Zrozumieć rynek
Dla uprzywilejowanych grup zasobnych w kapitał to, co racjonalne dla gospodarki, często oznacza naruszenie ich interesów
@RY1@i02/2015/132/i02.2015.132.00000240a.803.jpg@RY2@
Janem Toporowskim
Co pan teraz czyta?
Odkryłem niedawno pisma ekonomisty Emila Lederera. Lederer miał ciekawe życie. Urodził się w 1882 r. w Czechach, studiował w Wiedniu, w czasach weimarskich pracował w Niemczech, skąd uciekł przed Hitlerem do Ameryki. I tam aż do śmierci w 1939 r. był pierwszym rektorem istniejącej do dziś renomowanej New School for Social Research.
Czyli Austriak?
Dziś, mówiąc "szkoła austriacka", mamy na myśli radykalnie wolnorynkową tradycję Karla Mengera, Ludwiga von Misesa i Friedricha Augusta von Hayeka. Ale trzeba pamiętać, że to był tylko jeden z nurtów. Bo Wiedeń przed wybuchem I wojny światowej to było prawdziwe centrum ekonomii.
A Lederer do jakiej szkoły należał?
Był raczej socjaldemokratą. Obracał się w kręgach takich ekonomistów, jak bezlitosny krytyk kapitalizmu Joseph Schumpeter albo późniejszy przywódca austriackiej socjaldemokracji Otto Bauer czy marksista, a w weimarskich Niemczech minister finansów, Rudolf Hilferding. W 1918 r. oni wszyscy spotkali się nawet w takiej rządowej komisji przygotowującej plan uspołecznienia austriackiej gospodarki. Plany tej komisji nigdy nie zostały jednak wcielone w życie.
A co pana w Ledererze tak mocno zafascynowało?
Jego świeże spojrzenie i krytyczny umysł. Również w stosunku do idei mu bliskich. Lederer był na przykład zafascynowany głośnym wówczas "Kapitałem finansowym" Rudolfa Hilferdinga. Sednem tamtej książki było stwierdzenie, że kartele i monopole mogą ustabilizować gospodarkę. Lederer zaczął sprawę analizować i zdołał udowodnić, że jest zupełnie inaczej. Pokazywał, że wielki biznes, owszem, stabilizuje rynki, ale tak, żeby samemu czerpać z tego korzyści. Podczas gdy efekt kartelizacji dla całej gospodarki wcale nie jest pozytywny. Kilka lat później Lederer ostro skrytykował "Ogólną teorię" Keynesa. Porównywał go do XVIII-wiecznych myślicieli takich jak Wolter czy Rousseau, którzy uważali, że wystarczy pokazać, co jest racjonalne, a reszta świata po prostu pójdzie tą drogą. Takie patrzenie na gospodarkę było - zdaniem Lederera - zbyt idealistyczne. Bo nie bierze pod uwagę realiów. A więc istnienia uprzywilejowanych grup zasobnych w kapitał, dla których to, co racjonalne dla gospodarki, oznacza naruszenie ich interesów. Zrobią więc wszystko, by takim racjonalnym decyzjom zapobiec.
Czy teksty, o których pan mówi, to tylko taka interesująca ekonomiczna archeologia, czy też możemy z nich wyciągnąć coś dla czasów współczesnych?
Bez wątpienia możemy znaleźć coś, co da się bezpośrednio odnieść do obecnej sytuacji. Gdy idzie o ekonomię, to czasy przed II wojną światową i dziś są do siebie bardzo podobne.
Dlaczego?
Mam wrażenie, że zarówno przed kryzysem lat 30., jak i tym 2008 r. debata ekonomiczna uległa pewnej iluzji. A kapitalizm mocno idealizowano. Tak, jakby nic a nic się nie zmieniło od wczesnego XIX wieku.
A zmieniło się?
Oczywiście. Ma to związek zwłaszcza ze sposobem finansowania działalności gospodarczej. Mniej więcej do połowy XIX wieku głównym zmartwieniem przedsiębiorców było ciągłe refinansowanie krótkoterminowych długów. Wiek XX to zmienił. Rozwinął się rynek kapitałowy i rozkwitło finansowanie długoterminowe. To zmieniło strukturę kapitalizmu. Nieprzypadkowo rządzą nią dziś wielkie korporacje. One nie są wielkie z powodu swojej konkurencyjności tylko dlatego, że mają najlepszy dostęp do rynku kapitałowego. To zmienia przebieg i skutki kryzysów finansowych. A tacy autorzy jak Lederer próbują ten fenomen zrozumieć.
@RY1@i02/2015/132/i02.2015.132.00000240a.804.jpg@RY2@
wojtek górski
Jan Toporowski profesor ekonomii i finansów Uniwersytetu Londyńskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu