Mała stabilizacja z horrorem w tle
Wiejskie zacisze, świeże powietrze, czysta woda, nieskażona zieleń...
Pod tą kuszącą powłoką kryją się paskudne sprawy
Okolice Stawów Milickich zachowały klimat pogranicza, mimo że granicy nie ma tu już od 70 lat. Stawy są olbrzymie - to największy w Polsce rezerwat przyrody i prawdziwy matecznik błotnego ptactwa. W samym środku tej wodnej krainy ulokowała się wioska Grabownica. W 1964 roku Sylwester Chęciński robił tu ujęcia do filmu "Agnieszka 46".
Do końca wojny Grabownica należała do niemieckiego Śląska. Parę kilometrów na północ była już Polska. Tędy w 1945 roku przeszła pierwsza fala osadników, kolonizujących tereny opuszczane przez Niemców.
Akcja filmu toczy się w połowie lat sześćdziesiątych. Do małej rybackiej wioski przyjeżdża nauczycielka. Jest taka, jakimi w owej epoce chcieli być młodzi wykształceni Polacy: "współczesna", a może nawet "piękna dwudziestoletnia", choć kilka lat młodsza od pokolenia Hłaski. Ale w wiosce życie toczy się tak, jakby wojna jeszcze się nie skończyła. Sołtysem jest kombatant, który ongiś zdobywał osadę, a teraz terroryzuje jej mieszkańców. Zwalcza nauczycielkę, choć jednocześnie ją podrywa.
Ta historia mogłaby się wydarzyć w wielu miejscach na Ziemiach Zachodnich, zwanych wtedy Ziemiami Odzyskanymi. Film Chęcińskiego kończy się happy endem - sołtys Bałcz opuszcza wieś. Jednak w rzeczywistości Bałczowie z reguły wygrywali. Kolejni zapaleni reformatorzy, którzy przyjeżdżali na "ich teren", odjeżdżali stąd, skutecznie wygryzani przez lokalnych bonzów, mocno okopanych w realiach peerelowskiej prowincji.
Film, choć czarno-biały, epatuje swoistym urokiem polskiej wsi epoki małej stabilizacji. Skończył się stalinizm, UB już nie szaleje. Pozostał Bałcz, to prawda, ale życie pod jego ciężką ręką jakoś się jednak układa. Przeciętny mieszkaniec wioski nie obcuje na co dzień z nim, lecz z czystą, nieskażoną jeszcze przez przemysł przyrodą, łowiąc dorodne karpie w miejscowych stawach. A jeśli to za mało, można wyjechać na zarobek do miasta.
Scena zabawy w remizie zapada w pamięć. Na środku sali Bałcz i Agnieszka tańczą tango w takt granych na akordeonie "Chryzantem złocistych". Leon Niemczyk jest tu stanowczo zbyt szarmancki jak na sołtysa. Szczególnie takiego sołtysa - prawdziwi Bałczowie byli skończonymi bucami.
Agnieszka (gra ją Joanna Szczerbic, ówczesna żona Jerzego Skolimowskiego) nosi piękne nazwisko Żwaniec, które kojarzy się z opisywanym przez Sienkiewicza miejscem kresowych batalii. Autor scenariusza, Wilhelm Mach, nazwał ją w swojej książce "córką Kolumba", nawiązując do kultowej powieści Romana Bratnego. Agnieszka reprezentuje pokolenie dzieci powstańców warszawskich, naznaczone klęską rodziców, lecz nie rezygnujące z nadziei na lepsze i piękniejsze życie.
Dramat opisany w książce "Agnieszka, córka Kolumba" toczył się wtedy naprawdę w Klukach, rybackiej wiosce nad jeziorem Łebsko. Wieś zamieszkiwali Słowińcy, czyli ta część Kaszubów, która od wieków żyła pod panowaniem niemieckim. Zewnętrznie zniemczeni, przechowali jednak resztki archaicznej słowiańskiej kultury. Po 1945 roku żyło im się ciężko: ci, których władze nie zmusiły do wyjazdu do Niemiec, cierpieli pod butem kilku osadników, typów spod ciemnej gwiazdy, rządzących się w Klukach jak na własnym folwarku. Nic nie pomogły dramatyczne apele, wysyłane w obronie Słowińców przez odważnych "synów Kolumba" - Lecha Bądkowskiego i Tadeusza Bolduana. W wiosce wszystko pozostało po staremu, a ostatni ze Słowińców po 1970 roku wyjechali do RFN. Ich potomkowie mieszkają pod Hamburgiem. O Polsce złego słowa nie powiedzą, ale z Polakami do czynienia mieć nie chcą.
Do Niemiec wyjechali też miejscowi Bałczowie. Wcześniej prześladowali Słowińców za to, że ci rzekomo byli Niemcami. Teraz, pożenieni ze Słowinkami, skorzystali z prawa RFN, emigrując jako Niemcy do krainy pieczonych gołąbków.
Opuszczoną wioskę zamieniono na skansen. Piękne rybackie chaty byłyby doskonałym tłem do filmu Chęcińskiego, ale na zdjęcia w Klukach - gdzie w chwili robienia filmu jeszcze mieszkali Słowińcy - żadną miarą nie zgodziłaby się komunistyczna cenzura.
Chociaż nikt z bohaterów "Agnieszki 46" nie ginie, całą historię zespala przedziwny łańcuch ludzkich tragedii. Wilhelm Mach popełnił samobójstwo w rok po wydaniu swojej książki i premierze jej filmowej wersji. "Piękny dwudziestoletni" Zbigniew Cybulski, aktor grający bohatera "Do widzenia, do jutra" - bardziej znanego filmu, zrobionego według scenariusza Macha - niedługo potem wpadł pod koła pociągu. Edward Stachura, który opisał śmierć Cybulskiego w swojej "Siekierezadzie", również zginął śmiercią samobójczą. Tak samo skończył Herman Kecz, ostatni ze Słowińców, który pozostał w Klukach. Jego grób bez trudu odnajdziemy przy wjeździe do wioski, na małym cmentarzyku leżącym tuż przy szosie. Akcja powieści Stachury toczy się w tym samym czasie, co opowieść o Agnieszce. Zresztą całkiem niedaleko Grabownicy.
Ale to już inna historia - raczej z filmowej wersji "Siekierezady".
@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.0007.001.jpg@RY2@
Mieszkańcy Białobrzegów: Pela (Zofia Merle), Semen (Ryszard Kotys), Agnieszka (Joanna Szczerbic), Prokop (Zdzisław Kuźniar), kowal Gerard (Wiktor Grotowicz), sołtys Bałcz (Leon Niemczyk) i Kondera (Wacław Kowalski)
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu