Zagadka kultu brodatej głowy
Zlikwidowani przed 700 laty templariusze wcale nie byli heretykami - jak wynika z nowo odkrytych dokumentów. Jednak Rzym nie rehabilituje zakonu. Dlaczego?
Opowieść o templariuszach fascynuje nas jak żadna inna legenda średniowiecza. Wszystko dzięki mrocznej historii zagłady tego potężnego zakonu. Pozostały po nim w całej Europie liczne ruiny komandorii, po których - jak wierzono - błąkają się duchy rycerzy wołające: kto chce bronić świątyni?
Choć bogactwo było podstawą ich potęgi i ono też przyniosło im katastrofę, sami templariusze przyjęli skromną nazwę Ubogich Rycerzy. Od 1118 r. chronili oni szlaki pielgrzymek do zdobytej przez krzyżowców Jerozolimy. Nade wszystko jednak opiekowali się górującą nad miastem świątynią (po łacinie templum), której pozłacana kopuła wznosi się na fundamentach pierwszej świątyni Salomona. Zbudowana jako meczet, odebrana przez krzyżowców wyznawcom islamu, dziś znowu służy tym ostatnim, lecz zawsze była znakiem rozpoznawczym miejsca czczonego na równi przez chrześcijan, muzułmanów i wyznawców judaizmu.
Kontrola nad prestiżowym miejscem kultu oznaczała w średniowieczu całkiem wymierne korzyści finansowe. Templariusze szybko stali się pierwszymi bankierami feudalnej Europy, rozbudowali też sieć swoich zamków - komandorii we wszystkich krajach Zachodu.
Ich majątek i wpływy budziły zazdrość. Postanowił to wykorzystać król Francji Filip IV zwany Pięknym - z jego rozkazu pewnej jesiennej nocy 1307 r. aresztowano templariuszy w całym królestwie, na czele z wielkim mistrzem zakonu Jakubem de Molay. Praktyczny król jednym ruchem pozbył się potencjalnych rywali politycznych, przejął ich olbrzymie majątki, a także uwolnił od kłopotliwej zależności - był bowiem u templariuszy mocno zadłużony.
Uwięzionych zakonników poddano torturom, podczas których przyznali się do wszystkich zarzucanych im zbrodni: rozpusty, herezji oraz uprawiania tajemnego kultu rogatego demona Bafometa. W 1312 r. posłuszny Filipowi papież Klemens V rozwiązał zakon, zaś w dwa lata później na stosie spłonął Jakub de Molay.
Z tymi tragicznymi wydarzeniami związane są dwie legendy. Według jednej kilku ocalałych z pogromu templariuszy, zgromadziwszy się nad spopielonymi szczątkami wielkiego mistrza, przysięgło dozgonną zemstę królowi i papieżowi. Związani tym ślubem rycerze schronili się w Szkocji, gdzie dali początek późniejszej masonerii. Druga legenda głosi, że w noc poprzedzającą aresztowania z paryskiej siedziby zakonu udało się wywieźć złożone tam skarby. Podobno obładowany nimi statek odpłynął w nieznanym kierunku z portu La Rochelle.
W epoce oświecenia legendy te rozpowszechniali usilnie sami masoni, zresztą święcie wierząc w ich prawdziwość. Dopiero pod koniec XVIII w. masoneria uznała je za bajki. Przetrwały jednak w masowej kulturze, a najlepszym dowodem ich żywotności jest popularność "Wahadła Foucaulta" Umberto Eco. W filmie "Skarb narodów" informacja o miejscu ukrycia skarbu zaszyfrowana została przez masonów na oryginale Deklaracji Niepodległości USA.
Rok 2002 przyniósł sensację, kiedy to Włoszka Barbara Frale, myszkując po zakamarkach archiwum watykańskiego, odnalazła zapomniany od 700 lat pergamin z oryginalnym zapisem śledztwa prowadzonego przeciwko templariuszom. Z jego lektury niezbicie wynika, że w winę zakonników nie wierzył nawet sam papież. Co prawda Klemens V potajemnie udzielił uwięzionym rozgrzeszenia, nie miał on jednak na tyle odwagi, by obronić ich przed królem. Watykan, upubliczniając trzy lata temu treść zapisu, zastrzegł, że nie oznacza to rehabilitacji zakonu. Nad templariuszami nadal unosi się aura mrocznej tajemnicy.
Jeszcze ciekawsza jest hipoteza sugerująca, że w oskarżeniach o oddawanie przez templariuszy czci brodatemu bożkowi tkwi ziarno prawdy. Ian Wilson, autor bestselleru opisującego nieznane dotąd losy Całunu Turyńskiego, przypuszcza, że zrabowali go templariusze po zdobyciu Konstantynopola w 1204 r. Zakonnicy wywieźć mieli Całun przez Akkę i Cypr do Francji, gdzie już zaczyna się jako tako udokumentowana historia relikwii. Barbara Frale, czytając odkryty przez siebie pergamin, natrafiła na wzmiankę o "długim lnianym płótnie z odbiciem męskiej postaci", której oddawali cześć zakonnicy. Inkwizytorzy uznali ją za demona - tymczasem wizerunek na płótnie mógł przedstawiać samego Chrystusa.
Rycerze z czerwonymi krzyżami na białych płaszczach dotarli także do Polski. Jako pierwszy sprowadził ich do nas książę - krzyżowiec Henryk Sandomierski: po powrocie z Jerozolimy w 1155 r. osadził zakonników w małopolskim Opatowie. W XIII w. książęta śląscy ufundowali kilka komandorii u zbiegu Odry i Warty. Pozostały po nich piękne gotyckie kaplice w Chwarszczanach koło Kostrzyna i Rurce koło Chojny. Polscy templariusze (przejęci później przez Brandenburgię, której margrabiowie wyrwali Piastom zachodnie skrawki Wielkopolski) nie padli, jak we Francji, ofiarą krwawych prześladowań. Po rozwiązaniu zakonu wielu z nich pozostało w swoich komandoriach, zasilając szeregi innego rycerskiego zakonu, joannitów, którzy z papieskiego nadania przejęli dobra po templariuszach.
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.0007.001.jpg@RY2@
Templariusze pod murami Konstantynopola. Rysownik pomylił się, dodając świątyniom minarety na 250 lat przed zdobyciem miasta przez Turków
@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.0007.002.jpg@RY2@
Nicolas Cage w "Skarbie narodów"
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu