Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

O firmach Titanicach

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Jedną z niewątpliwych wad literatury biznesowej jest to, że w pewnym momencie staje się ona bardzo monotonna. Ileż można czytać o genialnych pomysłach Googlea, kolejnych marketingowych sukcesach Applea czy (w polskich warunkach) o wyjątkowości mBanku? Dla wszystkich, którzy czują się przesłodzeni cukierkowymi historiami biznesowych sukcesów, jest odtrutka. To książka Tima Phillipsa o najbardziej spektakularnych upadkach wielkich firm w najnowszej (choć nie tylko) historii.

Porównanie z "Titanikiem" samo się narzuca. I to nie tylko dlatego, że 100. rocznica zatonięcia liniowca przypadnie dokładnie 15 kwietnia, czyli w najbliższą niedzielę. Phillips pisze właśnie o takich z pozoru niezatapialnych firmach titanicach. O teksaskim gigancie energetycznym Enronie, który przez lata uchodził za biznesowy wzór do naśladowania albo o uważanym za niezawodną maszynkę do robienia pieniędzy funduszu inwestycyjnym Long Term Capital Management z jej kadrą kierowniczą pełną ekonometrycznych geniuszy.

Wszystkie łączy to, że w pewnym momencie w ich kadłubie pojawiła się imponujących rozmiarów dziura i nie było już rady: powoli, lecz nieodwracalnie poszły na dno. Dlaczego? Przyczyny były różnorakie. Ciągnąc niezwykle trafną analogię z "Titanikiem", Phillips dzieli ich strategię na kilka kategorii. Niektóre widziały górę lodową, ale myślały, że jeśli przekonają otoczenie, iż w rzeczywistości jest mniejsza, niż się wydaje, uda im się ją staranować. Inne ominęły kilka mniejszych przeszkód, więc ruszyły pełną parą w kierunku największej, jaką udało im się wypatrzyć. Kolejnym kapitan powiedział, że gór lodowych nie ma, a ludzie mu uwierzyli. W innym przypadku dowództwo wprawdzie zgodziło się, że góry istnieją, ale i tak najlepiej pruć naprzód pełną parą. Czasem załogi były tak zajęte kłótniami, że w ogóle góry nie dostrzegły. Czasem zaś wydawało im się, że płyną na pokładzie magicznej łodzi i żadne niebezpieczeństwo im nie grozi.

"Spektakularne upadki" czyta się bardzo dobrze. Nie jestem pewien, czy tajemnica leży w atrakcyjności samego tematu, czy też w talencie autora. Phillips pisze tak, jak chyba tylko Brytyjczycy potrafią: dowcipnie i lekko, ale zarazem rzetelnie i rzeczowo. Notabene ukazała się niedawno w Polsce jeszcze jedna książka jego autorstwa - interpretacja "Księcia" Machiavellego, wydana przez Studio Emka w tej samej serii co omawiane w tym miejscu przed tygodniem "Bogactwo narodów" na motywach Adama Smitha (autorem tej ostatniej Phillips już jednak nie jest, a szkoda).

W sumie "Spektakularne upadki" to dawka rozrywki wysokiej jakości i oczyszczająca porcja schadenfreude ("popatrz, tyle zarabiali, a tacy nieudolni!"). Jeśli ktoś doszedł do wniosku, że czegoś takiego właśnie potrzebuje, to nawet dość wygórowana jak na polskie realia cena (59 zł!) nie powinna go odstraszyć. Czy można z tej lektury wyciągnąć jakieś praktyczne rady do zastosowania we własnej działalności biznesowej? Nie jestem pewien. Choć trzeba przyznać, że zdanie: "Jeśli się uczyć na błędach, to najlepiej na cudzych i tych popełnionych przez największych", którym wydawnictwo zachęca do kupienia książki na jej okładce, ma swój niezaprzeczalny urok.

@RY1@i02/2012/073/i02.2012.073.186001200.802.jpg@RY2@

Tim Phillips, "Spektakularne upadki wielkich firm", Wolters Kluwer, Warszawa 2011

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.