W wolnej chwili
"Ten album zbiera wszystkie emocje, jakie towarzyszyły mi przez ostatnie dwa lata. A był to czas jak na karuzeli, najbardziej dziki w moim życiu, w którym spotkało mnie wiele dobrego, ale też złe historie. Chyba nikt nie jest w stanie przygotować się na tak szalony okres" - powiedział w niedawnym wywiadzie magazynowi "Billboard" Gerald Earl Gillum, czyli G-Eazy. Tak mówił o wydanej właśnie drugiej płycie "When It’s Dark Out". Nagrał ją przy pomocy cenionych w hiphopowym świecie producentów Boi-1da (Matthew Samuels), który pracował z Jay-Z i Eminemem czy Southside. Wokalnie udzielają się chociażby Big Sean, Chris Brown i niezwykle doświadczony Too $hort, który pracował przed laty m.in. z 2Pakiem i The Notorious B.I.G. Wydana zaledwie rok po debiucie "These Things Happen" płyta momentami przykuwa uwagę, niestety jako całość chyba nie spełnia standardów płyty wybitnej. Album faluje od hiphopowego bujania ("Some Kind of Drug") po ostrą rapową nawijkę pełną przekleństw ("You Got Me"). Faluje też jego jakość. G-Eazy nie musi się go wstydzić, ale też zapewne do historii gatunku nie przejdzie.
@RY1@i02/2015/241/i02.2015.241.196000800.806.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Dla fanów Radiohead nowa płyta, na której znajduje się nazwisko gitarzysty brytyjskiej grupy Jonny’ego Greenwooda, może być ciężką przeprawą. Muzyka z "Junun" jest bowiem wynikiem jego wycieczki do Indii. Poznał tam m.in. Shye Ben Tzura i jego muzykę z pogranicza dźwięków charakterystycznych dla kultury arabskiej i hinduskiej. Zachwycony jego dokonaniami, angażując jeszcze hinduski zespół The Rajasthan Express i współpracującego od lat z Radiohead producenta Nigela Godricha, zrealizował album "Junun". Mało tego, powstał też do tego materiał filmowy, wyreżyserowany przez Paula Thomasa Andersona, z którym Greenwood pracował już, tworząc muzykę do jego filmów "Mistrz" czy "Aż poleje się krew". Mistycyzm tego krążka i egzotyczne zaśpiewy nie czynią płyty łatwą dla nieobeznanych z podobnymi dźwiękami. Trudno jednoznacznie ocenić ten album. Dajcie mu szansę, być może was oczaruje. Znajdą się jednak na pewno tacy, którzy nie przebrną przez pierwszy numer.
@RY1@i02/2015/241/i02.2015.241.196000800.807.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Joy Division, Happy Mondays, The Stone Roses, The Smiths, Simply Red, Oasis, The Chemical Brothers - to tylko część zespołów, które rozpoczęły karierę w Manchesterze. O kilku z nich opowiada obraz Michaela Winterbottoma "24 HourParty People" z 2002 roku, dopiero teraz wydany u nas na DVD. To historia narodzin punkrockowej sceny w tym mieście pod koniec lat 70. i jej rozwoju do lat 90. W wykorzystującej prawdziwe zdjęcia sprzed lat opowieści o ówczesnej scenie oprowadza nas brytyjski dziennikarz, impresario, prowadzący legendarną wytwórnię Factory Records oraz klub Hacienda, Tony Wilson (znakomity Steve Coogan). Dzięki niemu poznajemy początki Joy Division, New Order czy Happy Mondays. To właśnie dla ich fanów jest przede wszystkim ten film. Pełen doskonałej muzyki, wariackich, przepełnionych seksem scen z Haciendy i komediowych sytuacji z programów telewizyjnych Wilsona. Spostrzegawczy rozpoznają w epizodach prawdziwych członków The Stone Roses czy The Fall.
@RY1@i02/2015/241/i02.2015.241.196000800.808.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Nie wszystko się Pixarowi udaje - czego dowodem choćby najnowsza animacja "Dobry dinozaur" - ale "W głowie się nie mieści" to jedno ze szczytowych osiągnięć studia, a jednocześnie jeden z najlepszych filmów tego roku. Opowieść o tym, co dzieje się w głowie dorastającej dziewczynki, pokazana z punktu widzenia jej emocji (wśród których prym wiodą Radość i towarzyszący jej nieustannie Smutek), to strzał w dziesiątkę. Film nie tylko pomysłowy i perfekcyjnie zrealizowany, lecz przede wszystkim napisany mądrze, z czułością i olbrzymią empatią. Dla dzieci: fenomenalna, inteligentna rozrywka, dla dorosłych (niekoniecznie rodziców!) też, ale z domieszką uproszczonej, za to skutecznej psychoterapii. Reżyser Pete Docter ma już na koncie Oscara za wybitny "Odlot", przyszłoroczna nagroda Akademii za pełnometrażową animację raczej również go nie ominie.
@RY1@i02/2015/241/i02.2015.241.196000800.809.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Czy dwa procent ludzkiej populacji to dużo? Zdaje się niewiele. Sprawy przyjmują jednak inny obrót, gdy z powierzchni Ziemi w jednym momencie w niewyjaśnionych okolicznościach znika kilkaset milionów ludzi. Bez śladu wyparowują dorośli i dzieci, zwykli obywatele i wysoko postawione figury. 14 października odtąd staje się datą zbiorowej żałoby. Po trzech latach od tajemniczych zdarzeń zagadki wciąż nie udało się rozwiązać. Nie wiadomo, czy ci, którzy zaginęli, żyją ani gdzie mogą się znajdować. Niewykluczone zresztą, że znacznie trudniej jest tym, którzy pozostali. To oni opłakują straty i próbują poradzić sobie z traumą. Ten niezwykły scenariusz powstał w głowie znanego pisarza amerykańskiego Toma Perrotty. Autor książek i scenarzysta "Pozostawionych" przyznaje, że zainspirowały go wydarzenia z 11 września 2001 roku i poczynione potem obserwacje. Serial bada społeczne sposoby przepracowywania traumy, a choć przedstawiona w nim sytuacja jest zmyślona, postacie zachowują się zgodnie z psychologicznym prawdopodobieństwem.
@RY1@i02/2015/241/i02.2015.241.196000800.810.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu