W wolnej chwili
Kolejna bardzo ciekawa płyta cyklu "Z Archiwum Polskiego Radia". Tym razem przenosimy się do czasów narodzin polskiego rock’n’rolla, początku lat 60. Big Beat Sextet, Czerwono-Czarni, Dzikusy, Niebiesko-Czarni, a do tego wybitni wokaliści: Czesław Niemen, Karin Stanek, Helena Majdaniec i Michał Burano. To niektórzy z artystów, których można usłyszeć na tym krążku. Łącznie znalazły się tu 22 kompozycje. Wydawnictwu towarzyszy też obszerna książeczka z opowieściami o muzyce i gwiazdach tamtego czasu. Najciekawsze są w tym zestawie covery klasyków. I tak słyszymy w polskich wersjach takie przeboje jak "Tutti Frutti" (wydaje się, że śpiewająca ten numer Karin Stanek nauczyła się angielskiego ze słuchu), "One Way Ticket to the Blues" czy "The Locomotion". Tę ostatnią, znaną obecnie chyba najbardziej z wersji Kylie Minogue, wykonuje tutaj sam Czesław Niemen w towarzystwie Niebiesko-Czarnych. Tym, którzy pamiętają tamte czasy, i tym, którzy pasjonują się polskim big-beatem, krążek da wiele wzruszeń.
@RY1@i02/2015/025/i02.2015.025.19600080a.811.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Chicagowska dzielnica West Side od lat słynie z ogromnej przestępczości, ale też doskonałej muzyki. Tam wychowywali się tacy giganci jak Benny Goodman czy Howlin’ Wolf. Tam też na przełomie lat 80. i 90. dorastał raper Lupe Fiasco. Muzyk zadebiutował w 2006 r. dobrze przyjętym przez krytykę i znakomicie radzącym sobie w sprzedaży w Stanach albumem "Food & Liquor". To pozwoliło mu podjąć współpracę m.in. z Kaynem Westem i Pharellem Williamsem. W 2008 r. wraz z Jill Scott otrzymał nagrodę Grammy za piosenkę "Daydreamin’". Teraz wypuścił swój nowy, piąty krążek "Tetsuo & Youth". Gościnnie pojawili się na nim m.in. Nikki Jean i Guy Sebastian. W części lirycznej Fiasco wypełnił go opowieściami o wspomnianej dzielnicy. Nie brakuje w nich ostrych wypowiedzi na temat rasizmu. Muzycznie materiał może nie jest tak przebojowy jak jego poprzednie krążki, ale za to bardziej spójny i wciągający. Lupe ciekawie bawi się bitami, korzystając m.in. ze smyczków.
@RY1@i02/2015/025/i02.2015.025.19600080a.812.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Techland, specjaliści od gier z zombi, nadal do celu idą po trupach. I dobrze, bo ich najnowsza gra, wyczekiwane "Dying Light" to liga wyżej niż przeciętne "Dead Island", które skądinąd pozwoliło wrocławskiej firmie zaistnieć na światowym rynku.
Fabuła jest prosta. Odizolowane od reszty świata miasto Harran dotknięte jest chorobą, która zmienia ludzi w zombi. Bohaterem "Dying Light" jest agent specjalny mający zinfiltrować Harran i odszukać tajne dokumenty. Napotyka tam całe zastępy umarłych.
Gra nie polega jednak na strzelaniu do wszystkiego, co się rusza, ale wymaga rozsądnego podejścia do sprawy, bowiem czynniki zewnętrzne - jak pogoda, ukształtowanie terenu, natężenie hałasu - wpływają na kondycję zombi i należy każdy atak planować z odpowiednim wyprzedzeniem. Do dyspozycji oddano nam spore miasto i to pośród plątaniny uliczek będziemy walczyć o przetrwanie. Oczywiście można też postrzelać się ze znajomymi po sieci, wydłużając termin przydatności gry, a nawet połazić jako żywy trup. Polak faktycznie potrafi.
@RY1@i02/2015/025/i02.2015.025.19600080a.813.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
Scott Snyder ostatnio błądzi niczym dziecko we mgle, podejmując w prowadzonych przez siebie seriach dziwaczne decyzje scenariuszowe, manifestując zamiłowanie do pustych ekstrawagancji. Dlatego też wielu postawiło na nim krzyżyk. Jak się okazuje, niesłusznie. "Przebudzenie", będące miksem motywów charakterystycznych dla zafascynowanego morskimi głębinami kina SF końca lat 80. z klimatem zbieżnej z popularnymi seriami frankofońskimi, jest chyba najlepszym komiksem w karierze amerykańskiego scenarzysty.
Fabuła toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych: dzisiaj, kiedy doktor Lee Archer i inni członkowie ekipy badają niecodzienne znalezisko w ukrytej na dnie oceanu bazie; i za kilkaset lat, już po globalnej katastrofie i zalaniu prawie całej kuli ziemskiej falami słonej wody. "Przebudzenie" rozpoczyna się jak rasowy horror, aby w drugim akcie przedzierzgnąć się w przygodę bliską opowieściom awanturniczym. Rzecz z najwyższej półki.
@RY1@i02/2015/025/i02.2015.025.19600080a.814.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
Opowiedzieć o współczesnym rynku muzycznym w stylu tragedii Williama Shakespeare’a "Król Lear". Taki był pomysł twórców serialu "Imperium". Wśród nich znalazł się m.in. reżyser "Pokusy" i "Kamerdynera" Lee Daniels. Głównym bohaterem jest tu szef wpływowej wytwórni, legenda hiphopowej sceny Lucious Lyon (gra go Terrence Howard). O wpływy w jego imperium i jego przejęcie walczy trójka synów Lyona: ambitny Andre, rozpieszczony Hakeem z ogromnym złotym kajdanem na szyi i utalentowany Jamal. Poza rodzinnymi problemami fabułę wypełnia sporo muzyki, za którą odpowiada Timbaland. Sporo osób ze sceny muzycznej znalazło się też w obsadzie. Zobaczyć można m.in. Macy Gray i Courtney Love, a oprócz tego chociażby Naomi Campbell. Serial zyskał sporą publikę w Stanach, już zapowiedziano jego drugą serię. U nas na pewno spodoba się fanom hip-hopu, ale tym, którzy reagują na ten gatunek alergią pewnie trudno będzie pozostać przy nim na dłużej.
@RY1@i02/2015/025/i02.2015.025.19600080a.815.jpg@RY2@
FOX
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu