Na tropie mistrza dedukcji
Sherlock Holmes wciąż jest żywym mitem popkultury. Ale kino! przypomni klasyczną adaptację przygód detektywa
Geniusz, ekscentryk, mistrz dedukcji, zdolny rozwiązać najtrudniejszą kryminalną zagadkę. Postać Holmesa znana jest doskonale nawet tym, którzy nie przeczytali ani jednego opowiadania Arthura Conan Doyle’a. Jego proza była bowiem podstawą niezliczonych adaptacji teatralnych, radiowych, filmowych i telewizyjnych, a w ostatnich dekadach także gier komputerowych.
Jedną z najsłynniejszych telewizyjnych wersji pokaże w marcu i kwietniu Ale kino!. To wyprodukowany w latach 80. przez angielską Granada Television serial z Jeremym Brettem, którego uznaje się za jedno z najbardziej kanonicznych wcieleń detektywa z Baker Street. Zarówno jego Holmes, jak i zagrany przez Davida Burke’a nieodstępny akolita i przyjaciel Sherlocka doktor Watson to figury skrojone na miarę czasów. Dostojni, dystyngowani, dojrzali mężczyźni gotowi pospieszyć na pomoc damie w opałach i podejmujący śledztwa w najbardziej tajemniczych i budzących grozę sprawach.
Watson jest dżentelmenem w każdym calu, a jego nieskazitelne maniery łagodzą ekscentryczne zachowania przyjaciela, który w ferworze kryminalnego dochodzenia bywa dość obcesowy. Nieodłączne atrybuty każdej zagadki stanowią również dorożki, gazowe lampy i mgła.
Choć wydaje się, że o Holmesie wiemy już wszystko i trudno przebić jego wizerunek utrwalony w kanonie, to jego owiana romantyzmem postać wciąż pojawia się w kolejnych produkcjach. Mieliśmy więc już wersje klasyczne, oddające hołd wiktoriańskim czasom i gotyckiej atmosferze oryginału, ale też mniej lub bardziej pomysłowe reinterpretacje, takie jak futurystyczna animowana seria Hayao Miyazakiego "Sherlock Holmes in the 22nd Century" czy niedawna kinowa produkcja w reżyserii Guya Ritchiego. Obraz z Robertem Downeyem Jr. w roli głównej i Jude’em Lawem w roli doktora Watsona, choć rozgrywa się w XIX-wiecznym Londynie, przypomina współczesny film sensacyjny zarówno tempem akcji, jak i sposobem realizacji oraz międzygatunkową grą z widzem i zdecydowanie anachronicznym humorem.
Jednak najbardziej udaną próbą ożywienia mitu wielkiego detektywa jest ubiegłoroczna produkcja BBC pt. "Sherlock". Miniseria składająca się z trzech pełnometrażowych filmów przenosi akcję do czasów współczesnych. Holmes (Benedict Cumberbatch) jest tu przystojnym trzydziestoparolatkiem, chętnie wykorzystującym w swoich śledztwach współczesną naukę i technologię. Co zabawne, starszy odeń o kilka lat Watson (Martin Freeman) wrócił właśnie z wojny w Afganistanie - zupełnie jak w doyle’owskim oryginale. Cóż, pewne rzeczy nie zmieniają się nigdy.
Poza tym "Sherlock" zasadniczo odbiega od kanonu. Choć detektyw wciąż mieszka na Baker Street i uchodzi za geniusza dedukcji, niczym nie przypomina kostycznego oryginała z czasów wiktoriańskich. Skłonny do sarkazmu długowłosy przystojniak w modnych ciuchach to zdecydowanie hipsterska wizja Holmesa. Także same śledztwa z konieczności zostały poddane licznym modyfikacjom - poszczególne odcinki nie opierają się na konkretnych opowiadaniach, są raczej mieszanką motywów z kilku różnych tekstów. Podejmują też grę z oryginałem, co widać już na poziomie tytułów - zamiast słynnego "Studium w szkarłacie" mamy "Studium w różu" ("Study in Pink"), co w dość ironiczny sposób oddaje charakter zmian.
Porównanie kanonicznej i nowoczesnej wersji nie wypada jednak na niekorzyść tej pierwszej. Choć zderzenie dwóch sztywnych starszych panów z dwoma fajnymi i bystrymi chłopakami powinno dać z góry przewidywalny wynik, to jednak serial z Brettem w roli głównej ma swój niezapomniany urok. Lepiej też pasuje do tempa i specyfiki fabuł Doyle’a. Uwspółcześniona wersja obnaża ich niedoskonałości.
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.006a.001.jpg@RY2@
"Znak czterech"
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.006a.002.jpg@RY2@
"Sherlock", czyli Holmes i Watson w wersji współczesnej
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu