Dzieciństwo za kratkami
Chińska matka Amy Chua w "Bojowej pieśni tygrysicy" udowadnia Amerykanom, że są fatalnymi rodzicami, a w dzisiejszym świecie przyszłość ma tylko chińska dyscyplina
W ciągu kilku dni od opublikowania fragmentów książki Amy Chua "Bojowa pieśń tygrysicy" na stronie internetowej "Wall Street Journal" pod tekstem pojawiło się ponad pięć tysięcy wpisów, a blogi i programy telewizyjne zapełniły się dyskutantami. Amerykańscy rodzice zostali postawieni pod tablicą - chińska matka mówi im, że wszystkie reguły dotyczące wychowania, które uważali za święte, to stek bzdur. W dodatku ma dowody - takie jak przewaga azjatyckich uczniów nad amerykańskimi. Czyżby kultura Zachodu chyliła się ku upadkowi, bo rodzice zbyt łagodnie wychowują dzieci?
Rodzice Chua są rodowitymi Chińczykami. Ona sama jednak urodziła się już w Ameryce, została profesorem prawa na uniwersytecie Yale i wyszła za mąż za Żyda (również profesora prawa na tej uczelni). Mimo to postanowiła wychować swoje dwie córki na sposób chiński. Opisana przez nią chińska metoda rzeczywiście nie pokrywa się zanadto z zachodnią wolnością i bezstresowością. Dzieciństwo ma być okresem tresury zwieńczonym udanym życiem zawodowym i osobistym. Chua jako chińska matka wprowadziła w domu kilka świętych zasad: żadnych spotkań z koleżankami po szkole. Żadnych ocen poniżej szóstki. Żadnych zajęć pozalekcyjnych wybranych przez dziecko. Bezwzględne posłuszeństwo wobec rodziców i nauczycieli oraz, w miarę możliwości, ciężka praca fizyczna w domu. Sama wybrała dla jednej córki fortepian, a dla drugiej skrzypce - i przez całe lata od trzeciego roku życia dziewczynki musiały ćwiczyć po pięć godzin dziennie, pod okiem matki, która stawała na głowie, żeby połączyć ten etat strażnika więziennego z pracą zawodową. Dodajmy do tego weekendowe zajęcia z wybitnymi muzykami, prywatne lekcje chińskiego, perswazję słowną w razie nieposłuszeństwa ("jesteś śmieciem!") i mamy obraz dzieciństwa bez chwili wytchnienia i beztroski. Chua twierdzi jednak, że to wychowanie przyniosło rezultaty - dziewczynki są grzeczne, doskonale się uczą, a starsza robi karierę pianistki.
Chua popsuła Amerykanom dobry humor. Zasady wolności, indywidualizmu i pozytywnej motywacji w wychowaniu dzieci to od kilku dziesięcioleci biblia amerykańskich rodziców. Czyżby okazało się, że te poprawne politycznie reguły odnoszą opłakane skutki, zaś Ameryce grozi upokorzenie, bo wkrótce zaleją ją hordy całkujących w pamięci małych Chińczyków? Już tak się przecież dzieje na amerykańskich uniwersytetach, gdzie Azjaci zgarniają najlepsze stypendia. Amerykańscy dziennikarze zaczęli nagle przyznawać, że system amerykański od pewnego czasu wypluwa rzesze niedouczonych studentów o gigantycznym ego. W międzynarodowych testach PISA uczniowie amerykańscy zajmują średnio 24. miejsce, podczas gdy uczniowie z Szanghaju (dane na temat całych Chin są niedostępne) znajdują się na pierwszym miejscu w każdym z przedmiotów. Dzieci Wuja Sama wysoko wypadają tylko w testach sprawdzających samoocenę.
Na szczęście Amerykanie mają parę argumentów na poprawę nastroju. Na forach internetowych pojawiło się wielu Azjatów, którzy pisali, że właśnie z powodu metod wychowawczych opisanych przez Chua muszą się leczyć psychicznie. Poza tym sama autorka przyznaje, że jako studentka prawa była kompletnie nietwórcza i chciała tylko spisywać słowa profesorów. Zanim zaś poszła na prawo, studiowała jeszcze matematykę i ekonomię, bo nie miała pojęcia, czym się interesuje, i chodziło jej tylko o to, żeby sprawić przyjemność ojcu.
To jedna z tych książek, które czyta się jednym tchem i natychmiast chce o nich dyskutować. I wcale nie jest mniej aktualna w Polsce, gdzie przecież tradycyjne wychowanie w relatywnej dyscyplinie (może bez pięciu godzin skrzypiec dziennie) również ściera się z modelami bardziej nowoczesnymi i twórczymi. Chua jest przypadkiem ekstremalnym i pewnie ekstremalnym przypadkiem są w ogóle Azjaci, ale i w Ameryce obowiązywała przecież kiedyś dyscyplina. Dlatego ten kulturowy spór można sprowadzić do sporu tradycji z nowoczesną modą - czy w domu lepsza jest dyscyplina i szacunek wobec rodziców, czy wolność i tolerancja?
@RY1@i02/2011/054/i02.2011.054.196.0035.001.jpg@RY2@
FOT. SPLASH NEWS/ABC
Amy Chua z córkami - listopad 1999 roku
Magdalena Miecznicka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu