Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Technokrata

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Kilka dni temu zostałem zmuszony do zakupu nowego telewizora. Wybrałem się zatem do pierwszego lepszego marketu, by wybrać normalny sprzęt w uczciwej cenie, będąc przekonanym, że wszystko nie potrwa dłużej niż poranne zakupy w piekarni. Myliłem się. I to grubo. Najpierw sprzedawca zmusił mnie, abym określił rozmiar ekranu - wylicza się to wzorem uwzględniającym odległość kanapy od miejsca, w którym telewizor ma stać. Nie mam pojęcia, o co chodzi, ale się okazało, że idealny model do mojego salonu powinien mieć przekątną ekranu wielką niczym równik. Ponadto zostałem podstępem zmuszony do kupienia wersji z 3D, USB, WiFi, DLNA, 400 MHz, LED, DVB-C, DVB-T i DVB-S. Nie mam bladego pojęcia, co te skróty oznaczają, ale zapewniono mnie, że dzięki tym technologiom obraz będzie tak doskonały, że bez trudu przeczytam sugerowaną przez producenta temperaturę prania garnituru Kamila Durczoka. Do tego konieczne okazało się dokupienie niebywale precyzyjnych kabli, których cena sugerowała, że są wykonane z czystej platyny.

W efekcie opuściłem sklep dopiero po dwóch dniach z pudłem tak wielkim, że do jego przetransportowania musiałem zatrudnić ekipę od przeprowadzek. Na cały sprzęt wydałem dwa razy więcej, niż zakładałem, a gdy go uruchomiłem, od razu tego pożałowałem. Okazało się, że Monica Bellucci wygląda w nim atrakcyjnie wyłącznie pod warunkiem, że oglądam ją, stojąc na tarasie u sąsiada. Z bliska jej twarz przypominała skorupę orzecha włoskiego. Taka właśnie jest prawda o nowoczesnych telewizorach z superostrym obrazem i kupą fantastyczno-odjazdowych funkcji. W praktyce okażą się wam równie przydatne jak grzebień łysemu.

To doświadczenie zmusiło mnie do zastanowienia się nad tym, dokąd zaprowadzi nas postęp technologiczny. Doszedłem do jednego wniosku - do całkowitego rozleniwienia, a następnie do grobu. Pozwólcie, że wyjaśnię wam to na przykładzie najnowszego Audi A3 Sportback. W teorii to zwykły samochód kompaktowy, ale w praktyce możecie wyposażyć go w tak niezliczoną liczbę elektronicznych ustrojstw, że zacznie przypominać prom kosmiczny. Jeździłem wersją wyposażoną w automatyczną skrzynię biegów, system samodzielnego hamowania przed przeszkodami, funkcję alarmującą o nieświadomym przekroczeniu linii wymalowanych na drodze oraz uruchamiającą tuzin kontrolek, gdy tylko jakiś inny pojazd pojawia się w martwym polu. Gdy pewnego razu nie domknąłem szyby w drzwiach, na wyświetlaczu pokładowego komputera pojawił się komunikat "Opór powietrza, zamknij okno". Ta informacja zrobiła na mnie takie wrażenie, że musiałem się zatrzymać i zaczerpnąć świeżego powietrza. Okazało się jednak, że A3 miało w zanadrzu jeszcze kilka wprawiających w osłupienie wynalazków.

Jego sprzęt audio-nawigacyjno-komputerowy możecie podłączyć do internetu, dzięki czemu podczas jazdy podzielicie się ze znajomymi z Facebooka aktualnym położeniem na drodze. Albo sprawdzicie, gdzie w pobliżu znajduje się restauracja, którą poleca słynny przewodnik Michelin. Ewentualnie kiedy dokładnie wybudowano gotycki kościół, który właśnie mijacie po swojej lewej. Prawdopodobnie za kilka lat będzie można wysłuchać w audi wszystkich wygłoszonych w nim kazań.

Jedyne, co musicie robić, gdy jedziecie nowym A3, jest obracanie kierownicą. Zważywszy jednak na to, w ilu rzeczach wyręcza was elektronika, może się to okazać bardzo nużącym zajęciem. Prędzej czy później zaczniecie przysypiać. Ale i na to niemieccy konstruktorzy znaleźli sposób - system ostrzegający o zmęczeniu i sugerujący przerwę w podróży.

Problem tkwi jednak gdzie indziej - kompaktowe Audi jest tak dopracowane, tak doskonałe, tak technologicznie zaawansowane, że jazda nim nie sprawia takiej przyjemności, jakiej byście od niego oczekiwali. Miałem do dyspozycji 180-konną doładowaną wersję benzynową. Owszem, świetnie się rozpędzała, ładnie brzmiała, rewelacyjnie współpracowała ze skrzynią biegów, ale nie dawała poczucia wolności, swobody i nawet o promil nie podnosiła ilości adrenaliny krążącej w moich żyłach. Innymi słowy - została pozbawiona charakteru. Odniosłem wrażenie, że konstruktorzy A3 podzielili się na dwa obozy - jedni chcieli zrobić komfortowe auto do jazdy na co dzień, a drudzy - niewielkie auto dające frajdę z jazdy. Pierwsi zmiękczyli zawieszenie, a zaraz potem drudzy je utwardzili. W efekcie tego wszystkiego A3 stało się samochodem doskonałym, ale tylko w oczach ludzi, którzy lubią, gdy się ich we wszystkim wyręcza i których życie jest pełne kompromisów. To auto przypomina mi typowego technokratę - może i jest wybitnym specjalistą, ale jednocześnie strasznym nudziarzem.

@RY1@i02/2013/063/i02.2013.063.00000190d.803.jpg@RY2@

mat. Prasowe

@RY1@i02/2013/063/i02.2013.063.00000190d.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.