Wykolejony
Polska kolej wjechała w XXI wiek, dołączyliśmy do europejskiej pierwszej ligi - powiedział w telewizji wysoko postawiony człowiek z PKP, opierając się o dziób pendolino. Ponoć docelowo ma się nazywać "pędolino", aby kojarzyło się pasażerom z niewyobrażalną prędkością 200 km/h, jaką ma osiągać. Niestety, tylko na niektórych prostych. W zasadzie to tylko na jednej - kilkukilometrowym odcinku w okolicach Włoszczowy. Co więcej, tuż po osiągnięciu 200 na godzinę skład od razu będzie musiał hamować, żeby zatrzymać się na stacji i przewietrzyć wagony (bo wiadomo, że nikt nie wysiada i nikt nie wsiada). Ale grunt, że jest dobry przekaz piarowy: Pendolino pojedzie 200 km/h.
"Z Warszawy do Gdańska w zaledwie 3,5 godziny" - podniecają się kolejarze. Przepraszam bardzo, a czy Gdańsk leży na innym kontynencie? A może chodzi wam o Gransk w Szwecji? Bo jak na XXI wiek i superszybki pociąg to 350 km w 3,5 godziny jest żenującym wynikiem. To tak, jakby samolotem do Madrytu lecieć dwa dni. Nowoczesne pociągi w Niemczech, Włoszech, Francji, Japonii czy Chinach bez trudu przekraczają barierę 300 km/h. Codziennie. A mimo to w mediach nie występują z tej okazji ministrowie transportu i nie opowiadają z uśmiechem Jokera, jaki to wspaniały prezent społeczeństwu sprawili. Kiedyś francuskim TGV z Paryża do oddalonego o prawie 400 km Lyonu dojechałem w dwie godziny. Innym razem miałem okazję podróżować japońskim Shinkansenem - prędkościomierz w przedziale przez bitą godzinę pokazywał prawie 300 km/h. I pociąg nie zatrzymał się po drodze ani razu.
Tymczasem nasz rząd będzie się chciał chwalić pendolino całej Polsce, dlatego jadąc do Trójmiasta, skład będzie przystawał na absolutnie każdej stacji po drodze - m.in. w Nowych Pieścirogach, Grzybinach oraz w Dąbrówce Pruskiej. Wszędzie tam będą gromadziły się tłumy gapiów oderwane od pługów i kombajnów. Jazda ze stolicy do Gdańska będzie wyglądała tak: 160 km/h, stop. 160 km/h, stop. 160 km/h, stop. W związku z tym wasz żołądek odda wszystko, co przyjął w wagonie Warsu jeszcze na Centralnym, skąd wyruszył z dwugodzinnym opóźnieniem, bo horda widzów blokowała tory.
W tym miejscu płynnie przejdę do samochodu, który jest trochę jak "pędolino" - Lexusa GS350 AWD. Wygląda na drogi, szybki i luksusowy, czyli taki, który zbiera same "ochy" i "achy". Tymczasem w rzeczywistości jest irytujący. A nie ma nic gorszego niż samochód, który irytuje. To trochę tak, jakbyście kupili w okazyjnej cenie piękny apartament, po czym dopiero po przeprowadzeniu się do niego odkrylibyście grzyba w salonie, pleśń w łazience, karaluchy w kuchni i czyjeś zwłoki w piwnicy.
Owszem, GS 350 jest więcej niż komfortowy - pod tym względem wyprzedza nawet mercedesa i w zasadzie obecnie żadne auto nie ignoruje dziur w drogach tak dobrze jak on. Jest też świetnie wykonany - powiedziałbym nawet, że lepiej niż audi, a już na pewno ma przyjemniejsze materiały we wnętrzu niż ono. No i ma napęd na cztery koła, co daje poczucie bezpieczeństwa w każdych warunkach. Ale to by było na tyle. Tymczasem od samochodu kosztującego co najmniej 250 tys. zł (a w wersji najbogatszej 350 tys. zł) oczekuje się znacznie więcej. Na przykład szybkiej i inteligentnej skrzyni biegów. A ta w lexusie jest po prostu wolna i głupia - mocniejsze wciśnięcie gazu powoduje redukcję biegu z trójki na dwójkę, ale tylko na chwilę, bo zaraz pojawia się czwórka, i to tylko po to, aby po dwóch sekundach znowu wrócić do trójki. Co gorsza, szarpie się przy tym bardziej niż hieny przy padlinie. Silnik też nie urzeka - niby wyciska z 3,5 litra pojemności 317 koni, ale prawdopodobnie połowa z nich ma astmę i na autostradzie łapie zadyszkę. Istnieje również pewien problem związany z prędkością tego wozu. Otóż może jechać najwyżej... 190 km/h. Czyli tyle, ile najtańsza skoda octavia. Jakiś japoński inżynier tłumaczył mi kiedyś, że to przez napęd na cztery koła. Na miłość boską! Mamy XXI wiek, a nie umiecie tak przenieść mocy na cztery koła, aby samochód rozpędzał się do 250 km/h? To tak, jakbym kupił sobie czajnik, który podgrzewałby wodę tylko do temperatury 80 stopni. Albo tabletki antykoncepcyjne działające wyłącznie między godz. 9 a 15, i to tylko w dni parzyste. Powiecie pewnie, że przesadzam, bo przecież 190 km/h to i tak dużo, szczególnie w polskich realiach. Ale nie chodzi tu o prędkość, z jaką jeździcie, tylko z jaką możecie jechać, jaką możecie się pochwalić przed innymi. To jest jak z kablówką - macie do dyspozycji tysiąc kanałów, a i tak oglądacie tylko Discovery. Dobrze jednak mieć świadomość, że jak Discovery splajtuje, to będziecie mogli sobie wybrać coś z pozostałych 999.
W tym miejscu chciałbym wam z czystym sumieniem polecić GS-a. Ale nie w wersji 350 AWD, tylko hybrydowej 450h. Jest ona pozbawiona wszystkich tych wad, przy tym oszczędniejsza, a w dodatku zaledwie o parę tysięcy złotych droższa. Innymi słowy, to samochodowy odpowiednik TGV, a nie lipnego "pędolino".
@RY1@i02/2013/158/i02.2013.158.00000190a.803.jpg@RY2@
Lexus GS350 AWD
@RY1@i02/2013/158/i02.2013.158.00000190a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu