Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Dzika i kapryśna jak kobieta

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

- Ta rzeka jest warta grzechu - mówi Marek Kamiński, który dwa razy przepłynął wzdłuż królową polskich rzek. Premiera filmu "Ekspedycja Wisła" dokumentującego wyprawy we wtorek na Planete

Wschód słońca, na tafli wody jaskrawa czerwień, na brzegu bawiące się wydry, leniwy bocian czarny szuka czegoś w wodzie - aż trudno uwierzyć, że te magiczne kadry pokazują rzekę, którą doskonale znamy. A przynajmniej tak się nam wydaje. - Wszyscy mówili mi, że w tej rzece nie ma nic szczególnego. Ale przecież w ogóle jej nie znamy. A to nasza historia, organizuje ludziom życie. Chęć poznania jej wciągnęła mnie jak bieguny. Chcę przypomnieć o niej Polakom - opowiada podróżnik, polarnik, zdobywca obu biegunów Marek Kamiński, który z międzynarodową ekipą harcerzy, skautów i podróżników odbył letnią wyprawę kajakiem wzdłuż polskiej Amazonki.

Ekspedycja odbyła się we wrześniu 2009 roku, ruszyła z Baraniej Góry u źródeł Wisły. Jej dokumentacja to pierwsza część filmu Joanny Łęskiej i Doroty Adamkiewicz. Płynąc od Oświęcimia w kierunku Bałtyku, uczestnicy zatrzymywali się w kolejnych miastach, miasteczkach oraz wsiach, gdzie spotykali się z mieszkańcami i rozmawiali nie tylko o projekcie ekspedycyjnym, ale przede wszystkim o szansach i zagrożeniach dla Wisły. Na kadry z tych spotkań nakładają się malownicze zdjęcia dzikiej przyrody - stada mew, łabędzi i bujnej roślinności oplatającej mosty. Kamera dotarła m.in. do maleńkich gniazd ptaków ukrytych na brzegach, złożone w piasku jaja bardzo łatwo pomylić z kamieniami. Zdjęcia największych polskich miast zrobione z rzeki układają się w kolaż domków, zameczków, pałaców i osad, które dzięki Wiśle funkcjonują - To jest dzika rzeka, która żyje. Jest kapryśna jak kobieta - mówi fotograf Artur Tabor, jeden z członków letniej wyprawy.

Znacznie ciekawsza jest jednak druga część dokumentu, która ilustruje zimową część ekspedycji (zakończyła się 20 marca ubiegłego roku w Sobieszowie). Podczas niej Kamiński sam kajakiem w ciągu 15 dni przepłynął największą polską rzekę. - Bałem się tej wyprawy. Wisła to kawał rzeki, ma silny nurt. Nie ma z nią żartów - mówi. Kamera śledzi każdy krok podróżnika - wiosłuje około 11 godzin bez przerwy przy kilkunastostopniowym mrozie, mija wiwatujących na brzegach mijanych miast ludzi. Kiedy dopływa, częstują go chlebem, grochówką, biorą autografy, robią zdjęcia, a dzieciaki krzyczą: "Nie odpływaj! Zostań z nami!".

Kiedy zapada zmrok, podróżnik szuka na brzegu miejsca do rozbicia namiotu, gotuje przefiltrowaną wodę z Wisły, w termosie ma ryby i makron, które miesza z wrzątkiem. Przegląda zrobione podczas drogi krótkie filmy i zdjęcia, wrzuca je do internetu, rozmawia z najbliższymi.

Kamiński dużo mówi o chwilach słabości, o tym, że podczas wyprawy ma czas na przemyślenia, na bycie ze sobą. Dokument Łęskiej i Adamkiewicz to swoisty pamiętnik z podróży po jednej z najdzikszych, nieuregulowanych rzek Europy, której długość wynosi 1047 km. To też portret człowieka, który non stop zmaga się ze sobą i podkreśla, że każda taka wyprawa to dla niego kolejna lekcja pokory. To wreszcie spotkanie człowieka z żywiołem, który zachwyca i inspiruje. - Kiedy byłem dzieckiem, złamałem rękę i długo leżałem w sanatorium. Dużo wtedy czytałem i zastanawiałem się, czy takie podróże i przygody są możliwe. Dziś wiem, że są - mówi.

@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.006a.001.jpg@RY2@

FOT. MACIEJ MOSKWA/PLANETE; CANAL+

Agnieszka Michalak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.