Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

"Jeśli oczekujesz szalonej, ciężkiej płyty, możesz się rozczarować. To smaczny kąsek dla ludzi otwartych na różne gatunki muzyki. Poza tym przecież każda nasza płyta brzmi inaczej" mówił w rozmowie z Polskim Radiem basista Bring Me The Horizon Matt Kean. Faktycznie fani tego brytyjskiego zespołu mogą się zdziwić, słysząc ich piątą płytę "Thats The Spirit". BMTH zmienili bowiem kierunek, oddalając się od metalcoreowego grania na rzecz mocniejszych akcentów elektronicznych, tanecznych, popowych. Jest grupa narzekających fanów, ale recenzje wielu ważnych magazynów są pozytywne, a płyta doskonale radzi sobie na listach przebojów. Klawisze, komputerowe przeróbki głosu czy skrzypki i kontrabas momentami robią wrażenie ("Blasphemy"), czy to jednak jest album, który pozostanie fanom w głowach na dłużej? Zdaje się, że podobny klimat nieco ciekawiej tworzył już Linkin Park. Na pewno jednak warto posłuchać tego materiału na żywo, bo BMTH potrafią na scenie czynić cuda. Podobno mają z nim przyjechać do Polski.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2015/187/i02.2015.187.19600080c.802.jpg@RY2@

To może być jedno z najciekawszych wydarzeń płytowych tego roku na naszym rynku. Wykonawca, który ukrywa się pod pseudonimem Kortez, właśnie wypuścił debiutancki krążek "Bumerang". Wcześniej pochwalił się epką, zagrał jedną (!) piosenkę na Męskim Graniu, pojawił się na scenach Spring Break Festivalu w Poznaniu i Liveurope Showcase w Warszawie, a jego numer "Zostań" dobrze radzi sobie na liście przebojów radiowej Trójki. Wokalista o aparycji osiedlowego łobuza czaruje delikatnymi dźwiękami gitary momentami ubarwionymi innymi instrumentami, ale przede wszystkim głosem i tekstami. Delikatny wokal ubrany w melancholijny kontekst ma niezwykłą siłę, uwodzi autentycznością i przekazem. Tak jak kilka lat temu oczarował Błażej Król w projekcie Ul/Kr, a ostatnio solo. Wydaje się, że Kortez ma większy potencjał niż Fismoll czy Leski. Nie znaczy to oczywiście, że jego "Bumerang" znajdzie tysiące odbiorców. To specyficzny materiał dla fanów intymnej muzyki, która wymaga skupienia. Kortez pokazuje, że nie trzeba krzyczeć, by zostać usłyszanym.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2015/187/i02.2015.187.19600080c.103.gif@RY2@

Nie spodziewałem się, że usłyszę "Parademarsz", "Rodzi się ptak" czy "Piosenkę o życiu ptasim" w takich wersjach. Katarzyna Groniec powiedziała: "Wiedziałam, że muszę znaleźć na Osiecką nowy sposób albo odpuścić. Tak wielu śpiewało już jej piosenki i tak wielu robiło to dobrze, że plan musiał być nowatorski". I tak też się stało. Jej pomysł na Osiecką i kompozycje Komedy, Krajewskiego czy Kurylewicza zaskoczy fanów Groniec. Tak odważnych zakrętów w stronę alternatywnego rocka i elektroniki u Katarzyny jeszcze nie słyszałem. Śpiewała już Nicka Cavea czy Elvisa Costello, ale "Zoo..." jest jej najbardziej alternatywnym materiałem i jednym z najlepszych. Obok mocnych są też jednak bardziej łagodne fragmenty, nie mniej ujmujące. Doskonały jazzujący klimat ma "Ja nie chcę spać" zaśpiewane przy akompaniamencie kontrabasu. "Zoo..." dużo zawdzięcza aranżerowi, pianiście Łukaszowi Damrychowi. Jeśli ktoś kojarzy Groniec z piosenką poetycką, to ta płyta powinna zmienić ten osąd. Wokalistka z powodzeniem operuje w znacznie szerszych rejonach.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2015/187/i02.2015.187.19600080c.806.jpg@RY2@

Jeśli przeczytać wyimki wywiadu ze scenarzystą Joem Caseyem, które zamieszczono na końcu albumu, można by odnieść wrażenie, że obcujemy z dziełem nie byle jakim. Ale tak nie jest. Samo zaistnienie konieczności objaśniania, a może raczej dopowiadania pewnych rzeczy przez autora nie świadczy najlepiej o komiksie. Nie znaczy to, że "Sex" jest narracyjnie czy koncepcyjnie zawiły, przeciwne. Lecz atrakcyjny pomysł wyjściowy - sfrustrowany seksualnie superbohater na emeryturze próbuje odnaleźć smak zwyczajnego życia - nie zostaje odpowiednio wykorzystany. Gros sugestywnie przedstawionych scen intymnych to przerywniki niemające fabularnego uzasadnienia. Sama intryga zazębia się dość ślamazarnie, ale należy przyznać, że Caseyowi nieźle idzie igranie z superbohaterskim schematem. Scenarzysta podkreśla, że cierpliwych czeka nagroda. Oby, bo póki co bierze on strasznie długi rozbieg przed skokiem.

Bartosz Czartoryski

@RY1@i02/2015/187/i02.2015.187.19600080c.807.jpg@RY2@

Kontynuacja wznowionego niedawno "Garażu hermetycznego" francuskiego rysownika i scenarzysty Moebiusa. Jak niemal przy każdym dziele tegoż autora pojawia się recenzencki problem, gdyż albumy narysowane jego ręką nie chcą dać się kategorycznie zaklasyfikować, co jednocześnie zapewnia intensywne i niemożliwe do podrobienia doświadczenie czytelnicze. Psychodeliczna space opera opowiada dalsze losy majora Gruberta zagubionego na Ziemi. Fabuła niby prosta jak konstrukcja cepa, ale to pozory, bo u Moebiusa nic nie jest jasne, klarowne i oczywiste, choć "Człowiek z Ciguri", mimo że nadal anarchistyczny w formie i treści, zdaje się zbytnio wykalkulowany. To komiks nieco mniejszej skali, jakby pozbawiony ambicji poprzednika. Artystyczne szaleństwo nadal jest tutaj obecne, lecz opisywany album już nie zaskoczy. Za to jest po prostu przystępniejszy. Rzadko bywa to rzeczą niepożądaną, ale akurat u Moebiusa utrudniona komunikatywność sprzyja zbudowaniu więzi z komiksem.

Bartosz Czartoryski

@RY1@i02/2015/187/i02.2015.187.19600080c.808.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.