Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Leski, czyli Paweł Leszoski, na muzycznym rynku obecny jest od kilku lat, ale na pełnoprawny debiut zdecydował się dopiero teraz. Swój pierwszy solowy krążek "Splot" wypełnił autorską muzyką, tekstami, a do tego materiał współprodukował. Śpiewa, poza tym gra na gitarze, banjo, ukulele i klawiszach. W każdym elemencie sprawdził się przynajmniej przyzwoicie i dzięki temu jego "Splot" jest ciekawą folkpopową propozycją na naszym podwórku. Mnie oczarowały jednak nie skądinąd też urokliwe spokojne, akustyczne momenty tego albumu, ale elektroniczne fragmenty ze zmieniającym się w trakcie piosenki klimatem. Takie są chociażby "Lubię takie gry" i "Z prądem". Smaczków dodaje płycie "Splot" użycie takich instrumentów jak gitara pedal steel, kontrabas, wurlitzer, pianino czy dęciaki. Jak dla mnie ten materiał jest momentami za bardzo wygładzony, bez pazura, otulający, a nie budzący niepokój. Ale fani delikatnego indie folku w stylu Jose Gonzaleza powinni być zadowoleni. Słowem: przyzwoite dźwięki środka znad Wisły.

@RY1@i02/2015/117/i02.2015.117.196000800.803.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Podobnie jak wspomniany obok Leski Jamie XX na scenie nie pojawił się przed chwilą. Londyńczyk obecny jest na niej od dobrych 10 lat. Jego doświadczenie jest ogromne, bo przecież nagrał kilka płyt z zespołem The XX, do tego wydał znakomity krążek "Were New Here", na którym zremiksował płytę legendy soul Gila Scotta-Herona. Teraz Jamie XX wypuścił "In Colour", prezentując swoje szerokie możliwości kompozycyjno-producenckie. Urzekające spektrum okołoklubowych dźwięków zmieszane z balladowym klimatem otrzymało sporo bardzo dobrych recenzji w prestiżowych magazynach muzycznych. Krążek przyzwoicie też radzi sobie na listach przebojów, szczególnie tych ze słowem "dance" w nazwie. Jednak określenie "In Colour" jako "dance" nie oddaje pełni umiejętności i horyzontów muzyka. Elektronika spod ręki Jamiego nie sprawdzi się co prawda w każdej sytuacji, ale kiedy pozwolicie sobie późną nocą na chwilę odpłynięcia od rzeczywistości, najlepiej w słuchawkach, to "In Colour" będzie doskonałym soundtrackiem. 4 listopada Jamie XX wystąpi w Warszawie.

@RY1@i02/2015/117/i02.2015.117.196000800.806.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

To jedna z tych płyt, które już od pierwszych dźwięków nie pozwalają słuchaczowi wyjść z ich szponów. Następnie trzymają do samego końca i jeszcze wiele chwil po ostatnim takcie. Debiut amerykańskiej kapeli Algiers może być odkryciem tego roku. Ich strona internetowa wygląda jak tablica informacyjna organizacji walczących z rasizmem, nierównością społeczną, finansową i wszelką inną. Teksty i muzyka też mają buntowniczy charakter. Algiers brzmią, jakby śpiewając gospel, chcieli zaistnieć na punkowej scenie. Nazywanie tego, co grają, nie ma sensu, bo znajdują się tu nawiązania do niemal wszystkiego, co wymyślono w muzyce (może poza szantami), ale jednocześnie ich materiał jest niezwykle świeży. Swoją każdą piosenkę trio wykonuje tak, jakby zaraz miał nastąpić kres naszej cywilizacji. Drapieżnością i ekspresją mogą przypominać Henryego Rollinsa i jego Black Flag. Z tym że Algiers dokłada do wściekłości soul, funk, szamanizm, industrial, elektronikę. Doskonały materiał, który może wróżyć Algiers sporą karierę.

@RY1@i02/2015/117/i02.2015.117.196000800.107.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Owocem artystycznego sojuszu, jaki zawiązali Tim Sale i Jeph Loeb, są jedne z najciekawszych pozycji na rynku ostatnich dwóch dekad. "Daredevil: Żółty", mimo że nie ma porównania do arcydzieł pokroju "Długiego Halloween", to lektura godna uwagi, choć wydawać by się mogło, że kolejny powrót do korzeni Diabła z Hells Kitchen jest zbędny. Loeb i Sale nie dość, że przyjmują skrajnie subiektywną perspektywę, to jeszcze przedstawiają historię narodzin nowojorskiego superbohatera jako rozbudowaną retrospektywę. Zabieg ten prowadzi do luźnych rozważań historiozoficznych na temat amerykańskiego komiksu jako takiego. Refleksje Matta Murdocka na temat minionych lat - bo niegdyś poprzebierane zbiry nie zabijały - to także spojrzenia Loeba na to, co w komiksie było i bezpowrotnie minęło. Choć czy na pewno bezpowrotnie? "Daredevil: Żółty" ściera pulpową naiwność z nostalgiczną nutą. I potrzeba talentu na miarę Loeba, żeby balansować na krawędzi naiwnej śmieszności i żenującego patosu, a nie popaść w żadne.

@RY1@i02/2015/117/i02.2015.117.196000800.808.jpg@RY2@

Bartosz Czartoryski

O świecie amerykańskiego futbolu z przymrużeniem oka. Legendarny zawodnik Spencer Strasmore (Dwayne Johnson, znany m.in. z "Szybkich i wściekłych") kończy sportową karierę, ale nie zamierza kończyć z kasą. "Obecnie marzę o forsie i kontraktach" - odpowiada, pytany, czy nie tęskni za nokautowaniem na boisku. Słowa natychmiast zmienia w czyn: Spencer zostaje menedżerem młodszych zawodników. W świecie sportu bywa i słodko, i gorzko. Czasem jest po prostu zabawnie. Pod luksusowym słońcem Miami nie brakuje konfliktów, plotek i przekrętów. Serial pokazuje kulisy życia gwiazd jednej z najpopularniejszych dyscyplin sportu w Ameryce. W ich świecie widzimy nieprzebrane bogactwo, ale jest też presja, której ulegają nawet najtwardsi. Pomysłodawcą i producentem 10-odcinkowego serialu HBO jest Steve Levenson, odpowiedzialny wcześniej za "Ekipę" i "Zakazane imperium".

@RY1@i02/2015/117/i02.2015.117.196000800.809.jpg@RY2@

HBO

MW

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.