Spokój + widelec = gospodarka
Handel wymaga bezpieczeństwa i powściągnięcia instynktów. Dlatego żyjemy w najspokojniejszych czasach w dziejach
Maciejem Bitnerem
Co się panu ostatnio przytrafiło?
Na lotnisku we Frankfurcie zostałem poddany kontroli osobistej. Doszło do tego z powodu książki.
Książki?
Tak. Chyba zdecydował fakt, że była gruba, prawie 800 stron, więc lotniskowy skaner nie potrafił jej prześwietlić. Zaczęto więc ją kartkować. A tak się złożyło, że akurat miałem zaznaczony rozdział o terroryzmie. Wtedy zrobiło się groźnie i zostałem wezwany do kontroli osobistej. W tym czasie książkę potraktowano wykrywaczem materiałów wybuchowych. Podczas tej operacji funkcjonariusza zafrapowało zdanie z obwoluty. Przeczytał je nawet na głos: "Żyjemy w najspokojniejszych czasach w historii ludzkości". Po czym dodał gorzko i spontanicznie: "Czyżby?!".
Wykazał się poczuciem humoru.
Odebrałem to raczej jako autentyczne zdziwienie. Ale to jest dość powszechna pierwsza reakcja na tezy zawarte w książce "The Better Angels of Our Nature" kanadyjskiego psychologa Stevena Pinkera.
Dlaczego tak się dzieje?
Bo Pinker głosi w niej coś, co brzmi jak herezja. Mówi, że nasze czasy są najspokojniejsze w historii, że przemoc wokół nas jest raczej wyjątkiem niż regułą. A ponieważ ludzie codziennie widzą w telewizji wojny, wybuchy i doniesienia o spektakularnych przestępstwach, to nic dziwnego, że się dziwią.
Skoro Pinker bierze się do obalania mitów, to znaczy, że musi mieć w ręku jakieś dowody?
Książka pełna jest statystyk dotyczących wojen, czystek etnicznych, terroryzmu i zwykłej przestępczości. Pokazują one wyraźnie, że na przestrzeni dziejów, także w ostatnich kilkudziesięciu latach, trend jest wszędzie jednoznacznie spadkowy. To znaczy, że w przeliczeniu na jednego mieszkańca aktów przemocy jest coraz mniej. Taki terroryzm...
Co z nim?
To wyjątkowo medialnie nośny akt przemocy, ale gdy chodzi o liczby, to bardzo mało efektywny. Ataki z 11 września 2001 r., w których zginęło 3 tys. osób, to wyjątek potwierdzający regułę, bo zazwyczaj ataki terrorystyczne zbierają dużo mniejsze żniwo. Zarówno po 11 września, jak i przed nim więcej Amerykanów niż w wyniku zamachów terrorystycznych ginęło od uderzenia pioruna, nie mówiąc już o zwyczajnej przestępczości.
No właśnie, a co z nią?
Też jest jej coraz mniej.
Dlaczego?
Bo górę biorą tytułowe "dobre anioły" czy mówiąc precyzyjniej - lepsza strona ludzkiej natury, która w sprzyjających warunkach zaczyna dominować nad tą gorszą. Dzieje się tak poprzez rosnącą samokontrolę. Widać to choćby w sferze obyczajowej.
Co to znaczy?
Pinker rozpoczyna jeden z rozdziałów od opowieści, jak to w dzieciństwie nie mógł przeboleć tego, że nie wolno mu było nałożyć sobie groszku na widelec za pomocą noża. Dopiero później zrozumiał, że uzasadnieniem tej normy było wyeliminowanie noża - ostrego narzędzia walki i przemocy - z okolic stołu. To postęp w porównaniu z czasami, gdy każdy gość, siadając do jedzenia, wyjmował zza pazuchy własny nóż i odkrawał kawałek mięsiwa. Podobnie uzasadnia Pinker używanie w kulturach azjatyckich pałeczek.
Zawsze myślałem, że funkcjonalnym uzasadnieniem jedzenia pałeczkami jest zmuszenie ludzi do tego, by jedli wolniej, a przez to mniej.
Zdaniem Pinkera chodzi o eliminowanie ostrych narzędzi z przestrzeni publicznej i domowej. Zresztą Azjaci pałeczkami jedzą niewiarygodnie szybko.
Dosyć to naciągane.
To zaledwie fragment wyjaśnień - proszę słuchać dalej. Pinker tłumaczy spadek poziomu agresji wzrostem poziomu bezpieczeństwa, który dokonał się dzięki okrzepnięciu struktur państwowych i popularyzacji handlu, który jest sposobem gospodarowania wymagającym spokoju i powściągnięcia instynktów.
Ale jak pana na tym lotnisku rewidowali, to nie pomyślał pan, że Pinker swoją drogą, a życie swoją...
Pomyślałem tak, choć akurat nie wtedy. Nic dziwnego, że gdy agresję i przemoc zepchnięto na margines, wzrosła wrażliwość na najdrobniejsze ich przejawy. Trudniej było za to zgodzić się z Pinkerem w sprawie niezmienności granic w Europie po tym, co niedawno widzieliśmy. W jednym miejscu Kanadyjczyk napisał, że gdyby dziś europejski polityk zaproponował przyłączenie jakichś ziem do swojego państwa, zostałby wyśmiany. W kolejnym wydaniu dzieła przyda się tu co najmniej przypis.
@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.00000280a.802.jpg@RY2@
materiały prasowe
Maciej Bitner główny ekonomista Wealth Solutions
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu