Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Chcesz być Amundsenem czy Scottem

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Obaj w tym samym czasie chcieli zdobyć biegun południowy. Dlaczego tylko jednemu z nich się udało?

Rafałem Górskim

A panu do czego potrzebne są książki?

Czytam je, żeby ciągle wyprowadzać się ze strefy komfortu. Mam wrażenie, że po pewnym czasie każdy z nas - niezależnie od tego, czym się zajmuje - ląduje w takim swoim okopie. A tu idzie o to, żeby nie mylić krawędzi tego okopu z linią horyzontu. I właśnie po to są książki.

Jakieś przykłady?

Dokładnie taką książką są "Wielcy z wyboru" Jima Collinsa i Mortena Hansena (wydana po polsku w roku 2013 przez MT Biznes - aut.). To opowieść o budowaniu firm zdolnych przetrwać czas niepewności i zawirowań. Autorzy przez dziewięć lat badali wyniki spółek giełdowych i zastanawiali się, dlaczego jednym udało się przetrwać kryzysy, a innym nie.

Czy odkryli tajemnicę sukcesu?

Stworzyli zestaw rekomendacji, który da się zastosować nie tylko do biznesu, ale do różnego rodzaju organizacji. Bo to książka bardzo uniwersalna, o czym świadczy już sam jej początek, czyli opowieść o słynnym wyścigu na biegun południowy, który podjęli sto lat temu Roald Amundsen i Robert Scott. Obaj wyruszyli w tym samym czasie i mieli takie same warunki naturalne. Ale to Amundsen dotarł do celu pierwszy. A Scott nie dość, że przegrał, to zmarł w drodze powrotnej. I to nie był przypadek. Obaj polarnicy zastosowali zupełnie odmienne strategie. Amundsen wziął psy pociągowe, Scott uparł się przy kucykach islandzkich, które kompletnie nie sprawdziły się w warunkach bieguna. Amundsen korzystał ze zwykłych sań, Scott z sań motorowych, które się szybko popsuły. Te różnice doprowadziły do tego, że jednemu się udało, a drugiemu nie.

Wróćmy jednak z bieguna...

Zdaniem autorów "Wielkich..." można stworzyć kilka zasad pomagających w osiągnieciu wybitności. Jedna z nich to rola lidera, który musi posiadać wielkie ambicje. Ale jego potężne ego powinno służyć większej sprawie niż tylko jemu samemu. Bo tylko w takim wypadku organizacja wygra.

A inne wskazówki?

Zasada 20-milowego marszu. To znów odwołanie do wyprawy na biegun. Amundsen pokonywał codziennie - niezależnie od pogody - ten sam dystans. Scott dopasowywał go do pogody. W efekcie przesadzał i brakowało mu sił, gdy warunki się pogarszały. Podobnie z firmami. Te wybitne potrafią robić swoje niezależnie od okoliczności. Słabe nie potrafią zachować równowagi. Albo zasada: najpierw pocisk, potem wystrzał z armaty.

Czyli?

Trzeba analizować pomysły na niskim poziomie kosztów lub inwestować, poczynając od małych projektów. A dopiero potem strzelać, czyli lokować w nich wielkie środki. U Collinsa i Hansena liczy się też stopa zwrotu ze szczęścia.

A to co takiego?

Przy budowaniu organizacji liczą się nie tylko szczęście i pech, te doświadczenia są udziałem wszystkich. Kluczowe jest pytanie o to, jak potrafisz wykorzystać czasy dobrej i złej koniunktury. To odróżnia zwycięzców od pokonanych.

Te wskazówki brzmią bardzo ambitnie.

Ja bym sobie życzył, by takie książki czytali wszyscy. Bo zawarte w niej rekomendacje da się zastosować wszędzie: w szpitalu, urzędzie, biznesie i polityce. To jest droga do samodoskonalenia i droga do lepszego państwa.

@RY1@i02/2015/117/i02.2015.117.00000280a.802.jpg@RY2@

Piotr Skubisz/INSPRO

Rafał Górski społecznik, prezes Instytutu Spraw Obywatelskich (INSPRO)

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.