W wolnej chwili
Niemal 50-letni Mark Kozelek potrafi być szczery do bólu. Niestety czasami mówi rzeczy, które powinien zatrzymać dla siebie. Tak było podczas jednego z ostatnich koncertów: wykonał improwizowaną piosenkę o pewnej dziennikarce, twierdząc, że ta chciała pójść z nim do łóżka (wersja dziennikarki jest zupełnie inna). Przy okazji niepochlebnie wyraził się ogólnie o krytykach. Niewyparzony język lidera Sun Kil Moon nie przeszkodził dziennikarzom dobrze ocenić nowego materiału jego projektu "Universal Themes". Płyta zasługuje na wysokie oceny, bo to interesujący surowy folkrockowy materiał z osobistą narracją Kozeleka. Są tu fragmenty stonowane, minimalistyczne, oparte na akustycznej gitarze. Ale jest też noise’owy klimat z wkurzonym wokalem Marka. Numery trwają nawet ponad 10 minut. W ten krążek trzeba wejść kilka razy, żeby w pełni usłyszeć wszystkie jego warstwy. Na pewno warto też zobaczyć zespół na żywo. Sun Kil Moon wystąpią 8 sierpnia w ramach Off Festiwalu w Katowicach. Fani mrocznego folkrocka nie powinni przegapić tego
koncertu.
@RY1@i02/2015/132/i02.2015.132.196000800.806.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Label Nextpop staje się na naszym rynku specjalistą od dźwięków w skandynawskim klimacie, przepełnionych melancholią, momentami niepokojem, jakby lekko zawieszonych. Ledwo co mogliśmy poznać bardzo ciekawy materiał wokalistki ukrywającej się pod pseudonimem Oly. "Home", a już mamy kolejny krążek w podobnym klimacie. Fismoll wypuścił bowiem właśnie swoje drugie muzyczne dziecko "Box of Feathers". Wokalista nie przestał być melancholijny, momentami nawet na granicy przesłodzenia, ale na "Box of Feathers" odważniej i dynamiczniej używa instrumentów w stylu gitary elektrycznej niż na swoim debiucie. Jeżeli unikacie onirycznych klimatów, to twórczość Fismolla wciąż nie jest dla was. Jednak ci, którzy z przyjemnością chłoną podobne dźwięki, na pewno powrócą do tej płyty wielokrotnie. Fismoll wyrasta na jednego z najciekawszych songwriterów młodego pokolenia, choć mam wrażenie, że jeszcze nie pokazał pełni swoich możliwości. Ciekawe, jaką pójdzie drogą na kolejnym krążku? Na razie delektujmy się "Box of Feathers".
@RY1@i02/2015/132/i02.2015.132.196000800.807.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Hiro Hamada to zwyczajny dzieciak: interesuje się psotami, robotami i komputerami. Ale przy tym to mózg, jakich mało, niedawno skończył liceum i wybiera się na studia. Albo i się nie wybiera, bo swój talent marnotrawi, zarabiając na nielegalnych walkach robotów. Rodzinna tragedia - zgodnie z najlepszymi wzorcami historii o superbohaterach - popycha go jednak do spełnienia woli starszego brata i poświęcenia się pomaganiu ludziom. Asystują mu w tym kujony z uniwersytetu oraz robot medyczny Baymax. "Wielka szóstka" udanie przerabia schematy opowieści o superherosach, z tym że żaden z członków tytułowej grupy nie posiada nadnaturalnych mocy, każdy wspomaga się technologią i intelektem, innymi słowy: bystrzachy górą. Nagrodzony Oscarem film wytwórni Disneya powiela siły i słabości gatunku, który parodiuje i któremu jednocześnie oddaje hołd. Trochę za dużo tu rozwałki, a film pędzi na złamanie karku, ale fantastyczny Baymax rekompensuje scenariuszowe niedoróbki.
@RY1@i02/2015/132/i02.2015.132.196000800.808.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
Ostatni film Kevina Smitha wzbudził u nas swojego czasu niemałe zainteresowanie, bynajmniej nie z tego powodu, że to reżyser cieszący się w Polsce szczególną estymą, ale z uwagi na oryginalny tytuł "Kła", który kojarzy się z jedną z czołowych postaci rodzimej sceny politycznej. I może decyzją słuszną byłoby pozostanie przy tej ciekawostce, bo pierwsze od czasu "Fujar na tropie" dzieło Smitha przeznaczone do szerokiej dystrybucji zawodzi, zdolne przyciągnąć przed telewizor jedynie ekstrawaganckim pomysłem. Amerykański prześmiewca na pomysł filmu o facecie przechodzącym powolną transformację w morsa wpadł, przeglądając gazetę z ogłoszeniami drobnymi, gdzie znalazł frapujący go anons. "Kieł" zadziałałby może jako youtube’owe dziwactwo, bo za długie to i nieśmieszne. Podobnie chłodno film przyjęto za oceanem, gdzie Kevin Smith nadal przecież zapełnia sale na rozmaitych imprezach, na których się pojawia. Lecz, niezrażony dotkliwą porażką i komercyjną, i artystyczną, reżyser już realizuje spin-off "Kła".
@RY1@i02/2015/132/i02.2015.132.196000800.809.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
Aż dziwne, że film ten nie trafił do naszych kin, bo nazwiska na pudełku z płytą to hollywoodzka pierwsza liga, od producenta Guillermo del Toro poczynając, na Channingu Tatumie, Ronie Perlmanie i Zoe Saldanie kończąc. Zrealizowana przez Jorge’a Gutierreza "Księga życia" zanurzona jest w meksykańskim folklorze, niezupełnie u nas znanym, ale nie stanowi to żadnej przeszkody w odbiorze tej pięknej, skrzącej kolorami animacji, która opowiada jednak dość schematyczną historię. O ile jednak fabularnie nie czekają na widza, nawet tego najmłodszego, żadne niespodzianki, tak studio Reel FX Animations rehabilituje się za nieudanych "Skubanych". "Księga życia" to jedna z najładniej prezentujących się kreskówek dekady. Szczególna w tym zasługa także nieopatrzonej kreski, nieprzypominającej tej charakterystycznej disnejowskiej, oraz samego klimatu: nieco mrocznego, hipnotyzującego feerią barwnych świateł. Czuć tutaj rękę del Toro, który, jak można podejrzewać, miał w snuciu tej opowieści niemały udział.
@RY1@i02/2015/132/i02.2015.132.196000800.810.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu