Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Rozmyte dźwięki

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Nie eksperymentują, nie szukają nowej drogi. Mogwai na nowej płycie ponownie postawili na rozbudowane gitarowe kompozycje

W 1997 roku zupełnie nieznany szkocki zespół Mogwai nagrał instrumentalną płytę "Young Team" wypełnioną długimi muzycznymi suitami z hałaśliwymi gitarami, dudniącym basem i fortepianem. Dzisiaj grupa z Glasgow to jeden z najważniejszych przedstawicieli post-rocka. Sami inspirowali się dokonaniami My Bloody Valentine, Sonic Youth i Fugazi. Z kolei na muzyce Mogwai wyrosły takie gwiazdy współczesnej alternatywy, jak Explosion In The Sky, Deerhunter czy Fuck Buttons. Mogwai mają za sobą koncerty z Pixies i The Cure oraz siedem płyt. Ostatnią "Hardcore Will Never Die, But You Will" wprawili w konsternację wielu recenzentów. Krytycy "Rolling Stone", "Pitchfork", "New Musical Express" i BBC zgodnie przyznają, że Mogwai kroczą na niej dawno przez siebie wydeptaną gitarowo-noiseową drogą. Mimo tej pozornej wtórności wciąż potrafią jednak nagrać dobry, nienudny album.

Już pierwszym numerem "White Noise" Mogwai przypominają, w czym są najmocniejsi. Najpierw melancholijna rozbiegówka, później delikatne dodatki (na przykład klawisze), pod koniec kulminacyjne natężenie dźwięków i w finale wyciszenie. Według tego wzoru są również zbudowane kawałki "Rano Pano", "Death Rays" i "How To Be A Werewolf". Są jednak też na płycie momenty mniej charakterystyczne dla muzycznych bajek pisanych przez Mogwai. Pierwszy to numer "Mexican Grand Prix" z vocoderowym kobiecym wokalem. Opartego na syntezatorze transowego kawałka nie powstydziłyby się Ladytron czy Stereolab. Rytmiczne, proste "San Pedro" pasuje z kolei do nagrań New Order z czasów albumu "Get Ready". Jest też "George Square Thatcher Death Party" z wokalem podobnym do tego z "Mexican Grand Prix". Numer brzmi, jakby członkowie Mogwai puścili swoje gitary dwa razy szybciej niż zazwyczaj - melancholia na drugim biegu. Płytę kończy ponadośmiominutowa najpierw melancholijna, a później gitarowa zabawa z przesterami w numerze "Youre Lionel Richie".

Ten numer, podobnie jak "George Square Thatcher Death Party", "Letters to the Metro" czy "Mexican Grand Prix", pokazuje, że muzycy z Glasgow obok pisania gitarowych kolubryn są też mistrzami w wymyślaniu tytułów. W jednym z wywiadów sami przyznali: "Praktycznie nie używamy wokali, więc bardzo trudno nam nazwać piosenki. Zazwyczaj wygląda to tak, że ktoś z nas mówi jakąś zbitkę słów, która dobrze brzmi albo nas rozśmiesza, i wtedy decydujemy się użyć jej w tytule".

Nie dajcie się zwieść nazwą "Hardcore Will Never Die, But You Will" ani tym, że wyprodukował go pracujący z Mogwai przy surowym (jak na Szkotów) debiucie "Young Team" producent Paul Savage. Siódmy album grupy to chilloutowy (w skali rocka) melanż dla maniaków gitarowych dźwięków momentami przerywany ostrzejszą przyprawą. Tą potrawą Mogwai nie zdobędą nowych fanów, ale też starzy się od nich nie odsuną.

Na żywo będziemy mieli okazję posłuchać "Hardcore Will Never Die, But You Will" na najbliższym Off Festivalu. Mogwai będą jedną z gwiazd imprezy Artura Rojka.

@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.032a.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.