Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nowości DVD

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Zanim w charakterystycznej edycji DVD z klasyką kina obejrzymy "Rashomona", "Skandal" i "Idiotę" Akira Kurosawy, warto przypomnieć sobie jego "Rudobrodego" z 1965 roku ze wstępem miłośnika twórczości Kurosawy - Andrzeja Wajdy.

Dojrzały lekarz szefujący XIX-wiecznej klinice kontra młody stażysta marzący o statusie nadwornego lekarza shoguna. W "Rudobrodym" Akira Kurosawy z 1965 roku wielki reżyser po raz ostatni pracował z aktorską ikoną swojego kina - Toshirô Mifune. Na planie twórca "Snów" wszedł w otwarty konflikt z ukochanym aktorem. Nigdy więcej nie spotkali się zawodowo. Mifune zmarł w grudniu 1997 roku. Jego mentor, Akira Kurosawa, przeżył Toshirô o dziewięć miesięcy. Kiedy schorowany pojawił się na pogrzebie dawnego przyjaciela, nie potrafił ukryć wzruszenia. Był to ostatni publiczny występ Kurosawy.

Realizacja "Rudobrodego" zajęła Kurosawie kilka lat. Reżyser, swoim zwyczajem, starał się wszystkiego dopilnować osobiście. Ważny był zarówno styl gry Mifune, jak i specjalny, wystylizowany na XIX-wieczny, rodzaj drewna, z którego wybudowano atrapę szpitala Koishikowa.

Znawcy twórczości "cesarza kina japońskiego" precyzyjnie określili zestaw wyjątkowych cech formalnych "Rudobrodego", który w warstwie psychologicznej jest nade wszystko pięknym moralitetem opowiadającym o medyku wyznającym etykę samuraja. Film z 1965 roku był nie tylko szesnastym filmem Kurosawy i Mifune, ale także ostatnim czarno-białym arcydziełem mistrza, a z drugiej strony - pierwszym tytułem, w którym użyta została czterośladowa ścieżka dźwiękowa i pierwszym, w którym pokazano kobiecą nagość.

Wymowa filmu jest pokrzepiająca. Przebojowy i cyniczny lekarz Noboru Yasumoto (Yězô Kayama) pod wpływem siły charakteru "Rudobrodego", lekarza Kyojio Niide (Mifune), zmieni nastawienie. Wspólnym bohaterem filmu jest bowiem człowiek prawy i szlachetny mimo pokusy łatwego życia. Reżyser podkreślał w wywiadach, że chociaż ogólna wymowa "Rudobrodego" jest pesymistyczna, zależało mu na tym, żeby widzowie wychodzili z kina pokrzepieni, odkrywając, że mimo wszystko warto żyć w zgodzie z ideałami.

@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.030b.001.jpg@RY2@

RUDOBRODY | Japonia 1965 | reżyseria: Akira Kurosawa | dystrybucja: Mayfly lllll

Łukasz Maciejewski

Paul Conroy, kierowca ciężarówki pracujący w Iraku, zostaje porwany dla okupu. Przytomność odzyskuje w trumnie, zakopany dwa metry pod ziemią. Ma jedynie latarkę i telefon komórkowy. I bardzo mało czasu, by wezwać pomoc, zanim w jego pułapce skończy się tlen. Hiszpański reżyser Rodrigo Cortes postawił sobie nie lada zadanie - utrzymać uwagę widzów, mając do dyspozycji wyłącznie klaustrofobiczną przestrzeń trumny. Kamera ani na chwilę nie opuszcza podziemnego więzienia Paula, część akcji rozgrywa się w ciemnościach, a paranoiczny lęk bohatera coraz bardziej udziela się widzom. Wielka w tym zasługa grającego jedyną rolę Ryana Reynoldsa. Udźwignął ciężar spoczywającej na nim odpowiedzialności, tworząc przekonującą kreację człowieka, który z każdą minutą coraz bardziej uświadamia sobie, że znalazł się w pułapce bez wyjścia. Mocne kino, które przeraża nie scenami przemocy, ale odwołaniem się do podświadomych lęków każdego z widzów.

@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.030b.002.jpg@RY2@

Zofia Smolińska

Czasem czuję, że boli mnie głowa, a czasem, że gotuje mi się mózg - mówi jeden z bohaterów. Tak naprawdę ma boreliozę. Sceny z jego punktu widzenia są najciekawsze. Zamglone, rozdygotane, niepokojące, pełne niepewności. Żona go zdradza, córka przeżywa pierwszą miłość, a on ma halucynacje. To jedna dysfunkcyjna rodzina. W centrum drugiej jest Scott, nastolatek, który codziennie staje przed lustrem, żeby wygłaszać kwestię: "You talkin to me?". Ojca wciąż nie ma w domu, mama jest ładną, ale zgorzkniałą kobietą. Wszystko się sypie. Wyidealizowane zakochanie obojga nastolatków zderzone jest z poczuciem bezsensu ich rodziców. Wyobraźcie sobie "American Beauty" z domkami z gry Monopol zamiast budynków, a w ogródkach ludziki z klocków Lego zamiast aktorów. Taki obrazek to kwintesencja dowcipu reżysera Dericka Martini. Dużo tu przesady, absurdu. Do tego dobre role Aleca Baldwina i braci Culkinów - Kierana i Rory''ego.

@RY1@i02/2011/083/i02.2011.083.196.030b.003.jpg@RY2@

Marta Strzelecka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.