Siła złudzenia
Rewelacyjnymi "Tragediami rzymskimi" zdobył teatralny Mount Everest. Tym razem na wrocławskim Dialogu Ivo van Hove pokazał rzeczy bardziej intymne, czerpiąc esencję ze słynnych filmów Ingmara Bergmana. Jedyne w swoim rodzaju to doświadczenie
Jeszcze kilka lat temu o Ivo van Hove nie wiedzieliśmy literalnie nic. Toneelgroep Amsterdam kojarzył nam się co najwyżej z wybitnym "Wujaszkiem Wanią" Luka Percevala pokazanym na wrocławskim festiwalu Dialog. Nadszedł rok 2009, gdy najpierw na toruńskim Kontakcie pojawił się wyreżyserowany przez van Hove "Głos człowieczy" według Jeana Cocteau. Wielkie okno, za nim bohaterka w nieustającej telefonicznej rozmowie z mężczyzną, który niedawno ją porzucił. Szyba niczym czwarta ściana, odgradzająca scenę od widzów, izolująca od wszystkiego, co nie jest teatrem. Nie pamiętam, czy "Głos człowieczy" zgarnął wtedy jakąś nagrodę - jeśli tak, to na pewno niezbyt znaczącą. Jestem natomiast pewien, że nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy, co oglądamy. Kilka miesięcy później nadszedł kolejny Dialog i prezentacja "Tragedii rzymskich". Wtedy już docierało do nas, że patrzymy na teatr, który wyprzedził swój czas. Wciąż mam przed oczami rozwiązania Iva van Hovego z tamtego olśniewającego widowiska, twarze fenomenalnych aktorów zatrzymane w filmowym kadrze. Widziałem potem wiele inscenizacji, także wybitnych. O żadnej z nich nie mógłbym jednak powiedzieć, że jest teatrem totalnym.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.