Szukali Graala, to go znaleźli
Raz na jakiś czas pojawia się książka, która stawia sobie za cel znalezienie Graala. Co w ekonomii oznacza odpowiedź na pytanie, dlaczego - u licha! - jedni są obrzydliwie bogaci, a inni biedni jak myszy kościelne. "Dlaczego narody przegrywają" - zastanawiają się Daron Acemoglu i James A. Robinson.
By wybrać się na takie poszukiwania, trzeba już coś w branży znaczyć. Robiąc to śmiałek siłą rzeczy stawia się w jednym szeregu ze zgłębiającymi ten temat gigantami, jak Smith, Monteskiusz i Weber. Acemoglu i Robinson mają potrzebny do tego wyzwania format. Ten pierwszy od lat robi w amerykańskiej ekonomii dużą karierę, której najważniejszym etapem był (jak dotąd) "mały nobel", medal im. Johna Batesa Clarka - wyróżnienie przyznawane najbardziej obiecującemu ekonomiście przed czterdziestką. Robinson z kolei uczy na Harvardzie i specjalizuje się w tematyce ekonomii rozwoju. Próba zmierzenia się przez to duo z tym tematem została w ekonomicznym światku przyjęte z dużym zainteresowaniem. "Dlaczego narody przegrywają" stało się jednym z branżowych wydarzeń 2012 r.
Bo to jedna z tych pozycji zdolnych zadowolić zarówno laika, jak i czytelnika w historię gospodarczą już trochę wciągniętego. I jeden, i drugi zagłębiając się w jej kolejne rozdziały (ponad 500 stron!), zawyje z intelektualnej rozkoszy. Bo Acemoglu i Robinson niczym wart wszystkich pieniędzy przewodnik zabiorą go w niezapomnianą podróż. Do pierwszej angielskiej osady w Ameryce Północnej Jamestown, do miasta Mbanza (dzisiejsze Kongo), które było w XV w. większe od Londynu albo do starożytnego Rzymu usiłującego skolonizować wyspy brytyjskie. I jak na dobrego przewodnika przystało, opowiedzą o tych miejscach i czasach dokładnie tyle, ile czytelnikowi będzie potrzebne. Tak, by nie przytłoczyć go nadmiarem informacji, a jednocześnie pozostawić w poczuciu głębokiego zadowolenia, że jednak czegoś nowego się dzięki tej książce dowiedział.
Do samej warstwy "reporterskiej" zastrzeżeń mieć nie można. Tylko że Acemoglu i Robinsonowi to nie wystarcza. Oni naprawdę chcą znaleźć Święty Graal ekonomii. I nie może to być tego Graala jakieś ogólne mgliste wyobrażenie. Nie, oni chcą go dokładnie opisać i postawić sobie w gablocie przed wejściem do swoich gabinetów. Dlatego najpierw rozprawiają się ze wszystkimi dotychczasowymi wyjaśnieniami problemu biedy i bogactwa. Odrzucają po kolei tezy o różnicach geograficznych czy kulturowych, za pomocą których często wyjaśniano nowoczesność jednych i zacofanie innych. Nie przekonuje ich też teza o ignorancji (o braku postępu decyduje brak odpowiedniej ekspertyzy). Dla Acemoglu i Robinsona Świętym Graalem ekonomii są (uwaga, uwaga)... instytucje.
To strzał z ich strony dosyć bezpieczny. Ekonomia instytucjonalna to dziedzina tak pojemna, że coś dla siebie znajdą tu wszyscy. Liberałowie zwrócą uwagę, że bogactwo rozwinęło się tam, gdzie władcy zaczęli się liczyć z realiami rynku. Lewicę zachwyci, gdy autorzy odetną się od instytucji opartych na wyzysku. Dla każdego coś miłego. I pewnie tak z tą książkę miało być. Ona nie lubuje się w tworzeniu wątpliwości. Wszystko tu do siebie pasuje i wszystko ze sobą składa. Mieli znaleźć Graala? To go znaleźli!
@RY1@i02/2015/050/i02.2015.050.00000280b.802.jpg@RY2@
Daron Acemoglu, James A. Robinson, "Dlaczego narody przegrywają", Zysk i S-ka, Poznań 2014
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu