Polka w służbie Jego Królewskiej Mości
Nie piszę o Krystynie Skarbek tylko dlatego, że była kobietą szpiegiem. Ona była jednym z najlepszych szpiegów, którzy w czasie II wojny światowej pracowali dla Anglików - mówi Clare Mullay
Z Clare Mulley rozmawia Mira Suchodolska
Pisząc o postaci Krystyny Skarbek - wariatki, patriotki, nieustraszonego szpiega - bardzo się pani zaangażowała w jej losy. Co można wyczuć i co nadaje książce temperaturę. Jednak zirytowało mnie, że posługuje się pani podwójnymi standardami moralnymi w ocenie swoich bohaterów. Ojciec Krystyny, Jerzy, zubożały arystokrata, żeni się z Żydówką z bogatej bankierskiej rodziny - on zyskuje pieniądze, ona nazwisko. Odsądza go pani za to od czci i wiary. Ale kiedy Krysia biega po knajpach, żeby znaleźć sobie bogatego męża, to już jest w porządku. Taka zaradna dziewczynka.
Może rzeczywiście jestem skłonna więcej wybaczać kobietom niż mężczyznom. Ale akurat w tym przypadku nie można ojca i córki mierzyć jedną miarą. On jeszcze przed ślubem był hulaką, utracjuszem, dziwkarzem i nie zamierzał zmieniać swoich przyzwyczajeń po zawarciu małżeństwa. Swoją żoną się zupełnie nie interesował, nie obchodziło go to, co może czuć, ani to, jak bardzo jest odrzucona przez jego środowisko z powodu swojego żydowskiego pochodzenia. Potraktował ją instrumentalnie, jak skarbonkę, która - kiedy już się ją opróżniło - przestaje być potrzebna. To prawda, że Krysia pierwszy raz wyszła za mąż z wyrachowania - za Gustawa Gettlicha, bogatego przemysłowca niemieckiego pochodzenia - ale szybko zrozumiała, że to nie jest życie dla niej, i zamiast, jak zrobiłaby w tamtych czasach, większość kobiet, zostać przy mężu i wysysać z niego pieniądze, zostawiła go i poszła swoją drogą. I zawsze, kiedy się angażowała, kierowała się sercem.
Zmieniając kochanków jak rękawiczki. Policzyła pani, ilu ich miała?
Nie, Krystyna też ich zresztą nie liczyła. To była niesamowita osoba, wolny duch, który nie dawał się nikomu związać ani przywiązać. Myślę, że jej nieujarzmiony temperament i potrzeba stanowienia samej o sobie byłyby szokujące nawet dziś. Ale proszę też zrozumieć: kiedy dookoła szaleje wojna, ludzie myślą i reagują nieco inaczej. Ona miała świadomość, że zostało jej góra sześć tygodni życia, bo tyle średnio przeżywał szpieg wysłany w teren, do obcego kraju. W takich sytuacjach chce się żyć bardziej intensywnie, wykorzystać każdą chwilę, bo ta albo następna może być ostatnia. Inna sprawa, że Krystyna posługiwała się swoją kobiecością jeszcze sprawniej niż bronią.
Napisała pani historyczną książkę z perspektywy genderowej. Dlaczego?
Pisząc o kobiecie, trudno nie zauważyć tego, że jest właśnie kobietą, gdyż sam ten fakt ma duży wpływ na jej życie. Ale żeby być precyzyjną: nie wzięłam się do tematu Christine Granville, bo takie nazwisko przybrała pod koniec wojny, tylko dlatego, że była kobietą szpiegiem. Ona była jednym z najlepszych szpiegów, którzy w czasie II wojny pracowali dla Anglików. Jednym z najskuteczniejszych - to Krystyna jako pierwsza doniosła o niemieckich planach ataku na ZSRR, w co zresztą nie bardzo chciano wierzyć. W dodatku była szpiegiem najbardziej nagradzanym. Została uhonorowana nie tylko Orderem Imperium Brytyjskiego oraz Medalem Jerzego, lecz także francuskim Croix de Guerre. Pokazując jej życie i dokonania, chciałam z jednej strony dowartościować wkład kobiet w walkę i zwycięstwo aliantów, z drugiej - podnieść w oczach, zwłaszcza brytyjskich czytelników, rangę Polski wciąż często w tej kwestii niedocenianej. W dodatku to, że najlepszy szpieg w służbie Jego Królewskiej Mości był kobietą, działało na jej niekorzyść. Wystarczy przypomnieć, jak ją potraktowano po wojnie - wszyscy Polacy, mężczyźni, pracujący dla wywiadu angielskiego, dostali pracę. Ona musiała się zadowolić odprawą w wysokości 100 funtów. I zostawiono ją samą sobie.
Kiedy czytałam pani książkę o Krysi Skarbkównie, zastanawiałam się, co by się z nią stało, gdyby nie wybuchła wojna. Ona sama powtarzała, że wojna była dla niej wybawieniem, otwarciem drzwi do prawdziwego życia. Nie była zresztą osamotniona - takich osób, które nie mogą się odnaleźć w normalnym, spokojnym życiu, a rozkwitają w obliczu niebezpieczeństwa, ekstremalnych wyzwań, było i jest więcej. Aczkolwiek zwykle dotyczy to mężczyzn.
I faktycznie tak było. Jej matka pochodziła z żydowskiej rodziny, w dodatku - po bankructwie banku Goldfederów w 1926 r. - Krystyna stała się biedna, co stawiało ją na marginesie życia. Wojna, połączona z jej odwagą, wszystko zmieniła. Znów mogła być w głównym nurcie, wpływać nie tylko na swoje losy, lecz także na losy świata. Należała do osób, które realizują się w działaniu. Czasem straceńczym, na które inni nigdy by się nie odważyli. To był zresztą jeden z powodów, dla którego po napaści Niemiec na Polskę ogłoszono amnestię. Z więzień wyszły niespokojne duchy, buntownicy. Jeden z nich uczył zresztą Krystynę szpiegowskiego rzemiosła - tego, jak kraść, jak podkładać ładunki wybuchowe, jak się włamywać do zamkniętych pomieszczeń. Ale jestem przekonana, że gdyby nie wybuchła wojna, Krysia także dałaby sobie radę. Przecież ona była bardzo usportowioną osobą, fantastycznie jeździła konno, śmigała na nartach, świetnie posługiwała się bronią, brylowała w każdym towarzystwie. Miała niesamowity talent do języków obcych. I wielką inteligencję emocjonalną. Ludzie ją kochali i kupowali z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tak samo kochały ją zwierzęta, do których miała niesamowitą rękę - w mojej książce są dwa takie momenty, kiedy poskramia wartownicze psy, które zamiast ją rozszarpać na strzępy, łaszą się u jej stóp. Jej przyjaciółka Zosia Tarnowska mówiła, że Krystyna flirtowała ze zwierzętami jak z mężczyznami.
Pamiętam scenę, kiedy groźny owczarek pilnujący granicy porzuca swojego pana i biegnie za nią. Kapitalna! Ale a propos broni. Jest taki fragment w pani książce, w którym Krystyna, posługując się dwoma granatami z odbezpieczonymi zawleczkami, umyka Niemcom. I mówi, że woli granaty od pistoletu, gdyż są skuteczniejsze - w zasadzie nie można z nich chybić tudzież zabija się więcej wrogów naraz, niż strzelając.
To atrakcyjna scena, dobrze by wyglądała na hollywoodzkim filmie. Ale prawda jest taka, że Krystyna była też świetna w cichym zabijaniu. Kapitalnie operowała nożem, potrafiła zabijać za pomocą garoty. Ba, wystarczały jej gołe ręce. Jednak jej najlepszą bronią, najskuteczniejszą, był umysł. Oraz szaleńcza wręcz odwaga. Ona nie przejmowała się konsekwencjami, nie zważała na to, że może zginąć. Szła z impetem.
I przez to narobiła sobie kłopotów. Takich, które mogły kosztować ją życie. Po pierwsze - nie przejmując się konwenansami - sama się zgłosiła do brytyjskiego wywiadu, co już było podejrzane. Werbowano do niego ludzi z towarzystwa, którzy pokończyli najlepsze szkoły wyższe, ona od początku była outsiderem. Po drugie, Brytyjczycy nie zapewnili jej porządnego szkolenia. W swojej szpiegowskiej robocie kierowała się głównie instynktem.
Prawda jest taka, że Krystyna nie miała cierpliwości, żeby wysłuchiwać wykładów i mądrości, którymi chciano ją obdarzyć. Wolała działać natychmiast, być przydatna już, teraz. Kiedy wybuchła wojna, razem ze swoim drugim mężem Jerzym Giżyńskim - dyplomatą, podróżnikiem i arystokratą - przebywała w Afryce, w Kapsztadzie. Na wieść o agresji hitlerowskich Niemiec na Polskę natychmiast wyruszyli w drogę, by dotrzeć do Londynu już 6 października i zgłosić się do wykonywania zadań. Krystyna była wielką patriotką, to właśnie determinowało jej działania. Była gotowa robić cokolwiek, byle się tylko przydać. Więc kiedy tylko Brytyjczycy zaakceptowali jej osobę, ruszyła jako kurier przez góry przeprowadzać ludzi, przenosić meldunki i mikrofilmy. Zdobywać wiadomości z okupowanej Polski.
Przy czym poruszała się z wdziękiem słonia w składzie porcelany. Nie miała wyczucia politycznego i cechował ją absolutny brak dyplomacji. To zaważyło zresztą na jej losach. Jednym z jej pierwszych kontaktów szpiegowskich na terenie okupowanej Polski była łączność z niecieszącą się zaufaniem Związku Walki Zbrojnej grupą Muszkieterów. Choć osobiście nie wierzę, że ekscentryczny inżynier i wynalazca Stefan Witkowski był zdrajcą.
Ja też nie wierzę. Jednak fragment książki związany z Witkowskim i Muszkieterami był najtrudniejszy do napisania, a to właśnie ze względu na niedostatek dokumentów, które zaginęły. Niemniej Witkowski to był niezwykle uzdolniony, ambitny człowiek. Nie tylko budował silniki lotnicze, skonstruował prototyp karabinu przeciwpancernego, ale też - jeszcze nim ZWZ zaczął istnieć - zbudował swoją własną sieć wywiadowczą. I później nie miał zamiaru podporządkować się większej organizacji, co budziło konflikty kompetencyjne i ambicjonalne. W dodatku był absolutnym, nieprzejednanym antykomunistą i rusofobem. Dlatego rozmawiał podczas wojny z Niemcami - jego plan polegał na tym, aby wspólnie uderzyć na Związek Radziecki, który uważał za dużo groźniejszy nawet od hitlerowskich Niemiec. Takie poglądy sprawiały, że kiedy ZSRR znalazł się w szeregach aliantów, Witkowski stał się osobą politycznie co najmniej kłopotliwą i niepożądaną. Dlatego Polacy wydali na niego wyrok śmierci.
W historii Krystyny Skarbek, podobnie zresztą jak w historii naszego kraju, uderzające jest to, w jaki sposób zmienia się jej pozycja w zależności od losów wojny i politycznych zawirowań. Kiedy wojna się zaczyna, piękna, śmiała kobieta jest dla wszystkich niezwykle atrakcyjna. Potem zaczyna się to zmieniać - na jej niekorzyść.
Tak samo jak na jej początku Polska jest atrakcyjnym sojusznikiem dla Brytyjczyków. Choć pokonana przez najeźdźców, w dalszym ciągu dysponuje armią ludzi chętnych do walki. Wyszkolonymi żołnierzami, którzy, mimo że rozproszeni po świecie, są gotowi utworzyć armię. Także wewnątrz kraju istniał silny ruch oporu, który wiązał siły Niemców, co Brytyjczycy doceniali. Jednak kiedy ZSRR i Stany Zjednoczone weszły do gry, sytuacja Polski bardzo się skomplikowała. Anglia miała tylko jednego wroga - Niemcy. Polska dwóch. I oto jeden z nich, ZSRR, stał się niespodziewanie aliantem. W biografii Churchilla jest taka anegdota, jak zapytany przez swojego osobistego sekretarza o to, czy ten sojusz nie jest problemem dla takiego zażartego antykomunisty jak on, odparł: "Nie, mam tylko jeden cel i jest nim zniszczenie Hitlera, przez co moje życie jest znacznie uproszczone. Gdyby Hitler napadł na piekło, wypowiedziałbym w Izbie Gmin kilka życzliwych słów pod adresem diabła".
Polska została trzykrotnie zdradzona przez swoich przyjaciół. Pierwszy raz na początku wojny, kiedy nie przyszli jej z pomocą. Potem w jej trakcie, kiedy została odsunięta od stołu, przy którym zapadały decyzje. I wreszcie po wojnie, kiedy oddano ją na żer Sowietów.
Nie można opowiadać historii Skarbkówny bez zrozumienia kontekstu tego, co wówczas się działo za kulisami polityki. Proszę zwrócić uwagę - kobieta, która bez wahania narażała życie dla ojczyzny, była przez rodaków traktowana niemal jak zdrajca. Raz, że mieli jej za złe współpracę ze wspomnianymi Muszkieterami, a dwa, że traktowali ją jako brytyjskiego szpiega. Anglicy też mieli do niej dystans, gdyż była Polką. Jedni i drudzy - z powodu jej żydowskiego pochodzenia. I to właśnie ono, jestem przekonana, sprawiło, że po wojnie została bez środków do życia i jej los potoczył się tak tragicznie. Kiedy w 1946 r. syjonistyczna organizacja Irgun dokonała zamachu bombowego w hotelu David w Palestynie, Brytyjczycy przestali zatrudniać osoby, których lojalność mogła być podzielona pomiędzy dwa narody. Ten konflikt nabrzmiewał od 1945 r., więc ta pół Żydówka, pół Polka była w tym czasie dla Anglików niegodna zaufania. A jej przyjaźń z Florianem Sokołowem, londyńskim korespondentem "Gazety Polskiej", a co więcej synem Nahuma Sokołowa, syjonistycznego działacza, jednego z twórców idei państwa żydowskiego, jeszcze zaostrzała sytuację.
A wcześniej, w 1943 r., była takim wrzodem dla Polaków, którzy stawali na uszach, aby się jej pozbyć. To niesamowita historia: Krystyna donosiła Brytyjczykom o planowanym zamachu na gen. Władysława Sikorskiego skonfliktowanego z częścią emigracyjnych polityków. Po pierwszym, nieudanym zamachu stanu, kiedy próbowano go zastąpić gen. Sosnkowskim, Sikorski zdołał umocnić swoją pozycję. Jednak jego ugodowa wobec Rosjan polityka po tym, jak wybuchła sprawa mordu katyńskiego, nie przysparzała mu zwolenników wśród swoich.
Jego zadaniem było łagodzenie nastrojów wśród oburzonej mordem polskiej emigracji, oczywiście w imię większego dobra, jakim były losy wojny. I Sikorski przyjął tę rolę z pokorą. W tym sensie był potrzebny Brytyjczykom i Rosjanom, choć ci wykorzystali moment, aby zerwać stosunki z polskim rządem na emigracji.
Generał Anders też był wobec niego lojalny. Więc albo załatwił go ktoś inny, albo katastrofa nad Gibraltarem to był czysty przypadek.
Nie wiem, ta sprawa jest tak skomplikowana i tajemnicza, że podobnie jak zamach na Kennedy,ego zawsze stanowić będzie świetną kanwę do snucia różnych spiskowych teorii. Może się wyjaśni, kiedy zostaną odtajnione wszystkie dokumenty ukryte jeszcze w archiwach, a może już zawsze będziemy skazani na snucie domysłów. W każdym razie Krystyna przebywała wśród tych wszystkich ludzi planujących zamachy i rozmawiała z nimi. Doniosła wywiadowi, co zamierzają. Każdy scenariusz jest tutaj możliwy.
Historii Krystyny tragizmu dodają jej starania o uratowanie matki, Stefanii, która podczas wojny trafiła do warszawskiego getta i za nic w świecie nie chciała go opuścić. Zastanawiałam się dlaczego. Może opuszczona przez męża i dzieci chciała umrzeć?
Mnie się raczej wydaje, że o postawie Stefanii zadecydowały naiwność polityczna i przerost dumy. Wydawało się jej, że nosząc arystokratyczne nazwisko, będąc skoligaconą z najmożniejszymi rodami Europy, ma zapewnioną nietykalność i bezpieczeństwo. Jej córka zdawała sobie sprawę, ryzykowała życie, przyjeżdżając na spotkania z matką, aby ją namówić na wyjazd. Miała przygotowane dla niej schronienie. Jednak Stefania nie dawała się przekonać. I Krystyna, która bez trudu owijała sobie mężczyzn wokół palca, nie potrafiła wpłynąć na własną matkę.
Z tymi mężczyznami nie do końca działało, o ile sobie przypominam. Zawsze miała bowiem kłopot z oficerami prowadzącymi. Oni byli ślepi na jej wdzięki, a ona nie miała zamiaru ich słuchać.
Wolała sama rozkazywać, niż przyjmować polecenia. W regularnej armii by sobie nie poradziła. Mogła funkcjonować tylko jako taki wolny elektron, co się zresztą brytyjskiemu wywiadowi nie podobało. Choć dostarczała wartościowych informacji, była postrzegana jako osoba niestabilna. I m.in. także przez to kilkukrotnie zawieszana w obowiązkach.
Proponowano jej wtedy podjęcie pracy biurowej, a ona była bardzo nieszczęśliwa. Czuła, że żyje, tylko wówczas kiedy wymykała się niebezpieczeństwu. Albo kiedy balowała w klubach i na salonach. O właśnie, mam pytanie: czy oficerowie szkoccy nosili pod kiltami bieliznę?
Chodzi pani o tę imprezę, podczas której jeden z nich staje na rękach, aby zębami chwycić stojący na podłodze kufel, pełen piwa, i go w tej pozycji wychylić? O ile mi wiadomo, nie nosili bielizny i pełen zachwytu aplauz gości w klubie wzbudził zarówno sam gimnastyczny wyczyn, jak i pozostałe okoliczności z nim związane.
Rozmowę na temat Krystyny Skarbek zaczęłyśmy od mężczyzn. Ona ich kochała, czasem po kilku naraz, a oni byli skłonni godzić się na rolę tego niejedynego. Który z nich był w jej życiu najważniejszy? Bo moim zdaniem Andrzej Kowerski, pseudonim Andrew Kennedy, niesamowity człowiek, któremu kalectwo - brak nogi - nie przeszkadzało dokonywać heroicznych czynów. Walczyć, skakać na spadochronie, prowadzić samochód, przerzucać ludzi przez zieloną granicę.
Absolutnie się zgadzam. To było coś więcej niż romans, niż przyjaźń nawet, taki silny to był związek. Może dlatego, że znali się od dzieciństwa. Spotkali się zaraz po I wojnie światowej - Krystyna miała wówczas 11 lat, on zaledwie 7, ale podobnie jak ona jeździł konno niemal od pieluszek. Połączył ich los, wojenna wędrówka oplem, to, że nawzajem ratowali sobie życie. A także to, że obydwoje byli wielkimi patriotami. Andrzej chciał się z Krystyną związać na stałe, ale ona nie zgodziła się na takie rozwiązanie. Nie była kobietą domową i nikomu nie miała zamiaru dać się udomowić. Chciała z nim być, nie wiązać się na stałe. Ale bransoletkę, którą Andrew jej podarował, zawsze wszędzie woziła ze sobą.
Fantastycznym mężczyzną w jej życiu był także Francis Cammaerts, brytyjski oficer, z którym współdziałali na terenie Francji - wspomagali tamtejszy ruch oporu, brali też udział w bitwie o Vercors. Ten fragment książki jest zresztą ciekawy również z tego powodu, że kraj nad Sekwaną jest kojarzony raczej z kolaboracyjnym rządem Vichy niż walką z okupantem.
O partyzantce francuskiej z tego okresu warto tym bardziej pamiętać, że represje Niemców wobec niepokornych były, jak na europejską skalę, bardzo surowe. Może nie aż tak jak w Polsce, gdzie za jednego zabitego hitlerowca potrafili rozstrzelać nawet 100 Polaków, ale również mścili się na ludności cywilnej, kobietach i dzieciach. Bycie maquis, partyzantem, wymagało wielkiej odwagi zarówno samych walczących, jak i ich bliskich.
Czyż nie gorzkim paradoksem jest to, że Krystyna Skarbek, której kochankami i partnerami byli najwartościowsi z mężczyzn, intelektualiści, bohaterowie, arystokraci, zginęła z rąk takiego zera, jakim był Dennis George Muldowney, steward pochodzący z klasy robotniczej, niezrównoważony psychicznie człowiek. Pijak i kobieciarz.
Pewnie w innych okolicznościach nigdy by się nim nie zainteresowała, ale była bardzo osamotniona. Pozbawiona innych możliwości zarobkowania zatrudniła się na statku jako stewardesa. Przy nieprzychylności reszty załogi Dennis był tam jej jedyną ostoją. Okazała mu sympatię i zainteresowanie, ale potem odtrąciła jego awanse. I w napadzie szału zakłuł ją nożem. Śmierć kobiety szpiega, osoby uważanej za prototyp Vesper Lynd, pierwszej dziewczyny Jamesa Bonda, dała asumpt różnym spekulacjom. Jedni mówili, że została zamordowana na zlecenie NKWD, któremu zaszła za skórę. Inni, że to niemożliwe, aby ktoś tak wyszkolony w sztukach walki, jak ona dał się zaskoczyć jakiemuś stewardowi. Więc może specjalnie go sprowokowała, bo nie widziała dla siebie miejsca w nudnym świecie bez wojny, w którym mogła co najwyżej pisać na maszynie. Jednak Francis Cammaerts skomentował to, mówiąc, że znał co najmniej 10 osób, które w takiej sytuacji się zabiły. Ale nie Christine. Ona była wojowniczką. A los wojownika bywa paradoksalny: tysiąc razy udaje się ujść z życiem z sytuacji, wydawałoby się, bez wyjścia. I ginie, kiedy wydaje się, że nie ma niebezpieczeństwa.
Krystyna była świetna w cichym zabijaniu. Kapitalnie operowała nożem, potrafiła zabijać za pomocą garoty. Jednak jej najlepszą bronią był umysł. Oraz szaleńcza wręcz odwaga
@RY1@i02/2013/221/i02.2013.221.000002000.804.jpg@RY2@
Wojtek Górski
Clare Mulley autorka książki "Kobieta szpieg. Polka w służbie Jego Królewskiej Mości". Pisarka, biografka i historyczka. Autorka biografii Eglantyne Jebb ("The Woman Who Saved the Children: A Biography of Eglantyne Jebb" (2009). Działaczka społeczna i feministyczna
@RY1@i02/2013/221/i02.2013.221.000002000.805.jpg@RY2@
forum
Krystyna Skarbek (ps. Christine Granville), a właściwie Maria Krystyna Skarbek-Giżycka. Pracowała dla agencji brytyjskiego wywiadu SOE, powołanej przez Winstona Churchilla do dywersji na niemieckich tyłach. To ona doniosła Anglikom o planach ataku Niemiec na ZSRR. Ostrzegała także przed planowanym zamachem na gen. Władysława Sikorskiego. Jako Pauline Armand pomagała francuskim partyzantom na płaskowyżu Vercors we Francji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu