Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

VW, możesz załatwić Ala Gore’a!

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Volkswagenem passatem

W Alpach szwajcarskich jest taki kurort, z którego raz do roku wygania się wszystkich narciarzy tylko po to, aby banda paru tysięcy wariatów mogła zorganizować sobie imprezę pt. Światowe Forum Ekonomiczne. Ludzie ze złotymi rolexami na nadgarstkach i opatuleni Ermenegildo Zegną, z zatroskanymi minami sączą w Davos 30-letniego Hennessyego, słuchają Bocelliego na żywo i zastanawiają się, ile kukurydzy wyślą w tym roku etiopskim dzieciom. Te parę tysięcy mieszkańców Ziemi zna odpowiedzi na wszystkie pytania nurtujące pozostałe sześć miliardów. Więcej - ci ludzie wiedzą nawet, co nęka samą Ziemię. Choć planeta przeżyła bez najmniejszej pomocy ze strony człowieka 4,54 mld lat, to oni chcą ją "ratować". Przed czym? - Przed zmianami i ociepleniem klimatu! - wykrzyczał z mównicy znany amerykański ekolog hochsztapler Al Gore. Zrobił to w miejscu, gdzie jutro w nocy ma być -16 stopni, a miejscami leży ponad metr śniegu. To jednak - jeżeli dobrze go zrozumiałem - zdecydowanie za mało. Szwajcarzy pilnie potrzebują jeszcze większych mrozów i jeszcze więcej białego świństwa spadającego z nieba. Bez tego ich gospodarka padnie i zostaną zjedzeni przez ciepłolubne lwy, które pojutrze opuszczą kenijską sawannę i pojawią się na ulicach Zurichu.

Obawiam się, że w rzeczywistości jedyną rzeczą, przed którą naprawdę należy chronić Ziemię i jej mieszkańców, są wariaci opowiadający takie brednie. I właśnie zyskałem koronny dowód na to, że ani trochę nie można im ufać. Otóż na lotnisku pod Davos w ostatnich dniach wylądowało 1,7 tys. prywatnych odrzutowców, na pokładzie których znajdowało się 1,7 tys. bojowników o Ziemię. W tym ich generał Al Gore. Aby w świetle fleszy nawoływać świat do ograniczenia emisji dwutlenku węgla, wybrał się w liczącą 12 tys. km podróż gulfstreamem spalającym 360 galonów paliwa na godzinę. Żeby wytknąć nam, że mordujemy niewinne misie polarne i małe śliczne foczki, były prezydent USA zużył około 20 tys. litrów benzyny i wyemitował do atmosfery milion miliardów ton CO2. Sorry, panie Gore. Gdyby naprawdę był pan tym, za kogo się uważa, dopłynąłby pan do Genui kajakiem, a pozostałe 380 km pokonał na rowerze. A co naprawdę znaczy "ocieplenie klimatu", poczuje pan dopiero w piekle.

Już mi lżej, więc mogę spokojnie przystąpić do opisywania najnowszego volkswagena passata. Zawsze uważałem ten model za wybitnego przedstawiciela klasy średniej: miał wszystko na swoim miejscu, nie można było odmówić mu solidności, dopracowania etc. Jednym słowem, wszystko, co sądzimy o Niemcach, zawierało się w tym jednym samochodzie: pracowitość, zdyscyplinowanie, jakość i porządek. A także spektakularna wręcz brzydota i nuda. Od patrzenia na wszystkie dotychczasowe passaty dostawałem mdłości. Za jego kierownicą czułem się, jakbym siedział w grobowcu, i konałem z nudów. Słowem: kojarzył mi się z idealnym autem na ostatnią drogę. A ja się w nią nie wybierałem. I nadal się nie wybieram, choć właśnie zapragnąłem mieć passata.

Znacie to uczucie, kiedy spotykacie na ulicy całkiem atrakcyjną kobietę, która rzuca się wam na szyję, a wy zastanawiacie się, kim ona, do cholery, jest i dopiero po chwili dociera do was, że to Agata, która w ósmej klasie podstawówki ważyła 120 kg i przezywaliście ją Big Mac? No więc, podobnie jest z passatem. Przeszedł metamorfozę. Odessano mu tu i ówdzie trochę tłuszczu, sylwetce nadano miękkości i lekkości, użyto odważniejszego makijażu, zlikwidowano wytrzeszcz oczu i elegancko ubrano. Efekt jest naprawdę zdumiewający, przynajmniej w moim odczuciu. Aż miło popatrzeć! Wnętrze także - choć podobne do tego, co już wszyscy znają - pachnie świeżością. Rzecz jasna nie ma tu eksperymentów na miarę citroena, ale za to wszystko jest wybitnie czytelne, jasne i uporządkowane. A materiały wykończeniowe i jakość montażu? Cóż, nie zbliżają one volkswagena do klasy premium. On już się w niej znajduje. Sami to sprawdźcie, wsiadając najpierw do audi A4, a następnie do passata. Wówczas wnętrze tego pierwszego wyda się wam przyjemne jak lisia nora.

No i zabieramy się do jazdy, czyli czegoś, z czym passat z jednej strony nigdy nie miał kłopotów, ale z drugiej zawsze pozostawiał niedosyt polegający na tym, że było to zajęcie pasjonujące jak pielenie grządek z pietruszką. Po prostu volkswageny prowadziło się, bo się musiało. A nowego się chce. W przypadku wersji 2.0 TDI Bi-Turbo Bluemotion DSG 4Motion (przepraszam, kot przebiegł mi po klawiaturze) mamy do czynienia z 240 końmi oraz 500 niutonometrami. Efekt: 6,3 sekundy do setki. Do tego dochodzi siedmiobiegowy automat, idealnie zestrojone zawieszenie i układ kierowniczy plus napęd na cztery koła. To niebywałe, ale passat zaczął cieszyć sposobem, w jaki się porusza. W tej wersji jest konkurencją nawet dla bmw, audi i mercedesa. Ok, kosztuje sporo, bo 170 tys. zł, ale na jego podobnie wyposażonych rywali z klasy Premium wydacie przynajmniej 250 tys. zł. A i tak nie zaoferują wam tego, co najnowszy volkswagen.

Możecie w tym miejscu pomyśleć, że zachwycam się autem, które jest pospolite jak wiosenne mlecze na łące. Tak, to prawda. Przyznaję, że po raz pierwszy zapragnąłem mieć model, którym jeździ pół Polski. Ale to oznacza tylko jedno: że naprawdę musi być wyjątkowy. Tak wyjątkowy, że w przyszłym roku powinien zostać głównym samochodem wożącym uczestników szczytu w Davos. Sugeruję, by Volkswagen wykorzystał tę okazję dla dobra swojego, naszego i Matki Ziemi - wywieźcie Gorea i jego kumpli w bagażnikach gdzieś wysoko w góry i zakopcie głęboko pod śniegiem. Wszyscy zaoszczędzimy na ich idiotycznych pomysłach .

@RY1@i02/2015/015/i02.2015.015.00000130a.803.jpg@RY2@

MAT. PRASOWE

Volkswagen Passat

@RY1@i02/2015/015/i02.2015.015.00000130a.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

 szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.