Książki łatwe, książki trudne
To dzieło przeczyta tylko grupka osób. Jego autor uważa, że cała współczesna ekonomia powinna trafić do kosza
Andrzejem Kondratowiczem
@RY1@i02/2014/202/i02.2014.202.00000280a.802.jpg@RY2@
Grzegorz Michałowski/PAP
Andrzej Kondratowicz ekonomista ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, członek Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP)
Co pan czyta?
Mogę opowiedzieć o swoich wrażeniach z dwóch lektur. Jedna jest łatwa i godna polecenia. Druga bardzo trudna i nie ma sensu jej nikomu polecać. Ale warto wiedzieć, że taka książka istnieje. Więc w jakimś paradoksalnym sensie też ją warto polecić.
To pójdźmy na łatwiznę i zacznijmy od tej prostej.
Niebawem pojawi się na polskim rynku książka Darona Acemoglu i Jamesa Robinsona. Wydawca zdecydował się na tytuł "Dlaczego narody przegrywają". To jest nie tak znowu częsty przykład książki popularnej napisanej w sposób zajmujący, której autorami są znani ekonomiści.
Może ekonomiści nie potrafią pisać zajmujących książek?
To możliwe. Zazwyczaj jest tak, że ekonomiści na dorobku nie pozwalają sobie na pisanie książek popularnych, bo muszą wyrabiać pozycję w środowisku. A jak już tę pozycję uda im się zdobyć, to dzieje się coś niepokojącego: ich książki zaczynają ociekać ideologiczną propagandą. Tak stało się niestety z Paulem Krugmanem, który kiedyś miał świetne dokonania naukowe na polu pozytywnej ekonomii międzynarodowej, a to, co pisze teraz, to już tylko nachalne agitki dyktowane miłością do keynesizmu.
Każdy ma jakieś poglądy, nawet jeśli mówi, że ich nie ma.
Ale można te poglądy sączyć z różną intensywnością. Acemoglu i Robinsonowi udało się napisać książkę nienachalną, która próbuje odpowiedzieć na jedno z najbardziej fundamentalnych pytań w ekonomii: dlaczego jedne narody ponoszą gospodarczą klęskę albo wręcz upadają, a inne kwitną.
Szalonej oryginalności zarzucić im nie można
Owszem. Wystarczy przypomnieć pełny tytuł dzieła Adama Smitha z 1776 r. To "Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów". Dziś powiedzielibyśmy, że Smith wyeksponował w tytule scenariusz optymistyczny, bo bardziej adekwatny do rzeczywistości byłby tytuł "Badania nad naturą i przyczynami nędzy (wielu) narodów". Taka książka faktycznie powstała w 1968 r. i napisał ją późniejszy szwedzki noblista Gunnar Myrdal. Rzecz nosiła tytuł "Asian Drama. An Inquiry into the Poverty of Nations". I liczyła sobie 2284 strony. Z kolei w 1982 r. Mancur Olson opublikował "The Rise and Decline of Nations", zwracając uwagę na kluczową dla rozwoju - lub jego braku - rolę tzw. koalicji redystrybucyjnych. Niedługo po ukazaniu się książki Olsona, z końcem lat 80. XX w., rozpoczęło się odradzanie instytucjonalizmu, zwanego powszechnie nową ekonomią instytucjonalną. Dla jej czołowego reprezentanta - z zawodu historyka, Douglassa Northa - pytanie o przyczyny sukcesów i porażek gospodarek w długim okresie stanowi oś wszystkich jego książek. Acemoglu i Robinson też idą tropem instytucjonalnym. Polski czytelnik ich książki - zwłaszcza ekonomista - zwróci pewnie uwagę na jeszcze jeden trop.
Jaki?
Wiele z wniosków pojawiających się u Acemoglu i Robinsona badał już w latach 60. polski historyk gospodarczy Witold Kula. Szczególnie interesowała go ekonomiczna teoria ustroju feudalnego. A o tym w "Dlaczego narody przegrywają" też jest sporo.
Rozgadaliśmy się o książce łatwej, a została jeszcze ta trudna.
To ciężka lektura, pewnie niewiele osób kiedykolwiek ją przeczyta. Ale mam wrażenie, że za 50 czy 100 lat ekonomiści będą się odwoływali do tej książki jako do fundamentu nowej ekonomii XXI w., tak jak dziś matematycy bazują na "Principia mathematica" Russela i Whiteheada z lat 1911-1913.
Zdradzi pan, co to jest?
Dzieło nosi tytuł "Foundations of Evolutionary Economics" ("Podstawy ekonomii ewolucyjnej"), a jego autorem jest niemiecki ekonomista Carsten Herrmann-Pillath. Książka powstawała w oparciu o zasadę crowdsourcingu. Herrmann-Pillath pisał kolejne rozdziały, wstawiał do internetu i czekał na reakcję. Wyszło mu 700 stron.
I na czym polega przełomowość Herrmanna-Pillatha?
Na tym, że on chce budować ekonomię zupełnie od podstaw, twierdząc, że dzisiejszy główny nurt oparty jest na przestarzałych założeniach z XIX w. Ot, choćby ten racjonalny homo oeconomicus, który rzekomo dąży do maksymalizacji swojego interesu. To wszystko trzeba zburzyć i postawić na nowo. Ale minie jeszcze pewnie z 50 lat, zanim zrozumie to więcej niż tylko garstka czytelników Herrmanna-Pillatha.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu