Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Rękodzieło wygrywa z taniochą

Ten tekst przeczytasz w 37 minut

Miało wymrzeć jako relikt przeszłości. I to wymrzeć dosyć szybko. Niespodziewanie rzemiosło przeżywa jednak renesans, także ten biznesowy. Nie tylko ręcznie wykonane produkty wracają do łask klientów, ale coraz więcej osób chce się uczyć technik rzemieślniczych

Jak w nowoczesnym świecie pajęczej sieci internetu i wielkich galerii w szklanych budynkach znaleźć dobrego krawca, który w rozsądnej cenie oraz z wrodzoną życzliwością wykona nam poprawki marynarki z second-handu, którą wyszarpaliśmy za 5 zł. Gdzie wymienić obcasy lub fleki w trzewikach, tak by być zadowolonym z przedwojennej obsługi? - pytają twórcy Polskiej Mapy Rzemieślników. Odpowiedzią ma być ich nowy projekt. Raczkująca mapa ma nie tylko promować dobrych polskich fachowców, lecz także być użytecznym narzędziem dla ich klientów. To oni mają zgłaszać do internetowej mapy tych specjalistów, którzy się sprawdzili. - Prawdziwi, dobrzy fachowcy znikają gdzieś w smutku i zapomnieniu, gdy prym wiodą chała i dziadostwo super-hiper-marketów. Postanowiliśmy to zmienić - przekonują twórcy strony. Za projektem stoi para 25-latków, Agnieszka i Adam. Ona jest architektem krajobrazu, on ekonomistą. Oboje pochodzą z Nysy, oboje uwielbiają vintage, targi staroci i od dziecka korzystają z usług rzemieślników.

- W ciągu ostatnich dwóch lat często się przeprowadzaliśmy. Mieszkaliśmy m.in. we Wrocławiu i w Berlinie, a od niedawna mieszkamy w Krakowie. Gdy potrzebowaliśmy krawca czy zegarmistrza, byliśmy bezradni. Musieliśmy korzystać z usług przypadkowych osób - tłumaczą autorzy mapy. To projekt non profit. Twórcy nie chcą, by był drugą panoramą firm. Serwis ma być budowany dzięki poleceniom, nie chcą działać na zasadach komercyjnych. Na razie najwięcej rzemieślników mają z rodzinnej Nysy, z Krakowa, Wrocławia i Warszawy.

"Nie boimy się zmian, młodzi rzemieślnicy są ich najlepszymi ambasadorami. Nasze wewnętrzne zasoby są jednak niewystarczające, by sprostać wszystkim wyzwaniom współczesnego świata. Potrzebujemy stabilnych warunków prowadzenia działalności, mądrego prawa i sprawnego państwa" - czytamy w ubiegłorocznym Manifeście rzemieślników, którzy apelowali w Sejmie o zagwarantowanie przestrzeni dla firm oferujących rzadko spotykane, niepowtarzalne wyroby i usługi czy zapewnienie im równych szans w konkurowaniu z większymi podmiotami w walce o wsparcie finansowe ze środków UE. Rzemieślnicy narzekają na uciążliwe przepisy, kontrole. Walczą o konieczność wspierania i reformowania kształcenia dualnego (w szkole i zakładzie rzemieślniczym) i pomoc przed ucieczką kadr do korporacji. - Mamy świadomość, że trzeba oduczyć naszych przedsiębiorców "prywaciarskiego" podejścia do pewnych spraw, a przypomnieć rzemieślnicze podejście, tj. rzetelne, uczciwe, odpowiedzialne, nastawione na obecność w społeczeństwie - mówił w jednym z wywiadów Robert Krzyszczak, wiceprezes Stowarzyszenia Rzemiosło Przyszłości.

Ostatni pasamonik

Przez wiele lat wizerunek polskiego rzemieślnika idealnie oddawał wiersz melorecytowany przez Andrzeja Waligórskiego: "Idzie polski rzemieślnik mistycyzmem owiany. Właśnie okno chciał wstawić i wywalił pół ściany. Przez klienta pobity, bo mu uszył źle spodnie. Idzie polski rzemieślnik, malowniczo i godnie. Antytalent wspaniały i odwieczny amator. Idzie tak jak ułani szli naprzeciw armatom. Idzie pełen zadumy romantyzmu i czaru. Czyżby szedł się doszkolić? Gówno, skręcił do baru".

Z takim właśnie wizerunkiem rzemieślnicy wchodzili w okres transformacji. Nic dziwnego więc, że dla wielu z nich wolnorynkowe realia okazały się zabójcze. Jeszcze pod koniec lat 80. działało blisko 600 tys. zakładów. Zatrudnienie w rzemiośle przekraczało wtedy 1,5 mln osób. W latach 90., gdy polski krajobraz zdominowały hipermarkety, Polacy zachłysnęli się ofertą sieciówek, a rynek zalały tanie produkty z Chin, rzemieślnictwo zostało zepchnięte na margines. Zakłady padały jeden po drugim. I to tak, że dziś w organizacjach rzemiosła w Polsce zrzeszonych jest tylko ok. 300 tys. przedsiębiorstw. Część zawodów wymarła z przyczyn naturalnych - zabił je postęp technologiczny. Zanikło choćby wiele profesji związanych z drukarstwem typograficznym, został w Polsce już tylko dosłownie jeden pasamonik czyli specjalista od wyrobu ozdobnych pasów i frędzli, zwanych kutasami. Ale pustoszały też te zakłady popularnych i wciąż aktywnych rzemieślników - zegarmistrzowskie, stolarskie, szewskie czy krawieckie. Klienci woleli kupić nowy tani przedmiot, niż inwestować w naprawę starego. Podobnie pustoszały szkoły i kursy dla fachowców. Kryzys szkolnictwa zawodowego, które przez blisko dwie dekady było postrzegane jako niepotrzebne, spowodował dosyć szybkie wymieranie tradycyjnego rzemieślnictwa.

Wszystko wskazywało na to, że rzemieślnictwo, nawet jeżeli jeszcze nie umarło, to umrze za góra kilka lat. Niespodziewanie przyszedł jednak kryzys gospodarczy, który objawił wydmuszkę rynku pracy budowanego na ludziach z wykształceniem humanistycznym i rynku produktów tanich, ale niemalże jednorazowego użytku. Tak przypomniano sobie o tym, że nic tak dobrze nie wyprodukuje jak człowiek i nikt nie da tyle pracy co małe rodzinne firmy. Jedno i drugie to właśnie zakłady rzemieślnicze.

I tak niespodziewanie zaczęła rosnąć liczba chętnych, by zdobyć stary, ceniony fach. Dziś rocznie już kilkadziesiąt tysięcy osób przystępuje do egzaminów czeladniczych i mistrzowskich. Rośnie też grupa osób, które zdobywają doświadczenie zawodowe poza oficjalnym systemem edukacji, często zresztą w takich dziedzinach twórczości, które niekoniecznie mieszczą się w oficjalnym wykazie zawodów rzemieślniczym. Ten w wersji ostatnio aktualizowanej w 2010 r. zawiera wprawdzie 123 specjalności - i to nie tylko te o wielowiekowych tradycjach, ale również całkiem współczesne, jak lakiernik, florysta czy dopisane na wniosek samych rzemieślników operator maszyn do czyszczenia tekstyliów czy fryzjer zwierząt - ale nie obejmuje całej gamy nowych specjalistów od rękodzieła.

Stąd właśnie wzięła się na początku tego roku nowa inicjatywna. Ogólnopolski Cech Rzemieślników Artystów we współpracy z galerią rękodzieła Las Rąk rozpoczął przyznawanie certyfikatów wyrobom mającym charakter rękodzieła artystycznego, nawet jeżeli ich twórcy nie należą do cechów i nie mają wykształcenia zawodowego. Certyfikaty mają być potwierdzeniem, że dany produkt naprawdę został wykonany ręcznie i co ważne - komisja z cechu będzie mogła danego wytwórcę nawet po jego przyznaniu kontrolować, czy przy dalszej produkcji zachowuje ideę handmade.

Dywersyfikacja przychodów

Słowo klucz to "dywersyfikacja dochodów". Jak mantrę powtarzają je wszyscy, którzy z rzemiosła żyją lub żyć próbują. - Ten rynek po latach upadku dopiero zaczyna rozkwitać. Owszem, zainteresowanie jest coraz większe, ale wciąż wielu ludzi woli kupić raczej tanie niż dobre i niepowtarzalne. A więc każdy, kto myśli o zarabianiu na handmadzie, rzemiośle, rękodziele czy jak tego nie nazwiemy, musi sobie zdawać sprawę, że to dosyć mozolny proces - mówi Zofia Borucińska z Lasu Rąk - Laboratorium Rękodzieł. Jej firma mieści się w samym centrum Warszawy przy socrealistycznym placu Konstytucji. Tym bardziej zaskakuje zderzenie surowej architektury z piętrowym sklepem pod sufit wypełnionym kolorową biżuterią, torebkami, ubraniami, zegarami, talerzami, zabawkami i tysiącem innych gadżetów - wszystkimi wykonanymi ręcznie przez polskich twórców. - Łącznie sprzedaje ich u nas ok. 800, jakaś jedna trzecia żyje tylko z rękodzieła, dla reszty to forma dorobienia sobie do głównej formy zarobku. Co jednak ważne, z roku na rok tych twórców, którzy na tym zarabiają, jest coraz więcej i prezentują coraz wyższy poziom - zapewnia Borucińska i dodaje, że jej firma z samej sprzedaży by się nie utrzymała. - Szukając lokalu, specjalnie staraliśmy się, by był taki, w którym moglibyśmy też organizować warsztaty z różnych technik rękodzieła zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Wynajmujemy także salę na komercyjne szkolenia czy drobne imprezy. Ludzi przyciąga właśnie to, że można je zorganizować w otoczeniu ładnych, niepowtarzalnych rzeczy. Ale największy boom jest właśnie na warsztaty - dodaje Borucińska.

Przytakuje jej Wiktoria Rutkowska, koordynująca organizację takich właśnie warsztatów w Sztukarni, czyli pracowni artystyczno-rzemieślniczej na warszawskim Mokotowie: - Najwięcej chętnych do nauki to albo młode mamy na urlopie macierzyńskim, albo pracownicy korporacji, w których po wielu latach pracy za biurkiem budzi się ochota na to, by się czegoś nowego nauczyć, by popracować rękoma. Takich ludzi jest naprawdę coraz więcej - przekonuje. - Na tyle dużo, że z roku na rok musimy Sztukarnię coraz bardziej powiększać - dodaje. Rzeczywiście, kiedy pracownia powstawała blisko 5 lat temu, było to ledwie jedno mieszkanie w przedwojennej, modernistycznej kamienicy. - Dziś należy do nas już prawie cały budynek, tylko jedno mieszkanie wciąż jest zamieszkałe, w reszcie urządziliśmy mniejsze i większe pracownie, sale do wystawiania dzieł, jakie stworzyli kursanci i nauczyciele, salki do szkoleń np. integracyjnych dla firm oraz kawiarnię z ogrodem i małym sklepikiem. Wszystkie te działania się wspierają i także biznesowo uzupełniają - opowiada nam szefowa i założycielka Sztukarni Grażyna Tynel. - Sama mam wykształcenie ekonomiczne i przez lata pracowałam w bankowości, więc potrafię obiektywnie, biznesowo spojrzeć na moją firmę - zapewnia i tłumaczy, że właśnie dzięki temu od początku wiedziała, że trzeba stawiać na różnorodność, tak by zaspokoić zapotrzebowanie wśród różnego rodzaju ludzi. Dziś w Sztukarni prowadzonych jest ok. 70 rodzajów warsztatów: od renowacji mebli, przez malowanie na jedwabiu, po naukę fotografii. - Zainteresowanie jest na tyle duże, że właśnie myślę o otwarciu filii i szukam drugiego budynku, tym razem w Krakowie - dodaje Tynel.

Design po polsku

Renesans rzemieślnictwa wiąże się z modą na polski design, młodych projektantów i poszukiwanie unikalnych przedmiotów. Polacy zaczynają doceniać nie tylko jakość, lecz także ich oryginalność i markę. Nie chodzi o to, by za ubraniem, lampą czy porcelanowym kubeczkiem stał międzynarodowy koncern, ale właśnie lokalna, polska firma. By zobaczyć, jak bardzo ta oferta pęcznieje, wystarczyło odwiedzić w jeden z kwietniowych weekendów warszawski Dom Towarowy Braci Jabłkowskich, który zamienił się w gigantyczną meblowo-designerską halę. Wybór marek był ogromny: Spółka Meblowa, Dizeno, Pan Popi, Purpura, Ende, Kalva, Natural Born Design, Norla Design, Gagani, Juicy Colors, Przezroczysta, Zapalgo, ByLight, Śnimisie. Łącznie zjechało tu ok. 70 firm z drewnianymi meblami, pomysłowymi lampami, talerzami zrobionymi z resztek szkła czy z ręcznie szytą pościelą. Wszystkie łączy to, że są polskie, oparte na rodzimym designie, a produkty wykonują ręcznie, co najwyżej w małych rękodzielniczych manufakturach. Takich firm i projektantów odwołujących się do tradycyjnego rzemiosła zaczyna się robić prawdziwe zatrzęsienie. Szlak przetarli projektanci modowi. To od nich zaczął się boom na polskie marki. - Nasze klientki chcą się wyróżnić, nie interesuje ich oferta sieciówek - przyznaje Anna Sękowska, która razem z przyjaciółką założyła firmę Mako Bags, oferującą skórzane torby własnego projektu. Dziewczyny sprzedają swoje torebki nie tylko w kraju, mają własne stoiska w Berlinie i Kopenhadze. Ich firma jest jedną z setek powstałych w ostatnich latach polskich marek modowych, korzystających z potencjału polskich rzemieślników - krawców czy kaletników. O tym, że nawet najbardziej zapomniana profesja ma szansę na podbój rynku, najlepiej świadczy ogólnoświatowa kariera koronczarek z Koniakowa, niewielkiej miejscowości w Beskidzie Śląskim. Polskie artystki zasłynęły ze stringów robionych na szydełku. Dziś przy heklowaniu słynnych majtek i nie tylko pracuje tak ponad pół tysiąca osób.

- Starsi rzemieślnicy muszą jednak pokonać barierę technologiczną. Wielu z nich nie widzi konieczności działania w sieci, nie używają e-maila, nie mają własnych stron internetowych, bazują na swoich stałych klientach i nie szukają nowych - przyznaje Maciej Mazerant z Łodzi, redaktor dwumiesięcznika "Ładnie naprawię" i serwisu internetowego o tej samej nazwie. Jego pomysł jest podobny do projektu mapy rzemieślników krakowskiej pary 25-latków. - Zaczęliśmy od prowadzenia serwisu w sieci, w którym ogłaszają się osoby, które chcą coś naprawić, i ci, którzy takiej naprawy mogą się podjąć. Zainteresowanie było spore. Mamy ponad 1,5 tys. zgłoszeń - mówi Mazerant. Szybko okazało się jednak, że internauci nie chcą tylko kontaktu do odpowiedniego fachowca, ale też gotowych inspiracji na to, jak samemu nadawać nowe życie zużytym przedmiotom.

W serwisie i pierwszym numerze magazynu aż roi się od zaskakujących pomysłów na renowację starych mebli czy twórcze wykorzystanie śmieci - plastikowych butelek czy starych kaset magnetofonowych - do stworzenia ozdób czy przedmiotów codziennego użytku. Z rosnącej mody na DIY, czyli zrób to sam (ang. "do it yourself") korzystają też twórcy polskiej wersji magazynu "Molli potrafi". Ten miesięcznik w Wielkiej Brytanii i USA (tam znany jako "Mollie makes") to największa konkurencja dla magazynów wydawanych przez Marthę Steward. W krajach anglosaskich jest długa tradycja samodzielnego szycia i przerabiania ubrań, wykonywania domowych ozdób, odnawiania mieszkań czy renowacji mebli. Jak tłumaczy Marta Białecka, redaktor naczelna "Molli potrafi", u nas to kiedyś też było normą, potem jednak przyszedł kapitalizm z zalewem gotowych produktów i zapomnieliśmy o własnych zdolnościach. Teraz wracamy do takich prac, a to, jak duże jest zainteresowanie, widać po świetnych wynikach sprzedaży magazynu.

Wszystko wskazuje na to, że o nowej fali polskich rzemieślników nikt już tak jak Waligórski nie zaśpiewa.

@RY1@i02/2014/071/i02.2014.071.000001800.805.jpg@RY2@

Rafał Siderski

Każdy, kto myśli o zarabianiu na rzemiośle, musi sobie zdawać sprawę, że to mozolny proces - mówi Zofia Borucińska z Lasu Rąk - Laboratorium Rękodzieł

@RY1@i02/2014/071/i02.2014.071.000001800.806.jpg@RY2@

Rafał Siderski

Wiktoria Rutkowska koordynuje organizację warsztatów w Sztukarni, czyli pracowni artystyczno-rzemieślniczej na warszawskim Mokotowie

Sylwia Czubkowska

Barbara Sowa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.