Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Ameryka według Coenów

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Wielkie przestrzenie, szara prowincja, snobistyczne miasta. Ekscentryczne Południe, napuszone Los Angeles, surowy Środkowy Zachód. Coenowie kochają amerykańskie mity, choć w nie nie wierzą

Bracia Coen odkrywają Dziki Zachód. Takim, jaki był naprawdę, i takim, jakim znamy go z kina. Dbając o każdy detal, odwzorowują miasteczko Fort Smith w Arkansas w skali 1:1. Saloon, stacja kolejowa, chińska restauracja, hotel, zakład pogrzebowy, miejska szubienica, biuro szeryfa. Niby znamy te miejsca z westernów, ale u Coenów umowna topografia poddana zostaje gruntownej rekonstrukcji. Dekoracje zamieniają się w szarą rzeczywistość pokrytą kurzem, brudem, rozłażącą się w szwach i znaczoną bezprawiem. Coś między mitycznym Rio Bravo a slumsowatymi, byle jak skleconymi budami z filmów Sama Peckinpaha. Górzyste pejzaże terytorium Indian łączą romantyczną mitologię z jej zaprzeczeniem. Dziki, nieprzyjazny krajobraz z ubarwiającym go wisielcem albo nadjeżdżającym znikąd człowiekiem niedźwiedziem niepokoi, ale też fascynuje. Ta przestrzeń inicjuje dialog między mitycznym a prawdziwym Dzikim Zachodem, westernową i antywesternową tradycją, spór między Północą a Południem w kontekście niedawno zakończonej wojny secesyjnej. Miejsca, ludzie, kultura pionierów - wszystko to jest u Coenów do bólu realne, a jednocześnie symboliczne. Jak z przewodnika po Dzikim Zachodzie i westernowego skansenu jednocześnie.

Bagniste rejony Missisipi z końca lat 30. odmalowane z pedantyczną wiernością realiom. Zarazem Coenowie przenieśli to miejsce w wymiar ponadczasowy. Historia trójki uciekinierów z więzienia przemierzających południowe stany jednocześnie parafrazuje "Odyseję" i tworzy summę mentalnego krajobrazu tego regionu z czasów Wielkiego Kryzysu. Południe jest u Coenów sympatycznie zapyziałe, tajemnicze, ekscentryczne, dziwaczne. To kolebka bluesa, świątynia wudu, mekka Ku-Klux-Klanu, oaza zwolenników prohibicji, centrum produkcji domowej whisky, twierdza purytanizmu i religijnej dewocji, kraina dziwek i stręczycieli, raj legendarnych rabusiów zdolnych obrobić trzy banki w dwie godziny. Słowem mityczny amerykański tygiel wywiedziony z realności, potocznych wyobrażeń, literackich sag i filmowych wizerunków. Za naszych czasów krajobraz niewiele się zmienił. W "Ladykillers" jest nieco uproszczony, ale z tymi samymi punktami zaczepienia: chór kościelny, konserwatywne rytuały, zgrzebna prostota. Momentami zakrawa to na karykaturę, ale czuć, że bracia Coen mają do południowego tygla wiele sentymentu.

Za Los Angeles Coenowie nie przepadają. Jeśli umiejscawiają tu akcję swoich filmów, to kpią z tego miasta, niezależnie od czasu, o którym opowiadają. W "Bartonie Finku" oglądamy Hollywood lat 40. oczyma obiecującego scenarzysty, który krótko zachwyca się jego urokiem, a z czasem zaczyna postrzegać jako więzienie zarządzane przez apodyktycznych nuworyszy, obóz pracy przymusowej dla wielkich pisarzy i siedzibę szaleństwa ukrytego za efektownym sztafażem. Odpadające ze ścian luksusowego hotelu tapety mogą tu posłużyć za symbol odzierania Hollywood z masek pozorów.

Współczesne Los Angeles z "Big Lebowskiego" jest jeszcze gorsze. Zamieszkiwane albo przez milionerów oszustów, albo kabotynów z arystokratycznymi pretensjami, albo puszczalskie lolity, albo dorobkiewiczów z pornobiznesu, szpanujących domami z basenem i limuzynami długości tramwaju. W tym mieście trudno nie zwariować jak pewien otyły weteran z Wietnamu, a jeszcze trudniej utrzymać status przegranego kolesia, który marzy tylko o tym, by odzyskać swój dywan i pograć w kręgle. Najgorsze, że nic się tutaj nie zmienia. W "Okrucieństwie nie do przyjęcia" znów mamy elegancki sztafaż Beverly Hills, za którym kryją się snobizm, sztuczny blichtr i intrygi. Tapety ciągle odpadają.

Lata 60. na Środkowym Zachodzie to czasy wielkiej budowy. Prerie i pola kukurydzy zmieniały się w schludne przedmieścia, które dopiero za chwilę usłyszą o rewolucji obyczajowej. Bracia Coen sami dorastali na jednym z takich przedmieść w Minneapolis. Kręcąc "Poważnego człowieka", powracali do miejsc, które dobrze znali, filmując wyłącznie w naturalnych przestrzeniach. Synagoga, szkoła religijna, osiedla, wnętrza domów - wszystko odtworzyli, jak sami mówią, z własnej pamięci. Także klimat czasów, naznaczonych niepewnością, zaostrzającym się kryzysem tradycyjnych norm w żydowskiej enklawie wypieranych przez kulturę ogólną, zacierającą granice tożsamości, stawiającą pytania, na które nie było gotowych odpowiedzi. Nie po raz pierwszy Coenowie powrócili do Minnesoty. Wcześniej w "Fargo" pokazali ją inaczej - nie wielkomiejską, ale prowincjonalną, rozpostartą na wielkich przestrzeniach zasypanych śniegiem. Mroźnych, przyprawiających ludzi o zagubienie i melancholię, doprowadzających do szaleństwa, ale i łączących w solidarny krąg. Tamten obraz też odtwarzali z pamięci. Bez sentymentów, ale też z odrobiną ciepła uosabianego przez policjantkę graną przez Frances McDormand. To ona mówi: "Tutaj zawsze jest zimno. Ludzie od tego wariują. I dlatego musimy sobie pomagać".

Tu rozgrywają się u Coenów pojedynki dobra i zła. W Teksasie nakręcili swój pierwszy film "Śmiertelnie proste". Dopiero jednak w "To nie jest kraj dla starych ludzi" ukazali jeden z najbardziej mitologicznych amerykańskich krajobrazów: rozległe obszary na granicy USA i Meksyku. Sfotografowali Teksas tak, jakby w mityczną westernową krainę wkraczał świat współczesny. Teksas Coenów przesiąknięty jest klimatem grozy i samotności, pierwotną dzikością odbijającą minioną przemoc, ale też poetyckim romantyzmem. W tym krajobrazie konstruują krwawy moralitet odsłaniający kawałek piekła na ziemi.

O piekle opowiada w prologu beznamiętnym głosem Tommy Lee Jones. Jako małomiasteczkowy szeryf wspomina ojca - również szeryfa - dawnych wiarusów, którzy nawet nie musieli nosić broni. I dawne zbrodnie, zupełnie inne niż te dzisiejsze. Amerykańskie mity, sny, wartości, celebracje i traumy nawet - z wietnamską włącznie - są po kolei unieważniane, dekonstruowane, same obnażają własną pustkę. Choć akcja rozgrywa się w latach 80., chodzi Coenom o Amerykę współczesną - o jej portret odarty ze złudzeń. To nie jest już ani raj, ani kraj dla starych, dobrych ludzi, którzy w mity i sny jeszcze wierzą. I to jest chyba kwintesencja Ameryki Coenów.

@RY1@i02/2011/029/i02.2011.029.196.0026.001.jpg@RY2@

"To nie jest kraj dla starych ludzi"

@RY1@i02/2011/029/i02.2011.029.196.0026.002.jpg@RY2@

"Fargo"

@RY1@i02/2011/029/i02.2011.029.196.0026.003.jpg@RY2@

"Bracie, gdzie jesteś"

Wojtek Kałużyński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.