Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Podchodzili do nas jak do jeża

Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Rafał Skarżycki, jeden z ojców Jeża Jerzego, scenarzysta komiksów i filmu, opowiada o kulisach produkcji pierwszej polskiej animacji dla dorosłych

Rafał Skarżycki: Po napisaniu scenariusza, kiedy dostaliśmy już dotację z PISF-u i dołączyli do nas, czyli do mnie i Tomka Leśniaka, jeszcze Wojtek Wawszczyk i Kuba Tarkowski, zaczęliśmy się wspólnie zastanawiać, jak to sfilmować. Na tym etapie dużo rzeczy jeszcze poprawialiśmy. Potem zrobiliśmy tzw. brudny storyboard i sprawdzaliśmy, na ile to, co wyglądało dobrze na papierze, sprawdza się w obrazie. Kiedy zespół przystąpił do realizacji ostatecznej animacji, to dla mnie nie było tam już specjalnie roboty, więc się wyniosłem, żeby nie przeszkadzać, i wpadałem raz na jakiś czas zobaczyć postępy prac.

Zostały napisane przed przystąpieniem do animacji, z przyczyn technicznych musieliśmy je nagrać wcześniej i zrobić to tak, żeby nie trzeba było wprowadzać poprawek. Z tym że w czasie nagrań aktorzy mocno się wczuwali w te role i szczególnie ci, którzy pracowali w parach, czyli Marysia Peszek i Borys Szyc oraz Sokół z Miśkiem Koterskim, niektóre rzeczy improwizowali. Po skończeniu obrazu jeszcze raz przepatrzyliśmy dialogi i parę kwestii dograliśmy. Czasem okazywało się, że muszę coś dopisać w trakcie powstawania animacji, żeby wykorzystać scenę, która dobrze wygląda. Tak powstała m.in. sekwencja musicalowa. Punktem wyjścia była piosenka Budynia, do której dopisałem kwestie dla kolejnych postaci. To wyszło spontanicznie, dołożyliśmy tę scenę już na późnym etapie realizacji filmu, a teraz żałuję, że nie jest dłuższa. To też przykład na to, jak dużo aktorzy dali od siebie - Marysia Peszek najpierw śpiewała swoją część tak, jak to miała napisane, a potem nieoczekiwanie zaczęła improwizować jakieś wariacje, operowe arie - to całkowicie jej inwencja.

Na pewno było to większe wyzwanie dla aktorów, ale też większa frajda, bo mogli naprawdę stworzyć swoje postaci od podstaw. To animacja musiała nadążać za nimi, a nie odwrotnie. Uważam, że to się sprawdziło, a aktorzy rzeczywiście wykreowali swoich bohaterów.

Zdecydowanie tak. Uznaliśmy, że pójście hiphopowym tropem byłoby pójściem po linii najmniejszego oporu. Pomyśleliśmy też, że "Jeż" zawsze wykraczał poza takie jednoznaczne konotacje - nawet kiedy byliśmy w "Ślizgu" przez parę lat, to funkcjonowaliśmy tam na szczególnych prawach, to znaczy staliśmy zawsze z boku i mogliśmy pozwolić sobie na prześmiewcze komentarze dotyczące kultury hiphopowej czy skateowskiej. To się przeniosło na nasze myślenie o muzyce w filmie - chcieliśmy, żeby spektrum było zdecydowanie szersze. Bardzo dobrze wyszło połączenie takich osobowości jak Budyń i Janek Duszyński, to zdecydowanie poszerzyło ten muzyczny obraz. "Jeż" w ogóle wyzwolił mnóstwo twórczej energii i talentów w wielu ludziach - animatorach, rysownikach, kompozytorach. Oni wszyscy przez ponad dwa lata żyli tym "Jeżem" - dobrze, że uświadomiłem sobie to, kiedy film był już właściwie gotowy, bo ta odpowiedzialność za nich chyba by mnie zablokowała.

Nie tyle niepoważnie, ile nikt nie miał żadnych doświadczeń w tej materii, nie wiedział, jak w ogóle podejść do takiego tematu jak animacja dla dorosłych. Mam wrażenie, że podchodzili do nas jak do jeża...

Przewidzieliśmy, że tak może być to postrzegane. Często w jakichś zapowiedziach "Jeża" napotykam słowo "bajka" - bo skoro jeżyk i animacja, to musi być bajka. Jak ktoś idzie z takim nastawieniem i zobaczy Jerzego, który pije, cudzołoży i przeklina, to może sobie zafundować koszmar zamiast bajki... Dlatego staramy się w materiałach promocyjnych sygnalizować, że film nie jest dla dzieci - trzeba o tym cały czas przypominać, bo brakuje nam tradycji animacji dla dorosłych.

No właśnie, te kwestie nie są jasne - czy narysowane piersi to pornografia, czy nie? Cenzorzy z YouTubea najpierw uznali, że tak, ale potem zaczęli się z tego rakiem wycofywać, wrzucając "Jeża" do znacznie bardziej pojemnego worka pt. treści skandalizujące, w finale uznając, że w ogóle nie ma żadnej sprawy...

Siedemnaście lat - połowę życia spędziliśmy z "Jeżem". Niedawno zdałem sobie sprawę, że to jest już jedna z najdłużej ukazujących się polskich serii komiksowych - po "Kajku i Kokoszu", "Tytusie" i nie do końca polskim "Thorgalu". Zawsze jednak staraliśmy sie wychodzić z "Jeżem" poza środowisko komiksowe - m.in. poprzez rozbudowaną stronę internetową, na której dość wcześnie zaczęliśmy umieszczać animowane filmiki. Także pisma, w których publikowaliśmy "Jeża", zanim zaczęły się ukazywać albumy w Egmoncie, nie były skierowane tylko do fanów komiksu. Myślę, że to dzięki temu teraz w efekcie mamy film, bo "Jerzy" zawsze docierał do szerszej grupy odbiorców. Nasz fart polegał też na tym, że mieliśmy zwłaszcza w "Ślizgu" dużą swobodę, jeśli chodzi o formę - dzięki temu wiele się nauczyliśmy w dziedzinie opowiadania historii, mogliśmy też naszym bohaterem się bawić.

@RY1@i02/2011/049/i02.2011.049.196.026a.001.jpg@RY2@

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.