanderMeer, redaktor antologii "Steampunk", spytałem go, dokąd jego zdaniem zmierza ten gatunek. "Musi być gorzej, żeby było lepiej" - odpowiedział. - "Wydawcy biorą teraz wszystko, do czego można przyczepić etykietkę steampunku, bo to oznacza komercyjny sukces i wysoką sprzedaż". "Lewiatan" niestety prognozę VanderMeera potwierdza. To powieść schematyczna, niezbyt emocjonująca i zaludniona papierowymi bohaterami. Najciekawsza w niej wydaje się właśnie steampunkowa otoczka. Pierwsza wojna światowa w oczach Westerfelda jest nie tylko konfliktem politycznym, ale również cywilizacyjnym. Państwa ententy są tu określane jako darwiniści: korzystając z badań wielkiego naukowca (który w świecie "Lewiatana" zasłynął też odkryciem DNA), rozwinęły inżynierię genetyczną, pozwalającą na łączenie różnych organizmów i tworzenie żywych pojazdów i broni. Państwa centralne zaś to "chrzęsty", bazujące na technologii parowej i konstruujące gigantyczne maszyny bojowe.

Jedna rzecz nie daje mi jednak spokoju. Westerfeld o tym nie wspomina - wszak to książka dla młodych czytelników - ale genetyczne eksperymenty darwinistów (choćby Lewiatan - żywy wieloryb, sztucznie połączony z kilkunastoma innymi zwierzętami, służący za odpowiednik zeppelina) mogą wzbudzić przerażenie. Za tak niewyobrażalne okrucieństwo wobec zwierząt Wielkiej Brytanii i jej sojusznikom należałaby się w tej wojnie sroga porażka.

@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.038b.001.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.