Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Imaginarium

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Wystawa "Na wysokiej połoninie" w udany sposób pokazuje fenomen Huculszczyzny, przesyconej magią

W kolportowanym do dziś micie bezpowrotnie utraconych Kresów Wschodnich Huculszczyzna zajmuje miejsce szczególne. O ile do Wileńszczyzny i Lwowszczyzny tęsknimy, postrzegając te miejsca przez pryzmat ich polskości, swojskości, o tyle kultura krainy nad Czeremoszem i Prutem, choć przez wieki znajdowała się na terenach Rzeczypospolitej, intryguje nas poprzez swoją odmienność czy wręcz egzotykę.

Huculszczyznę zaczęto odkrywać jeszcze w czasach zaborów. Pod koniec XIX wieku urodą i kulturą miejscowych górali zachwycili się badacze i artyści. W okolice Kołomyi i Jaremcza pielgrzymowali m.in. Wyczółkowski, Axentowicz, Skoczylas oraz Stanisław Witkiewicz, którzy utrwalali swoje wrażenia w zapiskach i na obrazach - część z nich jest na wystawie.

W międzywojniu Huculszczyzna zaczęła się komercjalizować, stała się modnym zagłębiem turystycznym, a zarazem trafiła do polskiego imaginarium literackiego. Ojcem tego awansu był Stanisław Vincenz, autor epickiego eseju-gawędy "Na wysokiej połoninie". Premiera "Prawdy starowieku", pierwszego tomu sagi "Na wysokiej połoninie" (1936), była wydarzeniem - Vincenza porównywano z Homerem, a jego dzieło z fińską "Kalewalą".

W literackich obrazach Huculszczyzny Vincenz skreślił swój ideał sąsiedzkiej wspólnoty i braterstwa Polaków, Żydów i Ukraińców, żyjących w symbiozie ze sobą i z magicznym krajobrazem. "Wiele małych, zacisznych kotlinek, każda okolona łagodnym, bukowym lasem, jakby świat dla siebie. (...) Nigdzie chyba świat Boży nie wydaje się taki dobry, łaskawy i bezpieczny" - pisał. Książka wydana po wojnie tylko raz, w ocenzurowanej formie, była bestsellerowym evergreenem antykwarycznym aż do końca PRL. Fragment ekspozycji poświęcony jest Vincenzowi. Szkoda, że zabrakło na niej miejsca dla Siergieja Paradżanowa, którego film "Cienie zapomnianych przodków" jest dla kina tym, czym dla literatury "Na wysokiej połoninie".

Są natomiast w Narodowym w Krakowie inne pisane świadectwa fascynacji Huculszczyną. Na przykład fragment relacji Sofrona Witwickiego, który donosił, że Huculi to ludzie niezwykle przystojni, krzepcy i zdrowi, odznaczający się szlachetnymi rysami dawnych Słowian. "Karły są tu rzadkością. Ponieważ mężczyźni robią w wodzie i na świeżym powietrzu, które tutaj jest lekkie, czyste i bardzo zdrowe, dlatego też sięgają 80 do 90 lat" - przekonywał. Nawet jeśli Witwicki nieco przesadził w kwestii urody i metryk, grupa górali zamieszkujących część Karpat Wschodnich, dawniej na pograniczu polsko-rumuńskim, obecnie ukraińsko-rumuńskim, stworzyła oryginalną sztukę i rękodzieło.

Ekspozycja w Narodowym jest podzielona na 15 części, w ramach których prezentowane są huculskie tkaniny, meble, wyroby garncarskie, snycerskie i metalowe. Wystawa opowiada o miłości Hucułów do koni, o ich fascynacji muzyką, zbójnickiej przeszłości oraz obrzędowości, w której elementy chrześcijańskie pomieszały się z pogańskimi. Zwracają uwagę niepublikowane fotografie z Huculszczyzny, oryginalne instrumenty muzyczne i barwne stroje.

Twórcy wystawy poszli jednak krok dalej i pokazali fenomen kultury huculskiej w szerszym kontekście. W części zatytułowanej "Prawda starowieku" wskazują na podobieństwo motywów sztuki Hucułów - wzoru rozety, koncentrycznych oraz wirujących kół - do emblematyki koptyjskiej. Huculskie decorum miało więc korzenie także w starożytności.

Inny zasugerowany wątek dotyczy międzywojennych inwestycji w infrastrukturę Huculszczyzny. Urbanizacja miała na celu nie tylko gospodarcze ożywienie rejonu, lecz była także formą polonizacji tych rusińskich ziem.

@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.0042.001.jpg@RY2@

Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.