Przyjaciele z podwórka
James "Whitey" Bulger, gangster z Bostonu, był prawdziwym sukinsynem, bezlitosnym bandziorem, na dodatek bratem lokalnego polityka i umiejętnym manipulatorem, który jako informator FBI poniekąd zwerbował nadzorujących go agentów do pracy na rzecz mafii. Barwny - nawet jeśli przerażający - życiorys Bulgera posłużył za kanwę nudnawego filmu Scotta Coopera. Fabuła "Paktu z diabłem" skupia się na relacjach gangstera z agentem FBI Johnem Connollym (Joel Edgerton). Kiedyś byli kolegami z podwórka, a po latach John werbuje Bulgera, by dzięki jego donosom odnosić kolejne sukcesy, ale szybko sam zaczyna informować kumpla o kolejnych posunięciach policji i Biura. Toczy się ta gra przez lata, prowadząc do finału, który zbyt łatwo przewidzieć. Filmowi Coopera - od strony technicznej zrealizowanemu bez zarzutu - brakuje napięcia i emocji, a reżyser przez długi czas nie potrafi się zdecydować, kto tak naprawdę jest "Paktu..." głównym bohaterem: czy Bulger, czy jednak - zdecydowanie ciekawszy, także w aktorskiej interpretacji Edgertona - Connolly.
Rola Whiteya miała być dla Johnny’ego Deppa pierwszym od dawna ekranowym wyzwaniem z wyższej półki. Depp jako Bulger jest wredny, poważny i ponury niczym listopadowa noc, ale mimo wszystko to występ wysilony, jakby aktor za wszelką cenę chciał zerwać z wizerunkiem budowanym w kolejnych błazeńskich produkcjach. Entuzjazm, z jakim przyjęli tę rolę amerykańscy krytycy, świadczy raczej o ich tęsknocie za dawnym, świetnym Deppem, ale o powrocie do formy z czasów "Donniego Brasco", "Blow" czy choćby "Wrogów publicznych" możemy jeszcze zapomnieć.
@RY1@i02/2015/202/i02.2015.202.196000400.803.jpg@RY2@
Warner Bros
Jakub Demiańczuk
@RY1@i02/2015/202/i02.2015.202.196000400.804.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu