Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Siła spokoju

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Ponoć powodem 80 proc. wypadków jest nadmierna prędkość. Ale w języku policji "nadmierna prędkość" nie oznacza wyłącznie sytuacji, gdy na ograniczeniu do 50 km/h ktoś ląduje w krzakach przy 130 km/h. Za spowodowane zbyt dużą szybkością uznaje się także wypadki, gdy na "pięćdziesiątce" kierowca jechał zaledwie 40 km/h, ale i tak ściął drzewo albo potrącił bezpańskiego psa. Bo było za ślisko. Albo za sucho. Albo akurat mocniej zawiało.

Pewien znajomy policjant opowiadał mi o zdarzeniu, gdy na ograniczeniu do 70 km/h auto wypadło z zakrętu i zdemolowało przydrożne pole kukurydzy. Jechało dokładnie 70 na godzinę, ale w papierach policja napisała, że "kierowca nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze". Funkcjonariusz wyjaśnił ten absurd tak: "Jak widział pan, że droga ma koleiny, to trzeba było jechać wolniej, niż mówi znak".

W gruncie rzeczy takie rozumowanie policji to fantastyczna wiadomość! Idąc jego tropem, powinniśmy traktować znaki ograniczające prędkość wyłącznie jako sugestię. Rzeczywiste ograniczenia zależałyby wyłącznie od "warunków panujących na drodze", czyli: jakości asfaltu, pogody, natężenia ruchu, a przede wszystkim - możliwości naszego auta. Takie postawienie sprawy oznaczałoby, że po Białymstoku jeździłoby się w tempie 5 km/h, ale już na pustej autostradzie można by było legalnie sprawdzić, czy nasze auto jest w stanie wyprzedzić dźwięk.

Daję sobie głowę uciąć, że w takich okolicznościach tytuł najszybszego samochodu w Polsce zdobyłoby hybrydowe Infiniti M35h. Jednak nie dlatego, że jego elektryczno-spalinowa jednostka generuje 364 konie mechaniczne o anorektycznym apetycie (realnie 8 - 9 litrów benzyny), zdolne rozbujać niemal dwie tony blachy, skóry, szkła i drewna (obecności innych materiałów nie stwierdzono) do 250 km/h. Powód jest zupełnie inny - otóż, aby tym samochodem spowodować choćby małą stłuczkę, trzeba zgasić w nim silnik i wepchnąć siłą własnych rąk na inne auto. Inaczej jest to niemożliwe, bo pracuje tu parę tuzinów radarów, kamer i komputerów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

To auto zaprojektował prawdopodobnie ktoś, kto wcześniej był zatrudniony w NASA - gdy za szybko zbliżacie się do pojazdu jadącego przed wami, czujecie, jak pedał gazu w Infiniti nagle zaczyna stawiać opór i wypycha waszą nogę do góry. Ułamek sekundy później jakaś magiczna siła sama wciska hamulec. A gdy z nudów zaczynacie przysypiać i przekraczacie linię oddzielającą pasy ruchu, rozlega się dźwięk przypominający odgłosy godowe pawianów. Tu nie ma nawet czegoś takiego jak "martwe pole" w lusterkach - specjalny system monitoruje, czy obok was akurat nikt nie jedzie. Jak jedzie, znowu odzywają się pawiany.

Ten samochód jest po prostu motoryzacyjnym odpowiednikiem dalajlamy - nic nie jest w stanie wyprowadzić go z równowagi. Gdy przesadzicie na zakręcie, zadba o to, abyście nie wpadli w poślizg, i wyczuwalnie napnie pasy bezpieczeństwa - na wypadek, gdyby jednak pole kukurydzy było bliżej, niż sądziliście. Szczerze mówiąc, mogę sobie wyobrazić rozbite M35h tylko w jednym scenariuszu - kiedy spada na nie meteoryt. Albo kiedy wyłączacie wszystkie te elektroniczne ustrojstwa i wykorzystujecie absolutnie każdego spośród 364 koni zamkniętych pod maską o powierzchni stanu Australii.

Jednak nawet dalajlama pogoniony ostrogami pozostaje dalajlamą - spokojnym i opanowanym. Mimo doskonałych osiągów i trybu "sport" M35h nie jest typem sportowca - jest na to zbyt duży, za ciężki i ma za miękkie zawieszenie. Gdybyście wyjechali nim na tor, czulibyście się jak zawodnik sumo, któremu kazano biec 400 metrów przez płotki. Znacznie lepiej to auto sprawdza się w komfortowym pokonywaniu "płotków" porozstawianych na polskich drogach: dziur, kolein, źle oznakowanych zakrętów etc. I niestety pomimo zastosowania w nim kosmicznej technologii tylko jednego nie jest w stanie pokonać - policyjnych radarów ukrytych w polu kukurydzy.

@RY1@i02/2012/073/i02.2012.073.18600080b.802.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.