Niecierpliwość: choroba XXI wieku
Już, natychmiast, teraz... Kto nie nadąża, ten traci. Świat pędzi, a my wraz z nim. Staliśmy się chorobliwie niecierpliwi. Kiedy oduczyliśmy się czekać?
Ręka w górę, kto nigdy nie pomyślał: "dlaczego to światło się nie zmienia", "kiedy wreszcie skończy się ten korek", "kiedy przyjedzie ta cholerna winda", "czy ten internet nie może szybciej działać". Jesteśmy chorobliwie niecierpliwi. Nie tylko my, Polacy, raczej nowe światowe społeczeństwo. Szybkość jest wartością kluczową. Kto nie nadąża, ten traci. Jednak kto nadąża, w końcu zaczyna mieć problemy zdrowotne. Jak w antycznej tragedii - każde wyjście jest złe.
Plaga stulecia
Marek pracuje w portalu internetowym. Dla niego ważna jest każda minuta, czasem każde 10 sekund. To właśnie ta chwila może przesądzić o tym, że szybciej niż konkurencja opublikuje informację, wideo, link do innego materiału, który u niego, a nie u konkurencji zobaczy kilka tysięcy osób. Jeśli się spóźni, publiczność przepłynie gdzie indziej. Dlatego musi być szybki. Szybki jest w pracy, ale w życiu również. Inaczej już nie umie.
- Złapałem się niedawno na tym, że czekając na taksówkę siedem minut, wykonałem cztery telefony, dwa służbowe, dwa prywatne, by nie tracić czasu. To fakt, brak mi opanowania, nie umiem nic nie robić - opowiada. - Coraz częściej nie mogę powstrzymać się przed wielokrotnym naciskaniem guzika w oczekiwaniu na windę albo przestępowaniem z nogi na nogę, kiedy za długo świeci się czerwone światło. Sęk w tym, że dla mnie ono zawsze świeci się za długo.
Podobny wewnętrzny przymus ciągłego ruchu, dążenia nie wiadomo do czego, czują Piotrek, Adam, Agnieszka, Magda. Zresztą imiona nie mają tu znaczenia, bo problem dotyczy tylu osób, że eksperci niecierpliwość traktują już jako przykład nowej jednostki chorobowej.
- To będzie bez wątpienia jedna z najbardziej niebezpiecznych plag tego wieku. Powszechny brak umiejętności czekania. Być może nie będzie on dotyczył każdego, ale na pewno zdecydowanej większości ludzi. Da nam wszystkim solidnie w kość, i to szybko - przekonuje Leszek Mellibruda, psycholog i trener biznesu, właściciel Active Business Mind.
Jaka była przyczyna wycofania się przed laty z Polski sieci Burger King (dzisiaj ponownie jest obecna na Wisłą)? Zniecierpliwienie klientów, którzy nie chcieli czekać w kolejce po hamburgera dłużej niż u konkurencji. Działo się tak, mimo że od chwili zamówienia do odebrania bułki mijały średnio trzy - cztery minuty. Dlatego część restauracji McDonald’s, największej konkurencji BK, wprowadziła w wewnętrznych regulaminach zapisy, że każde zamówienie, nawet składające się z kilkunastu elementów, musi być zrealizowane w półtorej minuty. A więc dwa razy szybciej niż w Burger Kingu. Osiągnięto zatem zapisaną w zwrocie "fast food" szybkość nie tylko w zakresie czasu potrzebnego na przygotowanie posiłku, lecz także jego pakowania i podania. Konsumenci już na własną rękę dokładają do tego szybkie jedzenie. Z powodu braku czasu i cierpliwości.
Zresztą przykłady kultu prędkości w naszej codzienności można mnożyć. Jedna z prywatnych klinik wyliczyła, że wizyta lekarska trwa tu mniej niż 10 minut. Oczywiście zrobiła to w celach promocyjnych - wiadomo, krótsza, sprawna wizyta, szybka diagnoza, recepta i do domu. Pacjenci nie czekają za długo w kolejce, nie zdążą się zniecierpliwić i poprzeklinać pod nosem, że chorzy kwitną w poczekalni, łapiąc kolejne wirusy. Tyle że tak krótka konsultacja lekarska jest mniej więcej tak samo skuteczna jak jej brak. Szkoda fatygi, czasu spędzonego w podróży i narażania się na dodatkowe problemy w kontakcie z innymi chorymi. I oczywiście pieniędzy. Podobny poziom fachowości zapewni nam zwykła apteka.
W niektórych azjatyckich miastach część restauracji wprowadziła zniżki dla osób, które zjedzą posiłek w określonym tempie. Im szybciej, tym mniej zapłacą. Jednak dzięki temu szybciej zwolnią miejsce kolejnym klientom, a ci wydadzą kolejne pieniądze i jeśli zjedzą odpowiednio szybko, na ich miejsce przyjdą następni. Karuzela zakręcona w ten sposób będzie wirować bardzo długo. Właścicielom restauracji brakuje cierpliwości w oczekiwaniu na zyski, chcą je mieć jak najszybciej. A do niecierpliwości dochodzi nieumiarkowanie - kolejny duży współczesny problem zamożnych i bogacących się społeczeństw.
Seks też mamy coraz krótszy. Spieszymy się, jakby to był sprint, a nie maraton, robimy wszystko na czas, nie przejmując się jakością. Badania przeprowadzone przez znanego seksuologa prof. Zbigniewa Izdebskiego pokazują, że przeciętny czas trwania stosunku seksualnego u Polaków systematycznie spada. W 2005 r. statystycznie wynosił kwadrans. Teraz już tylko 13 minut. Dane światowe są jeszcze gorsze. Australijczycy mieszczą się w czasie od 7 do 12 minut, a w Stanach Zjednoczonych ankietowani przyznali, że nawet trzyminutowy seks jest dla nich satysfakcjonujący. To mniej więcej tyle, ile zajmuje napisanie i wysłanie dłuższego SMS-a.
SMS wymyślono zresztą także dla niecierpliwych, szczególnie tych, którzy popadają w frustrację, nie mogąc się doczekać, aż ktoś odbierze telefon. Równowagi brakuje nam nawet w modnym ostatnio uprawianiu sportu. Zaczynamy biegać i po dwóch miesiącach startujemy w maratonie. Kupujemy rower i już w weekend przymierzamy się do trasy Warszawa - Kraków. Jeśli nastawiamy się na squasha, problemy z trafianiem w piłkę demolują naszą psychikę, bo wciąż nie jesteśmy jeszcze ekspertami. A rakietę mamy drogą, bo tanimi grać nie mamy cierpliwości, są zbyt ciężkie i źle wyważone, od czego boli ręka. Natychmiastowość - to główne hasło przyświecające dzisiaj większości naszych działań.
Odroczyć satysfakcję
- Niecierpliwość to ból emocjonalny, który rodzi się w chwili, gdy nie mamy tego, co bardzo chcemy mieć. Chcemy już teraz wyjechać na wakacje, już teraz skończyć dzień pracy, już teraz znaleźć miłość swojego życia, już teraz zarabiać fortunę i żyć w domu z basenem. Wyobrażamy sobie wspaniałe życie i boli nas, że nasza rzeczywistość jeszcze nie wygląda jak ten wymarzony obraz w naszej głowie - diagnozuje Michał Pasterski, właściciel firmy szkoleniowej LifeArchitect.pl. - Niecierpliwość skutkuje uczuciem niepokoju, stresu i napięcia. Sprawia, że cały czas żyjemy w świecie wyobrażeń o przyszłości, myśląc o tym, że rzeczywistość powinna być inna, niż jest.
Świat stał się szybki i na wyciągnięcie ręki. Wystarczy komputer z internetem, aby na bieżąco podglądać celebrytów, ich plany, posiadane dobra. Dla części z nas ci medialni bohaterowie stają się punktami odniesienia. Problem w tym, że oni osiągają zwykle znacznie większe dochody niż przeciętny Polak w takie wzorce zapatrzony, przez co łatwiej przychodzi im wydawanie pieniędzy na takie rzeczy jak nowe ferrari. Ale my, nie zauważając własnych ograniczeń, o ferrari też marzymy. I nieważne, że do wielu miejsc w Polsce dotrze ono jedynie na lawecie. Ważne, że skoro mają je Kuba, Tomek czy Małgorzata z telewizji, Jan Kowalski też by chciał. I to nie za jakiś czas. Teraz, zaraz. A że prawdopodobnie mieć nie będzie nigdy, czeka go frustracja i wyżywanie się na przycisku od windy w biurowcu, gdzie roznosi korespondencję, pracując na umowę-zlecenie.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że szybko spływają do nas wiadomości, mózg dostaje jednocześnie wiele impulsów. E-maile, SMS-y, aktywne aplikacje na smartfony. Ponieważ jesteśmy podłączeni do źródeł przekazu pracujących nieustannie, tego samego zaczynamy wymagać od siebie. Chcemy być ciągle na chodzie, nie zwracając uwagi na to, czego naprawdę potrzebuje organizm. To dlatego że brakuje nam cierpliwości, aby na odpoczynek przeznaczyć tyle czasu, ile potrzebujemy.
- A przecież nie jesteśmy maszynami, lecz męczącymi się ludźmi. Czas jest nam potrzebny do naładowania akumulatorów, a ciągły pośpiech powoduje permanentny stres, który z kolei wywołuje skrajne wyczerpanie emocjonalne, psychiczne i zdrowotne. Jesteśmy stale zmęczeni, agresywni, notujemy duże spadki nastroju, rozdrażnienie, zniechęcenie, dopadają nas ciągłe infekcje i dolegliwości fizyczne bez przyczyn medycznych - tłumaczy Izabela Kielczyk, trener wyższej kadry menedżerskiej, wiceprezes Ypsilon Media.
- Im bardziej dynamiczny staje się nasz świat, tym częściej odczuwamy stan niecierpliwości. W e-epoce wszystko mamy na wyciągnięcie ręki - świeże informacje, bieżące statusy naszych znajomych, życie w wydaniu fast food. To nas uczy, że wszystko można mieć teraz. Niestety nie jest to dobra nauka, bo do wielu ważnych rzeczy w życiu nie prowadzi żadna droga na skróty. Tylko harówka rozłożona na lata - dodaje Michał Pasterski.
Eksperci przekonują, że brak cierpliwości nie jest jedynie zwykłą przypadłością, cechą, którą po prostu niektórzy mają, a inni nie. Na naszych oczach, właśnie teraz staje się dużym problemem społecznym. Dlaczego większość ludzi nigdy nie zostaje wybitnymi autorytetami w dziedzinie, którą się zajmuje? Dlaczego, choć większość małych chłopców najbardziej pragnie zostać piłkarzami i w szkole niemal wszystko temu celowi podporządkowuje, tylko co setny gra potem w piłkę zawodowo? Bardzo łatwo rezygnujemy z tych czynności, które wymagają regularnej pracy. Wolimy pracować szybko i krótko. W ten sam sposób traktujemy relacje z innymi ludźmi. W życiu osobistym intymność i bliskość wypracowaną przez lata zamieniamy na rzecz szybkich przygód na jedną noc. Przez ten brak konsekwencji zawsze będziemy byle jacy, średni i normatywni, zamknięci w łatwych do przewidzenia szablonach, nigdy nie wyrastając powyżej statystycznego poziomu w jakiejkolwiek dziedzinie.
Media uczą nas dzisiaj tego, że nie liczy się nic, czego nie można streścić w kilku słowach, wyświetlić jak flesz w aparacie fotograficznym, a dodatkowo jeszcze w tym krótkim komunikacie zawrzeć choć odrobinę treści. Niekoniecznie wartościowej, ale takiej, która odbiorcę zaintryguje, przytrzyma, nie pozwoli natychmiast odejść. Inny typ przekazu ma dziś marne szanse na zdobycie uwagi widza. Pytanie, czy to media dostosowały się do poziomu percepcji współczesnego człowieka, czy to człowiek zaczął wymagać od mediów, aby nie zawracały mu przesadnie głowy. Brakuje mu przecież czasu i nie chce go przeznaczać na przyswajanie trudnych treści. Woli lekkie, łatwe i przyjemne.
Brak możliwości skupienia idzie w parze z brakiem umiejętności znoszenia frustracji. Ma być tak: robię to, co chcę, i jak chcę, a jeśli coś nie działa, to wyrzucam to do kosza i biorę to, co działa. Inaczej dzisiaj już nie umiemy postępować.
- Cierpliwość można rozumieć jako umiejętność zaczekania na odroczoną gratyfikację - mówi Natalia Gutowska, psycholog z warszawskiego Gabinetu Rodzice i Dzieci. - Na początku poziom tej umiejętności jest zerowy. "Chcę jeść, chcę natychmiast", małe dziecko nie jest w stanie tego przezwyciężyć, zaczekać, powstrzymać się. Im starsi jesteśmy, tym nasze możliwości odraczania gratyfikacji są większe. Dwulatkowi możemy już powiedzieć: "Poczekaj, mama zaraz przyjdzie", a pierwszoklasiście, że może zjeść dopiero na przerwie albo poczekać na kupno upatrzonej gry do najbliższej okazji. Bo cierpliwość nie dotyczy wyłącznie potrzeb fizjologicznych. Chodzi głównie o umiejętność prolongaty uczucia komfortu psychicznego, a tym samym umiejętność znoszenia dyskomfortu
W opinii specjalistów właśnie tej umiejętności współczesnym ludziom brakuje najbardziej. Natychmiast zaspokajamy potrzeby dzięki łatwo dostępnym kredytom pozwalającym kupić rzecz z pominięciem niewygodnego okresu gromadzenia pieniędzy. Dzięki sprzedaży wysyłkowej działającej 24 godziny na dobę. Dzięki portalom randkowym, które szybko znajdą nam partnera. Łatwo wtedy o impulsywne zachowania, nieprzemyślane decyzje, kłopoty. - Nasze wewnętrzne mechanizmy regulacji popędów, impulsów powinny w dorosłym życiu być na tyle poznane i silne, abyśmy umieli odraczać, wytrzymywać, znosić i rozumieć, że już nie jesteśmy niemowlętami. A realizacja naszych pragnień może być dyskutowana, uzgadniana. Żyjemy w grupach społecznych, w ciągłych zależnościach, innego wyjścia nie ma. Inaczej będziemy zdani na przeżywanie coraz większych frustracji z powodu niedostosowania, egoizmu, niestabilności emocjonalnej - dodaje Natalia Gutowska.
Nauka czekania
Nauka cierpliwości nie jest łatwym zadaniem, ale warto się wysilić.
W poradnikach typu "zrób to i to, a będziesz szczęśliwy" propagowane są poglądy, że jeśli będziemy cierpliwi, nasze życie zyska lepszą jakość. Przeczytamy, że "nie będziemy wytrącani z równowagi, gdy nie dostaniemy od razu tego, czego chcemy, i możemy się bardziej skupić na tym, jak nasze życie wygląda tu i teraz. Dzięki temu lepiej poradzimy sobie z problemami codzienności i skuteczniej zbudujemy fundamenty pod naszą przyszłość". Niby oczywiste, ale w ocenie specjalistów mądre.
- Zamiast wyobrażać sobie coś, co powinniśmy mieć już teraz, wyobraźmy sobie nasze życie za rok lub dwa, gdy przykładowo jesteśmy w stanie biegle mówić w nowym języku obcym po tym, jak dzień po dniu od zera uczyliśmy się po kilka słówek i wyrażeń dziennie. To nam doda motywacji i umożliwi konsekwentną pracę nad osiągnięciem celu - przekonuje Michał Pasterski.
Izabela Kielczyk bardzo często na coachingowych sesjach dla menedżerów, które prowadzi, słyszy zdania w stylu: "Chcę szybko osiągnąć cel, czy dwie sesje wystarczą? Mogę pracować i przez pięć godzin bez przerwy, byle na drugi dzień był efekt". - Ludzie zapomnieli, że nasz mózg, by przyswoić nową wiedzę, nauczyć się nowego nawyku albo zachowania, potrzebuje ok. 28 dni. W krótszym czasie to jest osiągalne jedynie fragmentarycznie, bez silnych, stałych podstaw. Nie możemy traktować czasu jak wroga, to nasz sprzymierzeniec - tłumaczy wiceszefowa Ypsilon Media. - Co więcej, szybko chodzimy, jemy też w tempie. O ile w ogóle znajdziemy na to czas, niecierpliwie stoimy w kolejce w firmowym bufecie, w międzyczasie klikając w telefonie. Szybko chcemy zasypiać, spać chcemy krótko, bo szkoda nam czasu. Nawet urlopy mają być efektywne. Niektórym ludziom biznesu wydaje się, że jeśli odpoczną dzień, dwa albo trzy dni, zregenerują się i znowu będą gotowi mierzyć się z długofalowymi, skomplikowanymi zadaniami. To droga donikąd - dodaje.
Lekarze ostrzegają, że brak cierpliwości i permanentny pośpiech narażają nas na długotrwały stres, który zatruwa nas od środka, powodując nie tylko zaburzenia emocjonalno-psychiczne, ale również poważne problemy typowo medyczne. Te pierwsze szybko przekładają się na radykalny spadek jakości naszych więzi z otoczeniem - rodziną, współpracownikami, przyjaciółmi. Powodują również obniżenie sprawności intelektualnej, zmniejszenie umiejętności kreacyjnych i myślenia abstrakcyjnego, co może przełożyć się na kłopoty w pracy, szczególnie jeśli ma ona charakter twórczy lub analityczny. Konsekwencje zdrowotne mogą być jeszcze bardziej niebezpieczne. Nadciśnienie tętnicze powstające w wyniku stałego przyspieszonego krążenia krwi może grozić zawałem serca i udarem mózgu. Z danych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego wynika, iż z powodu zawału w Polsce codziennie umiera ok. 100 osób, a choroby układu sercowo-naczyniowego są przyczyną prawie 500 zgonów każdego dnia. Niemal połowa Polaków wskutek stylu życia (stres, pośpiech, otyłość, brak ruchu i palenie tytoniu) jest narażona na ryzyko zatrzymania akcji serca i udaru. W państwach starej UE odsetek ten jest o 40 proc. mniejszy. Stały stres i życie na wysokich obrotach bez regeneracji przyczyniają się do obniżenia odporności, co prowadzi nie tylko do częstych przeziębień i infekcji, ale nawet do rozwoju nowotworów. W tym kontekście używane dzisiaj często słowa: "odpocznę po śmierci", mogą nabrać realnego znaczenia zdecydowanie szybciej, niż by się nam mogło wydawać.
Media uczą nas dzisiaj tego, że nie liczy się nic, czego nie można streścić w kilku słowach, wyświetlić jak flesz w aparacie fotograficznym, a dodatkowo jeszcze w tym krótkim komunikacie zawrzeć choć odrobinę treści
@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.00000020a.803.jpg@RY2@
Shutterstock
Marcin Hadaj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu