Pobudzać bez słów
Nie wiem, czy jest sens ją wznawiać, bo z muzyką instrumentalną jest u nas bardzo cienko. Jak koledzy wydają jakieś swoje gitarowe płyty, to tysiąc, dwa tysiące się sprzeda, to tak, jakbym w domu nagrał sobie demówki i puszczał swoim znajomym. Co prawda kilka z tych utworów jest znanych u nas w kraju, ale nie wiem, czy ma to sens" - powiedział kilka lat temu magazynowi "Gitarzysta" Ryszard Sygitowicz o swoim krążku "Bez grawitacji" z połowy lat 80. Na szczęście wydawnictwo specjalizujące się we wznowieniach polskich perełek muzycznych sprzed lat, GAD Records, zdecydowało się przypomnieć "Bez grawitacji". Materiał właśnie ukazał się na CD i zawiera nie tylko piosenki z pierwszej edycji płyty, w wersji winylowej, z 1985 roku. Znalazły się tu również cztery numery dodatkowe. Swego czasu "Bez grawitacji" odniosło duży sukces. Płyta miała znakomite recenzje w Stanach i na Wyspach sprzedała się w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy, co dzisiaj jak na muzykę instrumentalną w Polsce wydaje się wynikiem niebotycznym. Materiał ugruntował pozycję Sygitowicza jako świetnego instrumentalisty i kompozytora. Największą karierę zrobiła kompozycja "Cavalcado" zanurzona w latynoskiej stylistyce, powstała pod wpływem inspiracji Ala di Meoli. Numer radził sobie dobrze na liście przebojów Trójki. Piosenki powstawały w trakcie czterech sesji radiowych w latach 1983 -1984. Płytę nagrali z nim m.in. basista współpracujący z Marylą Rodowicz, Arkadiusz Żak, związany z Perfectem Wojciech Morawski oraz doskonały saksofonista jazzowy Zbigniew Namysłowski.
Sygitowicz grał w Perfekcie jeszcze przed wydaniem solowego albumu. Współpracował też m.in. z Rodowicz i Haliną Frąckowiak. Po wydaniu "Bez grawitacji" grał w Stanach, tam też wypuścił swoją płytę "Witajcie w USA" z udziałem Krzysztofa Krawczyka. W 1989 roku, w Polsce, ukazał się trzeci krążek "Nikt nie woła", który jednak nie powtórzył sukcesu "Bez grawitacji".
W cytowanych na początku słowach muzyk mówi co prawda o kruchym rynku muzyki instrumentalnej w Polsce, ale warto zauważyć, że od dobrych kilku dekad pojawiały się i wciąż pojawiają u nas ciekawe rodzynki na okołorockowym, instrumentalnym polu. W latach 60., kiedy popularność zyskał bigbit, instrumentalną muzykę wykonywały chociażby Tajfuny, grające w klimacie The Shadows. Wybitny kompozytor filmowy Andrzej Korzyński miał zespół Ricercar 64. Instrumentalnie grali też Pesymiści, później wciąż istniejący Krzak czy Exodus. Dzisiaj też nie brakuje uprawiających instrumentalne granie kapel, wystarczy wspomnieć Tides From Nebula i zwycięzców "Must be the Music" z Besides.
@RY1@i02/2015/103/i02.2015.103.196000600.803.jpg@RY2@
ARCHIWUM RYSZARDA SYGITOWICZA
@RY1@i02/2015/103/i02.2015.103.196000600.804.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu