Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Wszystko, czyli nic

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Co z tego, że film Artura Wyrzykowskiego sfinansowali internauci? Gdyby kasę wyłożył Szewc Dratewka, też byłoby o nim głośno? W każdym razie znowu okazało się, że w polskim kinie szewc bez butów chodzi.

Film ma piętnaście minut, w tym czternaście i pół minuty banałów. Miarą sukcesu "Wszystkiego" powinna być eksploatacja co najwyżej na YouTubie. Pokazywanie tej etiudki w kinach to nadmierna wspaniałomyślność. Artur Wyrzykowski nie jest ani lepszy, ani gorszy od kolonii ambitnych licealistów bawiących się w kino. Realizacyjnie etiuda jest zrobiona przyzwoicie, ale w warstwie narracyjnej całość przypomina wypisy z pamiętniczka pryszczatego młodzieńca. Jeżeli to miała być satyra - pomysł kompletnie nie wypalił.

Fabuła jest w tej samej mierze naiwna, co infantylna. Młodzieniec kocha śliczną dziunię, ale jej zimne serce puka w rytmie cza-cza w stronę innego boya. Nieszczęśliwy siedemnastolatek obmyśla zatem plan, jak wkraść się do serca królowej lodu. Akcja filmu rozgrywa się na tradycyjnym polskim blokowisku - chłopiec jest romantyczny i niezdarny, pannica urodziwa i uwodzicielska.

Historia jest na poziomie "pele-mele" ze szkoły podstawowej, ale została opowiedziana i zagrana przez starych koni. Trudno uwierzyć w skrajny infantylizm bohatera granego przez Mateusza Banasiuka, maślane oczęta drewnianej Marty Żmudy-Trzebiatowskiej albo w założeniu groźne miny Antoniego Pawlickiego. Byłby to może nawet niezły żart, gdyby wszystko nie zostało opowiedziane na serio. Na dodatek Wyrzykowski korzysta z jednego z najbardziej wyświechtanych zabiegów narracyjnych i zamiast opowiadać obrazem, zagaduje fabułę, wykorzystując w tym celu motyw z natrętnym offem. Zakochany chłopiec referuje nam bez wdzięku to, co dzieje się na ekranie.

Po obejrzeniu "Wszystkiego" trudno cokolwiek napisać o reżyserze. Nie mam pojęcia, czy Artur Wyrzykowski ma do powiedzenia coś więcej niż PR-owe przechwałki, że jego pomysł wsparło 688 internautów. Nawet pięć tysięcy fanów w niczym nie pomoże, jeżeli jego artystyczne ambicje będą sytuowały się na poziomie brazylijskiej telenoweli. Chyba że reżyser marzy o angażu do ekipy "Klanu". Tutaj ma świetne referencje.

Łukasz Maciejewski

@RY1@i02/2011/069/i02.2011.069.196.027b.001.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.