W wolnej chwili
Swój poprzedni album duński zespół MEW nazwał "No More Stories Are Told Today, I’m Sorry They Washed Away // No More Stories, The World Is Grey, I’m Tired, Let’s Wash Away". Teraz poszli po rozum do głowy i nowy krążek otrzymał bardziej przystępnej długości tytuł "+ -". MEW wypełnili go przyzwoitym rockowym graniem. Jest tu kilka ciekawych numerów, chociażby indierockowy szybki "Witness". Wciągające są "Clinging to a Bad Dream" ze zmiennym klimatem, który momentami przypomina dokonania Pet Shop Boys, oraz przestrzenny "Making Friends". Gitarowym maniakom spodoba się "My Complication", w którym można usłyszeć gitarzystę Bloc Party Russella Lissacka. Wrażenie robi szybka końcówka "Rows", choć rozciągnięty do ponad 10 minut numer wydaje się o połowę za długi. Niestety w odbiorze tego krążka przeszkadzają przesłodzone poprockowe balladki typu "The Night Believer". Zdaje się, że materiałem "+ -" MEW nie zawojują list przebojów, ale też nie mają się specjalnie czego wstydzić. Pytanie, czy wydanie nieco ponad przeciętnej płyty ich satysfakcjonuje. Słuchaczom porządnego indie rocka pewnie to nie wystarczy.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.196000800.806.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Vintage’owy klawisz Roland TR-626, którego używał chociażby Vangelis. Micromoog z lat 70. Syntezator ARP Quartet, na którym dźwięki kreowali m.in. Massive Attack. To niektóre z analogowych klasycznych sprzętów, których na swojej debiutanckiej płycie użył duet Bye Bye Butterfly. Tworzą go Ola Bilińska (grywała m.in. z Babadag) oraz Daniel Pigoński (ex-Pustki). Nie nagrali jednak "Do Come By" sami, bo w studiu wspomagali ich chociażby Maciej Cieślak na gitarach i Paweł Szpura na perkusji. Ich muzyczne krajobrazy przepełnione są analogowymi dźwiękami, które tworzą lekko psychodeliczny, rozmarzony klimat. Ola Bilińska okrasza go swoim onirycznym wokalem i tekstami po angielsku. Nie ma co się oszukiwać, że ten materiał trafi do szerokiego grona odbiorców. Zapewne tak nie będzie, choć nie oznacza to, że Bye Bye Butterfly nie zasługuje na uwagę. Poszukiwacze muzycznej alternatywy opartej na analogowym elektronicznym delikatnym brzmieniu powinni się w tym krążku zakochać. A takie numery jak klimatyczna ballada "Apple Tree" na długo zostaną im w pamięci.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.196000800.807.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
David Cronenberg pokazuje Hollywood rysowane grubą krechą, nietrudno uwierzyć, że ta niby-wykoślawiona wizja bliska jest prawdzie. Kanadyjski reżyser, który dawno już porzucił pokręcone horrory na rzecz dalszych poszukiwań twórczych, niby kąsa boleśnie, ale portretuje oczywistości. Niewykluczone, gdyż to twórca przebiegły, że świadomie i prowokacyjnie, bo stylu nie da mu się odmówić. "Mapy gwiazd" - okraszone skądinąd znakomitymi występami aktorskiego grona reprezentującego parę pokoleń, portretującego kolejne hollywoodzkie typy - trudno jednak traktować inaczej jak żart, i to niezbyt wysublimowany. Fabularna różnorodność filmu - każda postać ma tutaj swoje kilkanaście minut, choć ścieżki wszystkich splatają się co i rusz - skutkuje serią swoistych skeczy, nierzadko całkowicie odmiennych klimatem. Obok satyry na show-biznes są tutaj i paranoiczne rojenia, i rodzinne kłótnie, a ten schizofreniczny miszmasz potrafi być cokolwiek konfundujący. Nie wyszło, choć to próba odważna, ale ostrze satyry czasem bywa tępe.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.196000800.808.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
"Jedną z największych wartości tego tekstu jest jego otwartość. To nowy rodzaj dramaturgii" - powiedział reżyser spektaklu "Walizka" Wawrzyniec Kostrzewski. Autorką tekstu jest Małgorzata Sikorska-Miszczuk. Główny bohater sztuki przemierza drogę z domu do Muzeum Zagłady. Na jednej z walizek z jego zbiorów, pochodzącej z obozu Auschwitz, znajduje podpis własnego ojca, który zginął w obozie. To wydarzenie prowokuje bohatera do rozliczenia się z własną przeszłością, powrotem do dzieciństwa. Jego historię śledzą tajemniczy Narrator oraz Automatyczna Sekretarka. Grająca ją Marta Król powiedziała o sztuce: "Ten spektakl pokazuje, że nie znając prawdy o swoim pochodzeniu, nigdy nie poznamy prawdy o sobie. Poza tym pokazuje on temat Zagłady z innego punktu widzenia - groteskowego, miejscami humorystycznego. Jednak forma i dowcip nie ujmują tematowi powagi, wręcz przeciwnie, sprawiają, że odbieramy go jeszcze mocniej".
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.196000800.809.jpg@RY2@
PAT
WP
Wydając w 2012 r. powieść "Trafny wybór", J.K. Rowling chciała ostatecznie odciąć się od Harry’ego Pottera i udowodnić, że potrafi pisać dla dorosłych. Nie miało znaczenia, że krytycy przyjęli książkę z umiarkowanym entuzjazmem, nazwisko autorki zrobiło swoje. Wydawca zaoferował Rowling 3 mln funtów zaliczki, a fabuła powieści do ostatniej chwili była trzymana w ścisłej tajemnicy. "Trafny wybór" wkrótce stał się bestsellerem. Prawa do jego ekranizacji zakupiły stacje BBC One i HBO. Ta ostatnia wyemituje trzyczęściowy miniserial na podstawie powieści Rowling. Ci, którzy spodziewali się rozrywki skrojonej na potrzeby dorosłego widza, musieli się rozczarować. Akcja toczy się niespiesznie, bohaterowie odzywają się rzadko. Pozostaje cieszyć oko krajobrazami angielskiego Pagford. Domyślamy się jednak, że wszędobylska sielskość to tylko fasada. W miasteczku żyją "równi i równiejsi", a miejscowi świętoszkowie nie kierują się altruizmem.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.196000800.810.jpg@RY2@
HBO
MW
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu