Opium dla nudziarzy
Kamil Sipowicz, partner Olgi Jackowskiej (znanej jako Kora) oraz współwłaściciel niebywale inteligentnego czworonożnego narkomana rasy bolończyk, który potrafi samodzielnie zamówić towar w internetowym coffee shopie, wyznał na łamach jednej z gazet: "Donald Tusk palił marihuanę, a jego pokój w akademiku znany był z tego, że chłopaki mieli najlepszą trawę w mieście". Premier oczywiście może się bronić, twierdząc, że - tak jak jego kolega Bill Clinton - palił, ale się nie zaciągał. Choć pewnie i tak nikt mu nie uwierzy. Szczerze mówiąc, to niektóre pomysły, na które wpada szef rządu, mogą dowodzić, że nadal regularnie odwiedza najlepszy pokój w akademiku. W jego kancelarii zaś zastanawiają się, dlaczego za każdym razem, gdy leci na szczyt do Brukseli, życzy sobie międzylądowania w Amsterdamie. W sumie nie byłoby to takie głupie - możliwe, że w stanie upalenia znacznie lepiej i szybciej zacieśniałby stosunki dyplomatyczne z Angelą Merkel czy Jose Manuelem Barroso. To ułatwiłoby mu dalszą karierę polityczną i to na szczeblu międzynarodowym.
Niestety, w tym miejscu muszę zmartwić i pana Sipowicza, i jego psa, i wszystkich tych, którzy ciągle żyją nadzieją, że Słońce Peru się ugnie i zalegalizuje bardziej odjazdową wersję papierosów. Nie ma na to najmniejszej szansy. Wiem to, bo zdradził mi to jego prywatny samochód - toyota avensis. Nikt, kto jeździ toyotą, nie tyka trawki. Większość właścicieli tych aut nawet nie wie, co to jest. Słyszałem też o takich, którzy nazywają to "maruchainą" i myślą, że jest lekiem na potencję w formie herbaty - wieczorem zalewają ją wrzątkiem, czekają, aż się zaparzy, wypijają, następnie wyjadają wszystko z lodówki, zasypiają w fotelu przed telewizorem, rano zaś pytają żony: "No i jak było?".
Po prostu ludzie z toyoty z reguły są nudni. Kupują akurat to auto, bo kojarzy się im z niezawodnością, bezpieczeństwem, pełną przewidywalnością i solidnością, czyli dokładnie z życiem, jakie prowadzą. Na śniadanie jadają musli w wersji light, do pracy zawsze wkładają garnitur i wiążą granatowy krawat, nie palą, nie piją oraz nie wymawiają "r". Jeszcze niedawno przeciętnemu właścicielowi toyoty narkotyk kojarzył się tylko z jednym - przekroczeniem 100 km/h na autostradzie. Wtedy zaczynała się jazda bez trzymanki. Sama Toyota doskonale o tym wiedziała, dlatego przez lata nie wysilała się i nie produkowała samochodów nadających się do szybszej jazdy. Przy 130-140 km/h we wszystkich modelach świszczały uszczelki w oknach, silniki wyły niemiłosiernie, a między oponami a asfaltem pojawiało się tyle wolnej przestrzeni, że wszelkie manewry trzeba było planować jak na pełnomorskim wycieczkowcu - dziś rano kręcisz sterem, a w zakręt wchodzisz jutro po południu.
Jednak niedawno do Toyoty przyszli nowi ludzie, którzy powiedzieli: "OK, możemy robić auta solidne, ale jednocześnie musimy pozbawić je właściwości usypiających". Tuż po tych słowach pojawił się fantastycznie jeżdżący model GT 86. Teraz zaś dostarczono nam nową Corollę, która - ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu - przy autostradowych prędkościach jest nie tylko cicha i komfortowa, lecz także stabilna i pewna siebie. Może ciut zbyt nerwowo reaguje na ruchy kierownicą, ale to tylko dowód na to, że jej koła nareszcie dotykają asfaltu, a układ kierownicy wykonano z porządnej stali, a nie z połączenia ligniny i folii aluminiowej.
Bardzo mile zaskoczyły mnie też wykonanie deski rozdzielczej, materiały, z jakich ją złożono, wygoda foteli, ilość przestrzeni nad głowami, bagażnik, prostota obsługi, czytelność wskaźników. Rzecz jasna, można znaleźć na rynku lepsze pod tymi względami modele, ale żaden nie ma tak dobrej relacji ceny do jakości jak Corolla - bardzo dobrze wyposażoną wersję premium z silnikiem 1,6 możecie mieć za niecałe 74 tys. zł. Oczywiście nie będzie ona demonem prędkości, ale 132 konie w zupełności wystarczą do codziennej jazdy. Szczególnie że mają zaskakująco skromny apetyt - nie mam lekkiej nogi, a bez trudu schodziłem do 7 litrów na setkę. Jeżeli mam być naprawdę szczery, to nowa Corolla jest lepsza niż Avensis. A jeżeli potrzebujecie czegoś większego - wybierzcie Aurisa Kombi, który jest Corollą w praktyczniejszym, a nawet nieco ładniejszym wydaniu.
Nie chcę, abyście pomyśleli, że zmieniłem front i uważam nowe toyoty za samochody idealne. Nadal są nudne, więc wybierali je będą ludzie, którzy kompletnie nie znają się na motoryzacji, ale potrzebują czterech kółek. Teraz jednak mogą w dobrej cenie mieć dobry samochód i nikt nie będzie się z nich śmiał. Nawet po wizycie w najlepszym pokoju w akademiku.
@RY1@i02/2013/193/i02.2013.193.000001800.803.jpg@RY2@
Toyota Corolla
@RY1@i02/2013/193/i02.2013.193.000001800.104.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu