Złoty medal? Dziękuję
O ile nie przepadam za letnimi igrzyskami, to zimowe wręcz uwielbiam. Letnie są jak opera - nic się nie dzieje, a jak się dzieje, to i tak nie można tego zrozumieć. Kenijczycy biegają w kółko bez celu, roznegliżowane Niemki (straszny widok) walają się po materacach, a jeszcze bardziej roznegliżowane Rosjanki (ciekawy widok) wymachują artykułami z pasmanterii, prężąc się przy tym w taki sposób, że mój kot zaczyna marcować w środku lata. W tym czasie Amerykanie pływają raz na brzuchu, raz na plecach, innym razem na rzęsach, a Norwegowie i Duńczycy wiosłują. Fascynujące! Z bardziej emocjonujących dyscyplin na letniej olimpiadzie jest szermierka, ale w tym wypadku całą zabawę psuje to, że floreciści są ubrani tak, iż nie zrobilibyście im krzywdy, strzelając do nich z bazuki z odległości dwóch metrów.
Zimą jest fajniej. Długowłose chłopaki z Kanady, Nowej Zelandii i Francji łamią narty, deski snowboardowe i kończyny w half-pipie; Austriacy tracą panowanie nad saneczkami pędzącymi 130 km/h; Słoweńcy przy podobnej prędkości padają na twarz podczas zjazdu alpejskiego, a niewiele wolniejsi Polacy odbijają się od progu i z nartami na nogach szybują na odległość 130 m. Podczas meczy hokejowych lodowisko zamienia się w arenę gladiatorów, a gdy przychodzi finał w narciarstwie dowolnym, odkrywam, że potrafię wstrzymać oddech na godzinę. Są upadki, spadają kaski, łamią się kości, leje się krew, tryska adrenalina, pojawiają się łzy, słychać krzyki, widać ból, czuć ryzyko - a wszystko po to, aby pokonać przeciwnika. I to nie o kwadrans, sekundę czy o dwa metry. Tu w grę wchodzą zupełnie inne liczby - powiedzmy 0,003 sekundy i 1,3 milimetra. To jest prawdziwy sport, a nie jakieś kizi-mizi wstążkami, moczenie tyłka w basenie i stawianie babek w piaskownicy!
Podobnie wygląda konkurencja między niemieckimi markami premium: Audi, BMW i Mercedesem. Wszystkie prezentują tak wyrównany poziom, że tłuką się z sobą na milimetry, pojedyncze konie i ułamki km/h. Weźmy limuzyny z dieslami: Audi A6 3.0 TDI, Mercedesa E350 i BMW 530d. Wszystkie mają ok. 250 koni, osiągają setkę w ok. 6 s i kosztują circa 250 tys. zł. Nie wydaje mi się, abyście zdecydowali się na audi, dlatego że w jego bagażniku zmieści się jedna paczka chusteczek higienicznych więcej niż w bmw. Albo żebyście wybrali mercedesa, bo - cytując katalog - "przestrzeń na wysokości bioder z tyłu pojazdu" wynosi 1505 mm. Czyli jest go tam więcej o 14 mm niż w audi. To oznacza, że kupując merca, będziecie mogli zjeść przed podróżą jednego pączka więcej.
Chcę przez to powiedzieć, że wybór pomiędzy tymi trzema modelami nie jest kwestią liczb i rozmiarów, tylko upodobań. Ujmijmy to tak: wyobraźcie sobie, że stoją przed wami trzy zjawiskowe dziewczyny. Wszystkie mają IQ w okolicach 180, 175 cm wzrostu i kształtne biusty w rozmiarze D. Którą wybierzecie? Ja tę z długimi kręconymi włosami, wy być może krótko obciętą brunetkę. Rozumiecie, co mam na myśli? Jeżeli tak, jesteście gotowi do tego, aby przedstawić wam nowe BMW X5 - dziewczynę z Bawarii, która zdeklasowała koleżanki ze Stuttgartu i Ingolstadt. Nie było to trudne, zważywszy na to, że Audi Q7 jest już tak stare, że prawie nie żyje. Z kolei Mercedes klasy M ma problem z proporcjami. A - uciekając się znowu do paraleli - nikt z was nie chciałby przecież spotykać się z kobietą z garbem na plecach i z piersiami na wysokości kolan.
Pomijając kwestie estetyczne, nowe X5 prowadzi się nieporównywalnie lepiej niż konkurenci. Ma obezwładniająco komfortowe zawieszenie, ale jednocześnie bez problemu utrzymujące w ryzach ponaddwutonowe nadwozie na szybkich zakrętach. Do tego dochodzi układ kierowniczy jak w limuzynie, wykończenie wnętrza godne jajka Faberge i bezpieczeństwo schronu atomowego. W wersji z trzylitrowym dieslem jest bardzo ciche, oszczędne (średnio 9 litrów) i wystarczająco dynamiczne (ok. 8 sekund do setki). Przejechałem tym samochodem 1500 kilometrów i nie znalazłem w nim poważniejszych mankamentów. Trudno mi sobie wyobrazić bardziej elegancki, komfortowy, luksusowy, bezpieczny i uniwersalny środek transportu dla rodziny. I jednocześnie bardziej nudny. Tu nic nie dzieje się do tego stopnia, że po kwadransie miałem ochotę położyć się spać. Tak więc gdy pokonałem te 1500 kilometrów za kierownicą X5, czułem się, jakbym przez 20 godzin non stop oglądał wioślarzy na letniej olimpiadzie. Reasumując: SUV BMW zdobywa złoty medal w swojej kategorii, tyle że jest to kategoria, która mnie osobiście zupełnie nie interesuje. Dla mnie najlepszym rodzinnym BMW pozostaje M550d Touring, które jest odpowiednikiem złotego medalisty w narciarstwie dowolnym - to, co potrafi, po prostu zapiera dech w piersiach.
@RY1@i02/2014/036/i02.2014.036.00000170a.803.jpg@RY2@
BMW X5 30d
@RY1@i02/2014/036/i02.2014.036.00000170a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu