W wolnej chwili
Jeśli chcecie poznać początki zespołu New Order, to ten krążek będzie idealny. Zbiera bowiem pierwsze single zespołu założonego przez członków Joy Division po samobójczej śmierci wokalisty Iana Curtisa. Materiał z lat 1981-1982 w postaci pięciu numerów pokazuje, jaką drogę obrał New Order na początku swojej kariery. Wciąż pulsuje tu silnie bas, jak w nagraniach Joy Division, ale bardzo mocno wdarła się elektronika, syntezatory. Najbardziej znanym numerem jest "Temptation" (w wersji ponad ośmiominutowej), kwintesencja synthpopowego grania New Order. Kawałek znalazł się na ścieżce dźwiękowej do filmu "Trainspotting". Epka "1981-Factus 8-1982" została niedawno wznowiona przez wydawnictwo Warner i wypuszczona w wyjątkowej, limitowanej wersji, bo na przeźroczystym winylu. Autorem okładki jest mistrz ich projektowania, stały współpracownik New Order Peter Saville, który wcześniej wykonał projekty chociażby dla Joy Divison i Roxy Music. Jego prace należą dzisiaj do kanonu muzycznych "opakowań". Wlicza się do nich także "1981-Factus 8-1982".
@RY1@i02/2015/001/i02.2015.001.19600080a.806.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Joe Sacco opowiada o Palestynie minionej, tej sprzed przeszło dwudziestu lat, ale historia ma to do siebie, że się nie starzeje. A komiksowy reportaż urodzonego na Malcie rysownika niepozbawiony jest charakteryzującej najlepsze dziennikarskie kawałki gorączkowości pozwalającej odbiorcy na nawiązanie bliskiej relacji z dziełem, które nie tyle przemawia, ile krzyczy do czytelnika. Rzecz jasna, "Palestyna" to nie tylko manifestacyjnie subiektywny raport z oblężonego lądu, lecz także dynamiczna, niepozbawiona odautorskiej refleksji, znakomita opowieść. Na dodatek poprowadzona przez Sacco z precyzją i swadą znaną z jego późniejszych - omawiany tytuł to chronologicznie jego pierwsze wydawnictwo tego typu - publikacji. Z dociekliwością godną reporterskiej pierwszej ligi autor opisuje udręki monotonnej codzienności przeżywanej przez ludność palestyńską pod syjonistycznym butem, który dociskany jest coraz mocniej, chcąc, jak sam mówi, udzielić głosu tym, którym zachodnie media zawiązały usta.
@RY1@i02/2015/001/i02.2015.001.19600080a.807.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
SackBoy powraca i to z kumplami. Trzecia część flagowej serii Sony przeznaczonej na konsole PlayStation jest zarazem pierwszą na sprzęt nowej generacji. O ile "Little Big Planet 3" nadal oferuje mnóstwo znakomitej zabawy, trudno mówić o grze bezkrytycznie, bowiem pięć godzin poświęconych na rozgrywkę to trochę zbyt mało. A jeśli ktoś chce więcej, to musi, niestety, zakupić kolejne poziomy, choć trzeba przyznać, że jest w czym wybierać. Nowe postacie obdarzone niespotykanymi dotychczas umiejętnościami tchną świeżością, a rozbudowany edytor światów pozwala na konstruowanie własnych plansz, co zawsze było cechą charakterystyczną cyklu, a zarazem jego główną atrakcją. "Little Big Planet 3", choć skromne, pozwala docenić niemały kunszt dewelopera, gdyż poszczególne etapy dopracowane są z dbałością o szczegół, zaś bogaty soundtrack zasługuje na aplauz. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że nie jest to rozrywka skrojona pod singli - choć jakąś fabułkę dla trybu jednoosobowego oczywiście dopisano - bo gra rozwija skrzydła dopiero w trybie multiplayer.
@RY1@i02/2015/001/i02.2015.001.19600080a.808.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
Kilkuletnia przerwa w produkcji "24 godzinom" nie zaszkodziła, serial wciąż trzyma się nieźle. Akcja najnowszego sezonu ma miejsce trzy lata po zajściach ósmej serii. Jack Bauer trafia do Londynu, gdzie znów musi uratować świat przed terrorystycznym zagrożeniem. Tym razem działa jednak samotnie, jest bowiem ścigany przez służby specjalne. Twórcy serialu wiedzą, jak sprawić, by fabuła w niespodziewanym momencie skręciła w nieoczywistym kierunku i jednocześnie zachować wiarygodność. Duża w tym także zasługa aktorów, zwłaszcza weteranów serii, którzy oswoili się ze swoimi postaciami do tego stopnia, że nie pozwalają im na żaden fałszywy ruch. Dzięki technicznym trikom, jak multiplikacja ekranu, możemy podglądać kilka wątków jednocześnie, ale scenarzyści zmuszają nas też do dopowiadania sobie tego, co dzieje się poza kadrem. A tam najczęściej rozgrywają się wątki dramatyczne, problemy rodzinne i moralne wątpliwości bohaterów, którzy w "24 godzinach" zawsze byli kimś więcej niż maszynami do zabijania terrorystów.
@RY1@i02/2015/001/i02.2015.001.19600080a.809.jpg@RY2@
Artur Zaborski
Guy Pearce w znakomitej roli Jacka Irisha. Bohater australijskiej serii opartej na kryminałach Petera Temple’a to doświadczony przez życie były prawnik. Jego żona została zamordowana przez jednego z jego klientów. Jack zaczyna większość czasu spędzać na wyścigach konnych i w zatęchłym barze z tymi samymi klientami przy piwie. Jego życie ponownie się zmienia, kiedy dostaje nową sprawę. Z pozoru to opowieść kryminalna, jakich wiele. Ciężko doświadczony bohater popada w alkoholizm, po czym za sprawą nowego śledztwa staje na nogi. Mimo to "Jack Irish" wciąga, głównie za sprawą świetnego aktorstwa i klimatu pokazującego, jak wygląda australijski półświatek. Obok Pearce’a można zobaczyć m.in. Steve’a Bisleya (czyli Jima Goose’a z "Mad Maxa") oraz Damiena Garveya z serialu "Rake". Do tego jest cała plejada mało znanych aktorów, warto zwrócić uwagę na genialnych staruszków w ulubionym barze Irisha, którzy oglądają stare mecze futbolu na kasetach VHS.
@RY1@i02/2015/001/i02.2015.001.19600080a.810.jpg@RY2@
ALE KINO+
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu