Solidnie o Chinach
Chiny trochę przerażają. Ale jednocześnie trochę fascynują. I dlatego to dobrze, że na polskim rynku książkowym na temat Państwa Środka wydaje się sporo.
Tym razem w rolę objaśniacza Chin wcielił się emerytowany ekonomista z warszawskiej SGH Henryk Chołaj. Książka wyszła mu z tego zgrabna i pouczająca. Przynajmniej dla kogoś, kto z Państwem Środka miał do tej pory niewiele wspólnego. Zacznijmy jednak od słabości. Od razu zaznaczyć należy, że nie jest to arcydzieło. Nie ma tej lekkości wywodu, co książka "Chiny. Upadek i narodziny wielkiej potęgi" (polskie wydanie z 2009 r.) Jonathana Fenby,ego. Ani tak celnych i niebanalnych spostrzeżeń, co w głośnym reportażu Guy Sormana "Rok koguta" (wyszedł u nas w 2006 r.). Na tym tle "Kapitalizm konfucjański" to książka zdecydowanie bardziej profesorska. Chołaj - jak na akademika przystało - bardzo często chowa się za innymi autorami, rozbudowując (momentami ponad miarę) przegląd literatury przedmiotu. Z jego książki dowiadujemy się więc, co o fenomenie Państwa Środka sądzi Francis Fukuyama, co Zbigniew Brzeziński, a co z kolei Grzegorz Kołodko. Ta konwencja może i pozostaje w zgodzie z rygorami pracy naukowej, nie służy jednak niestety przejrzystości tej książki. Można też odnieść wrażenie, że dobry redaktor mógłby pokusić się o oczyszczenie tego tekstu z niepotrzebnych powtórzeń i mało fortunnych zdań łamańców. Jak choćby to: "Zbigniew Brzeziński pisze o tym, jak młody Chińczyk, jako student, którym był Deng Xiaoping, w odległym Paryżu chłonął nauki marksizmu".
To jednak w sumie tylko detale. Bo sama książka ma wiele mocnych punktów. Choćby to, że autor potrafił postawić w niej kilka prostych kluczowych pytań i w klarowny sposób na nie odpowiedzieć. Na przykład czy dzisiejsze Chiny to jeszcze socjalizm, czy może już zwyczajny kapitalizm, tylko że funkcjonujący w warunkach państwa autorytarnego. Otóż, oczywiście "ani ani". Czym w takim razie jest? Właśnie owym tytułowym "kapitalizmem konfucjańskim". A więc wytworem tamtejszej kultury, który przeszczepiony do innej części świata załamałby się pod naporem swoich własnych sprzeczności. A w Chinach trwa, ewoluuje i co rusz zadziwia zagranicznych obserwatorów próbujących patrzeć na największe państwo świata przez nasze zachodnie okulary.
Ciekawie zaczyna się też robić, gdy Chołaj wchodzi głęboko w specyfikę chińskiego modelu gospodarczego. Punktując jej siłę i słabości. Oraz pokazując, jak doszło do tego, że Chiny stały się niekwestionowanym zwycięzcą procesów globalizacyjnych. Procesów, których przecież nie projektowano w Pekinie. Akurat tu Polak wykazuje dużo więcej wyczucia niż wspomniani już wcześniej Fenby czy Sorman, których nieraz zanadto ponosi publicystyczna wena. Chołaj dużo miejsca poświęca też zagadnieniom, na które rzadko zwraca się uwagę. To znaczy temu, jak reszta świata dopiero uczy się wolnego od uproszczeń patrzenia na Chiny (rozdział "Zrozumieć Chiny. Panorama międzynarodowej debaty na temat"). Albo temu, jak o sobie samych rozmawiają Chińczycy (rozdział "Chińczyków portret własny"). Ciekawy jest też rzut oka w przyszłość. Spokojny i merytoryczny. A nie - jak to czasem bywa - ograniczający się do alarmistycznej alternatywy w stylu: albo nas zjedzą, albo wysadzą świat w powietrze.
W sumie więc mamy tu do czynienia z pozycją solidną. Taką, której przeczytanie na pewno nie będzie stratą czasu. Jak na książkę na temat równie przewałkowany jak Chiny to już samo w sobie jest nielichym komplementem.
@RY1@i02/2014/026/i02.2014.026.000002300.802.jpg@RY2@
Henryk Chołaj, "Kapitalizm konfucjański. Chińskie reformy polityczne a globalizacja", Wydawnictwo Poltext, Warszawa 2014
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu