Tutaj rządził Ślepy Maks
Przedwojenna żydowska Łódź to były dwa miasta. W jednym ciężko zarabiali na chleb powszedni krawcy i sklepikarze. W drugim, podziemnym, królował
polski Al Capone
Łódź to nie tylko Piotrkowska. Podobnych, może tylko nieco węższych od niej ulic ma ona dziesiątki. To jedyne duże polskie miasto, które zachowało w całości zabudowę z okresu rozwoju przemysłowych metropolii. To także, obok Wrocławia, największe w Polsce zbiorowisko secesyjnej architektury.
Wielkomiejską Łódź budowali, obok Polaków, Niemcy, Żydzi i Rosjanie. Wojna przyniosła koniec tej mozaice narodów, ale ci, którzy odeszli, pozostawili w mieście liczne ślady swojej obecności. W szczególności Żydzi, którzy przed wojną stanowili tu jedną trzecią ogółu mieszkańców.
Wbrew obiegowej opinii nie było wśród nich ani wielu fabrykantów, ani też robotników. Tworzyli średnią i dolną warstwę miejskiej tkanki: najczęściej bywali rzemieślnikami, sklepikarzami, drobnymi handlarzami. O ile w organizmie Łodzi Niemcy byli głową, a Polacy rękami, o tyle rolę Żydów można porównać do funkcji, jaką pełni układ krwionośny. Byli pulsem miasta, dodawali mu też kolorytu.
Żydów napotykało się tym więcej, im dalej na północ szło się Piotrkowską. W okolicach placu Wolności, czyli w samym centrum miasta, trudno było wręcz napotkać Polaka. Niebezpiecznie było tam palić papierosa w sobotę, gdyż można było za to zebrać cięgi od gorliwych wyznawców judaizmu.
Dalej, na rynku Bałuckim, mieszkała żydowska biedota, do spółki z polskimi rodzinami pobytowców, czyli kryminalistów osiedlonych tam jeszcze za carskich czasów. Zła sława Bałut przetrwała w powiedzonku: "Bez kija i noża nie podchodź do bałuciorza!".
Na bałuckich uliczkach wychował się Menachem Bornsztajn, zwany Ślepym Maksem. Przydomku dorobił się po walce ze stójkowym, który przyczynił się do śmierci jego ojca: w wyniku tej bójki młody Żyd stracił oko, zaś policjant - życie. Od tej pory Ślepy Maks stał się królem Bałut.
Niebawem podbił resztę Łodzi, przejmując kontrolę nad jej półświatkiem. W 1928 roku założył firmę Bratnia Pomoc, która była dziwnym połączeniem gangsterskiej dziupli i kancelarii prawnej. Bo też sam Bornsztajn nie był zwyczajnym bandytą, lecz kimś w rodzaju łódzkiego Robin Hooda. Tutaj okradziony obywatel mógł się poskarżyć na złodzieja, tutaj drobny przedsiębiorca, oszukany przez wspólnika, przychodził upominać się o sprawiedliwość. Firma Ślepego Maksa była skuteczna. Biuro Bratniej Pomocy przy Sienkiewicza 9, połączone z mieszkaniem Bornsztajna, było podobno najczęściej odwiedzanym lokalem przedwojennej Łodzi. Ta kamienica istnieje do dziś, położona jest niedaleko dworca.
Pewnego dnia trafił tam światowej sławy skrzypek Bronisław Huberman. Przyjechał do Łodzi na koncert i na dworcu ukradziono mu jego stradivariusa. Zrozpaczony artysta uznał, że w tej sytuacji pomóc może mu tylko Ślepy Maks. I nie zawiódł się: po kilku godzinach skrzypce trafiły w ręce właściciela, który szczęśliwie mógł wystąpić w filharmonii. Maks, jak głosi legenda, odmówił przyjęcia pieniędzy od artysty. Ten, w geście wdzięczności, zagrał raz jeszcze - tym razem w mieszkaniu państwa Bornsztajnów i tylko dla nich.
Maks przeżył zagładę łódzkiego getta. Po wojnie mieszkał przy ulicy Gdańskiej. Przy tej samej ulicy stoi kamienica Atkinów, przemysłowców wzbogaconych na produkcji opon samochodowych (firma Gentleman & Co. Wyroby Gumowe). We wrześniu 1939 roku jej właściciel zakopał w podziemiach przyległego budynku rodzinne skarby, wśród nich - jak głosi przekaz - dwa Rembrandty. Po latach rodzina Atkina przyjechała do Łodzi, by odzyskać ukryty majątek. Problem w tym, że dom obecnie należy do wojska, które nie chce nawet słyszeć o jakimś poszukiwaniu skarbów. Zdeterminowani Atkinowie znaleźli w tej sytuacji drogę do prezydenta miasta Jerzego Kropiwnickiego, który tak przejął się zasłyszaną od nich historią, że planował zrobienie... podkopu pod budynek na Gdańskiej. Pomysł, choć skrojony na miarę Ślepego Maksa, nie doszedł jednak do skutku, a pana prezydenta odwołano niebawem z urzędu.
Historię tę opowiada film dokumentalny "Powrót do Łodzi". Warto go obejrzeć ze względu na postać syna przemysłowca, dziś osiemdziesięcioletniego pana w kowbojskim kapeluszu.
@RY1@i02/2011/054/i02.2011.054.196.0007.001.jpg@RY2@
FOT. PAP/CAF-ARCHIWUM
Synagogę Staromiejską zbudowano około 1900 roku w stylu mauretańskim. W 40 lat później rozebrano ją na rozkaz Niemców
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu