Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Sztuka dostosowania

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Dawniej wszystko na świecie było dwubiegunowe - jedzenie bywało smaczne albo paskudne, woda mineralna gazowana albo nie, rzeczy brzydkie lub ładne, wybory wygrywała lewica bądź prawica, a kobiety dzieliły się na szczupłe i grube. Dziś nic nie jest już takie proste. Ohydne jedzenie nazywa się ekologicznym, w sklepach pojawiła się woda lekko gazowana bądź bardzo odgazowana, rzeczy brzydkie zyskały miano oryginalnych, prawica i lewica zlały się w centro-populisto-prawico-korupcjo-lewicę, a Grycanki, przy których Ryszard Kalisz wygląda jak niedożywione etiopskie dziecko, określa się mianem odkrycia roku. A to dlatego, że żyjemy w czasach, gdy wyraz "szczerość" w słownikach zaczęto masowo zastępować stwierdzeniem "dyplomacja".

Przez dyplomację niczego nie wypada dziś nazwać po imieniu. Możliwe, że niedługo za określenie kogoś wprost głupim groziła będzie kara śmierci. Słyszałem, że w niektórych przedszkolach zabawny wiersz Juliana Tuwima pt. "Murzynek Bambo" opowiadany jest dzieciom w dostosowanej do naszych czasów dyplomatycznej wersji - "Afrykanin Bambo". Właśnie - "dostosowanej". To słowo zdeterminowało życie w XXI w. Wszystko musi być do nas dostosowane, albo - co gorsza - my do tego. Moja trzyletnia córka musi być - zdaniem mojej żony - "dostosowana do reszty dzieci", więc jestem na etapie zapisywania jej na jazdę konną, zajęcia muzyczne, angielski, chiński, rosyjski, balet, taniec nowoczesny, tenisa, jogę i sztukę uprawy pelargonii. Z kolei mój ojciec musiał dostosować się do oczekiwań rynku pracy - w wieku 55 lat ukończył studia inżynierskie. Podczas nich poznał ludzi znacznie młodszych od siebie, którzy zasugerowali mu, że jeżeli chce zostać ich kumplem, musi się do nich dostosować. W ten sposób został hipsterem.

Moda na dostosowywanie się dotarła już nawet do motoryzacji. Reflektory w autach nie tylko same wiedzą, kiedy mają się włączyć bądź wyłączyć, ale nawet czują, w którą stronę kręcicie kierownicą, i doświetlają zakręt, a także zmieniają swój zasięg zależnie od warunków pogodowych, drogowych i prędkości, z jaką się poruszacie. Dostosowywać się potrafią także zawieszenia w nowoczesnych samochodach. Otóż nie są one ani twarde, ani miękkie. Są adaptacyjne. A to mniej więcej tak, jakby wasz tapczan był w stanie w ciągu ułamka sekundy przeistoczyć się w krzesło elektryczne.

Zarówno w adaptacyjne zawieszenie, jak i reflektory wyposażony może być najnowszy Opel Astra GTC - trzydrzwiowe, zgrabne i ładne auto aspirujące do roli sportowego kompaktu. Miałem okazję pojeździć kilka dni krwistoczerwonym egzemplarzem wyposażonym w 180-konnego benzyniaka i naprawdę nieźle się bawiłem. Przede wszystkim dlatego, że okazał się świetnie dopasowany do moich potrzeb.

Astra GTC ma rozmiary pozwalające sprawnie poruszać się po mieście, ale nie boi się wyższych prędkości i autostrad. Jest bardzo dobrze wykonana, ma spory 380-litrowy bagażnik, imponująco dużo miejsca dla pasażerów siedzących z przodu i całkiem sporo - jak na trzydrzwiowe coupe - dla tych siedzących na tylnej kanapie. Ponadto jej adaptacyjne zawieszenie jest rewelacyjne - na co dzień gwarantuje wysoki komfort, natomiast w trybie sport pozwala bliżej zapoznać się z kilkoma prawami fizyki dotyczącymi np. przeciążeń. Do tego dochodzą wygodne fotele, idealna pozycja za kierownicą, precyzyjna skrzynia biegów i bardzo dobre, jak na auto kompaktowe wyciszenie wnętrza.

Niestety poważnym mankamentem okazał się silnik. Z jednostki o pojemności 1,6 litra inżynierowie wycisnęli co prawda aż 180 koni, jednak żaden z nich nie przypomina mustanga gotowego do szarży. Wszystkie najchętniej stałyby u wodopoju. I to dosłownie, bo auto ma pragnienie wielbłąda po trzymiesięcznej wędrówce przez Saharę. Podawane w katalogu Opla średnie zużycie 7,2 litra benzyny 95 dotyczy prawdopodobnie auta stojącego w garażu. Przy stałej prędkości 110 km/h komputer pokładowy pokazywał średnie spalanie niemal 8 litrów. W mieście, pomimo obrania strategii polegającej na łagodnym obchodzeniu się z pedałem gazu i hamowania silnikiem, nie udało mi się uzyskać lepszego rezultatu niż 9,8 litra. Gdy dostosowałem się do innych uczestników drogi, spalanie wzrosło do 11 litrów. Nie mogę zatem dyplomatycznie - jak robią to pisma motoryzacyjne - napisać, że Astra GTC 1.6 Turbo spala rozsądne lub umiarkowane ilości paliwa. Ona po prostu nie ma umiaru.

Mimo to uważam, że trzydrzwiowy kompakt Opla to udane auto. Polecam wam je jednak w wersji z dieslem 1.9 CDT i spalającej realnie ok. 6 - 7 litrów oleju napędowego. Czyli dostosowanej do tego, co dzieje się obecnie na rynku ropy naftowej i stacjach benzynowych.

@RY1@i02/2012/083/i02.2012.083.18600090b.803.jpg@RY2@

mat. prasowe

@RY1@i02/2012/083/i02.2012.083.18600090b.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.