Starość jest piękna?
Bywa, warto się o to starać - przekonują bohaterowie sztuki "Błogie dni". Jeśli im się udaje, jest to zasługa aktorów - Jadwigi Jankowskiej-Cieślak i Jana Peszka
Ma rację Joanna Crawley, gdy w programie do spektaklu Wojciecha Urbańskiego pisze, że współczesna dramaturgia irlandzka raczej nie kojarzy nam się z niczym błogim. Prędzej już z mordowanymi kotami i rozbijanymi czaszkami, znanymi dobrze z popularnej także w Polsce twórczości świetnego skądinąd Martina McDonagha. Jednak irlandzkie sztuki to nie tylko "Porucznik z Inishmoore" i "Czaszka z Connemary". To także Conor McPherson, którego w żadnym razie nie da się zaliczyć do brutalistyczno-poetyckiego nurtu uosabianego przez McDonagha. Pamiętam dobrze "Tamę", gdzie bar gdzieś na prowincji skupiał najbardziej porozbijane indywidua, które przychodzą napić się piwa i opowiedzieć historię. Sztuki McPhersona, także "Dublińska historia", zawsze zdawały mi się fantastycznym wehikułem opowieści. Przyznaję, że zatęskniłem za nimi podczas seansu w Ateneum. "Błogie dni" warto docenić, ale to jednak całkiem inna klasa.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.