Literackie nowości
Literackich adaptacji, kontynuacji i wariacji na temat "Wyspy skarbów" R.L. Stevensona było bez liku, dlaczego więc warto przeczytać właśnie "Silvera"? W przeciwieństwie do większości podobnych książek, żerujących na popularności oryginału, powieść Andrew Motiona nie jest wyłącznie naśladownictwem stylu poprzednika. Na wyspę skarbów wracają syn Jima Hawkinsa i córka "Długiego Johna" Silvera. Wierzą, że można tam odnaleźć jeszcze część zrabowanej przed laty fortuny. Dla obojga wyprawa okaże się trudnym krokiem w dorosłość - to nie będzie beztroska przygoda z dreszczykiem, ale prawdziwa próba charakteru i odpowiedzialności. W powieści Motiona awanturnicze wątki schodzą bowiem na drugi plan. Wyprawa ku przygodzie zmienia się w gorzką podróż w głąb duszy bohaterów.
Najlepsza literatura dla dorastającej młodzieży od dawna przedkłada emocje i uczucia nad fabularne fajerwerki - wystarczy poczytać Johna Greena, Suzanne Collins czy choćby finałowe tomy sagi o Harrym Potterze. Motion na dodatek nie musi zabiegać o popularność wśród czytelników. Nie jest wyrobnikiem zatrudnionym przez wydawcę do komercyjnej roboty, lecz jednym z najwybitniejszych poetów współczesnej Anglii, uznanym krytykiem literackim i biografem. Beletrystykę pisze rzadko, ale dzięki temu każde jego zdanie ma swoje znaczenie i wagę. O własnej poezji mawiał, że jego celem jest pisanie prostym, klarownym językiem bez żadnych sztuczek. Ale widać to również w "Silverze", elegancko, oszczędnie skrojonym. Być może niektórym młodym czytelnikom powieść Motiona wyda się zbyt staroświecka, za mało widowiskowa - dla pozostałych może to jednak okazać się jedną z jej największych zalet.
@RY1@i02/2015/162/i02.2015.162.19600050a.804.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Pięć lat trzeba było czekać na nową książkę Tomasza Konatkowskiego - i dobrze, że "Bazyliszek" wreszcie się ukazał. Konatkowski pod koniec ubiegłej dekady dał się poznać jako zdolny autor miejskich kryminałów osadzonych w gwałtownie zmieniającej się Warszawie, trzy tomy serii o komisarzu Adamie Nowaku należały wówczas do najciekawszych propozycji na rynku polskiej powieści noir. "Bazyliszek" to tom czwarty. Niestety, również najsłabszy.
Mamy oto rok 2011, komisarz Nowak ze swoimi ludźmi musi się zmierzyć z tajemnicą serii morderstw, z którymi powiązane są pewien nowoczesny biurowiec w centrum stolicy oraz pewna zakonspirowana sekta wywodząca się z katolickich ruchów charyzmatycznych. To nie jest przypadkowe połączenie - Konatkowski drąży w swoim kryminale kwestię duchowych poszukiwań nowej klasy średniej, która płynąc na szczycie modernizacyjnej fali, odchodzi od tradycyjnej religii ku rozmaitym mistycznym wynalazkom miksującym wiarę z nowomową kapitalistycznej psychoterapii.
O ile te spostrzeżenia wydają się trafne - podróż przez religijne przygody Polaków bywa tu całkiem fascynująca - o tyle "Bazyliszek" nieco zawodzi jako kryminał. Nie wyjawiając szczegółów fabuły, powiem tylko, że zbrodnie w tej powieści wydają mi się słabo umotywowane i dość nielogiczne, znalazłoby się też parę wątków, które mają wprawdzie obiecujący początek, ale zakończenia nie mają praktycznie w ogóle. Inna sprawa, że Konatkowski wrócił (dał się też poznać jako dobry tłumacz - świetnie przełożył "Duchy Belfastu" i "Zmowę" Stuarta Neville’a) i teraz powinno być już tylko lepiej. Czekam więc na następną książkę.
@RY1@i02/2015/162/i02.2015.162.19600050a.805.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Narrator "Opowieści o zwykłym człowieku" to typ bohatera gogolowskiego - prostodusznego głupca, który przez naiwność daje się wmanewrowywać w nieczyste gry. O te ostatnie nietrudno, rzecz bowiem dzieje się w Czechosłowacji w latach 80. Od czasu porażki praskiej wiosny komunizm triumfuje, nikomu nie śni się jeszcze aksamitna rewolucja. Bohater powieści Pavla Vilikovskiego kombinuje na zdrowy chłopski rozum. Wie, że głową muru nie przebije; sądzi, że panującego ustroju politycznego nic nie pokona. Jedyne wyjście to się dostosować. Gdy wstępuje do partii, spotyka się ze sprzeciwem i niechęcią rodziny, sam jednak triumfuje, odkrywając, że legitymacja może się stać dlań przepustką do nowego życia.
Ów podręcznikowy przeciętniak, niedouczony mędrek i lizus, w każdych warunkach płynący z prądem, choć nie jest bystrzakiem, swoje ambicje ma. Marzą mu się sukcesy i awanse w zakładzie produkcyjnym, w którym dotąd był szeregowym pracownikiem. Skwapliwie buduje męskie ego kosztem steranej i zahukanej żony. W dzienniku, który prowadzi od dnia 40. urodzin, nazywa siebie bojownikiem: oto wkracza w najlepszy wiek i sięga po to, co mu się należy. Sęk w tym, że bojownik z naszego bohatera marny, a każdy krok, który podejmuje, nieuchronnie wiedzie go ku katastrofie. Kochanka wystrychnie go na dudka, żona okaże się sprytniejsza, niż sądził, a zakładowe intrygi obrócą się przeciwko niemu. Śmiejemy się z naiwniaka, który bierze wszystko za dobrą monetę, a z czasem zaczynamy mu współczuć. Tylko czy jest komu? Mottem powieści są słowa Witolda Gombrowicza: "A człowiek rzeczywisty to taki, którego boli". Ci, których nie boli, mają szansę przetrwać.
@RY1@i02/2015/162/i02.2015.162.19600050a.806.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu