Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Esencja Holmesa

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Ostatnie telewizyjne spotkanie z Benedictem Cumberbatchem i Martinem Freemanem postawiło więcej pytań niż odpowiedzi. Przed premierą czwartego sezonu "Sherlocka" rozmawiamy z twórcami i scenarzystami kultowego serialu opartego na klasycznych opowiadaniach Arthura Conan Doyle’a

Trzy lata. Tak długo na nowy sezon "Sherlocka" jeszcze nie czekaliśmy.

Markiem Gatissem i Stevenem Moffatem

Mark Gatiss: Po nakręceniu zeszłorocznego odcinka specjalnego zasiedliśmy do planowania całego sezonu, lecz okazało się to niezwykle trudne z powodu zazębiających się dat. Wszyscy chcemy to dalej robić, ale ustalenie dogodnego terminu przypomina żonglerkę. Z pewnością Benedict i Martin cenią sobie elastyczność tego projektu, bo spotykamy się raz na parę lat i mogą sobie nakręcić "Doktora Strangea" czy coś innego, a potem przyjechać do nas. Ale to nadal trudne przedsięwzięcie. Obaj są świadomi tego, ile zawdzięczają "Sherlockowi", lecz każdy idzie swoją drogą i robi także inne rzeczy. Miejmy nadzieję, że jeszcze długo się nam nie odechce. Na samym początku chcieliśmu kręcić dłuższe sezony i godzinne odcinki, i cieszę się, że tak się nie stało, bo zajmowałoby to więcej czasu, a tak obaj aktorzy mogą nam poświęcić co parę lat te trzy czy cztery miesiące. Pierwszy sezon mogliśmy filmować z Benedictem i Martinem na Trafalgar Square i nikt się nimi nie interesował, nie trzeba było nawet wynajmować ochrony. Dzisiaj to niemożliwe.

Steven Moffat: Takie rzeczy nie zdarzają się często. Jeszcze parę lat temu ludzie myśleli, że Cumberbatch to zmyślone nazwisko. Dzisiaj jest chyba najpopularniejszym Anglikiem na świecie. I wydarzyło się to pewnego niedzielnego popołudnia. Półtorej godziny i był gwiazdą.

Teraz możecie chyba sobie pozwolić na zatrudnienie kogo tylko chcecie?

SM: Nie musimy szukać, bo mamy Benedicta i Martina. W nowym sezonie zagrał Toby Jones, choć rola nie była pisana z myślą o nim, ale pomyśleliśmy, że będzie pasował idealnie. I tak było!

MG: Przy castingu nie skupiamy się na tym, czy ktoś jest popularny, czy nie, to dla nas żadne kryterium. Ale za to jeśli uda nam się kogoś uczynić sławnym, to jest dopiero ciekawe.

A potem Marvel Studios tego kogoś podkradnie, tak jak Benedicta i Martina.

SM: Mocne słowa! Ale nie ja je wypowiedziałem. Sądząc po tych wszystkich nazwiskach, które mi podbierają z moich seriali, powinienem dostać od nich jakąś prowizję. Szkoda, że nas nie chcą.

Powróćmy na moment do zbliżającego się sezonu. Zwiastun był dość enigmatyczny.

MG: Taka natura promocji. Na widzów czeka sporo soczystych rzeczy. Bo "pod ścieżkami, którymi kroczymy, żyją demony", a niektóre czyhają na Sherlocka od dawna.

SM: Można powiedzieć, że ten sezon będzie traktował o konsekwencjach bycia Sherlockiem Holmesem, jak oddziałują one na świat i ludzi, których kochasz. Napisany jest z biglem. Niektóre rzeczy urodziły się przypadkiem. Raz na przykład podczas zdjęć zmuszeni byliśmy schować się przed deszczem w autobusie i tam obgadywaliśmy kolejne odcinki.

MG: Choć najczęściej jest to jednak długi, skrupulatny proces, tak lubimy pracować. Lecz bywa, że któryś z nas ma pomysł, że coś może zadziałać, i próbujemy. Robimy trzy odcinki raz na kilka lat, stąd skala całości musi jednak być spora. Na przykład po poprzednim sezonie, kiedy Sherlock zostaje skazany na wygnanie po tym, jak zabija człowieka, okazało się, że kręcimy odcinek specjalny i chcieliśmy jeszcze bardziej namieszać przed kolejnym sezonem. Teraz żona Watsona jest w ciąży, co zmieni naprawdę sporo. Dziecko zmieni dynamikę relacji całej trójki. I trzeba coś takiego zrobić, kiedy ma się tylko trzy odcinki. Sięgać po rzeczy zdolne zmienić status quo.

Ciekawi mnie również rozbudowywana z odcinka na odcinek relacja pomiędzy Sherlockiem a Mycroftem. Czy bracia nareszcie dojdą do porozumienia?

MG: Sporo ich łączy, lecz nie są do siebie podobni. Od dłuższego czasu staramy się zasugerować, że Mycroft nauczył Sherlocka, jak hamować swoje uczucia. Bo trzeba podkreślić, że Sherlock nie twierdzi, że jest bezduszny, ale uczucia są dla niego czymś irytującym. Mycroft na swój sposób pokazał mu, że troska o innych nie jest zaletą. Co nie znaczy, że przez całe życie nie męczył się, aby swoją tłumić.

Mark, fascynujesz się kinem grozy i ciekawy jestem, czy udało ci się nareszcie przemycić do serialu elementy nadnaturalnego horroru.

MG: O tak. Szczególnie trzeci odcinek to czysty horror rodem z dawnego Universal Studios. Możemy sobie na podobne ruchy pozwolić, bo nadal kręcimy ten serial dla siebie, nie można pisać scenariusza z myślą, że może to czy tamto ludzie chcieliby zobaczyć. Robimy to również z potrzeby serca. Lecz bez obawy, nie zawiedziemy nikogo! Od samego początku chcieliśmy sięgnąć do tego, kim Sherlock Holmes był u Doylea, a ta esencja często się gubi przy różnych adaptacjach.

Czy wciąż z pracy nad tym serialem czerpiecie czystą, fanowską radość?

MG: Któregoś dnia po nakręceniu sceny otrzymaliśmy spontaniczne brawa od ekipy. Kawałek ten był faktycznie emocjonujący i kiedy padł klaps, zapadła cisza, a potem ktoś zaczął klaskać. Dla nas, jako ludzi, którzy od zawsze byli w Sherlocku Holmesie zakochani, to przywilej mieć klucze do Baker Street i robić serial poruszający miliony. Żaden z nas nie przewidział, jak bardzo się to wszystko rozrośnie. Byliśmy dumni z tego, co zrobiliśmy, już po pilocie, lecz nadal trudno nam uwierzyć, jak niesamowita okazała się rzeczywistość. Znaczy wiedzieliśmy, że odwaliliśmy kawał dobrej roboty i oddaliśmy Sherlockowi sprawiedliwość, ale skala całego zjawiska mało nam głowy nie rozerwała. Ale nie jesteśmy tym zakłopotani, raczej wdzięczni. To jak piorun w butelce, bo wszystko zagrało, jak powinno, casting, ekipa, scenariusz. Takie rzeczy dzieją się raz w życiu. Obaj mieliśmy już różne hity, lecz dopiero teraz poczuliśmy tę wyjątkową iskrę.

SM: Niegdyś miałem obsesję na punkcie Sherlocka Holmesa, fascynowałem się nie tylko książkami, lecz także filmami, serialami, miałem prawdziwego fioła nawet na punkcie tych rzeczy, których jeszcze nie oglądałem, egzotycznych i niedostępnych. A teraz kiedy pojawia się jakaś nowa publikacja na temat Holmesa, to albo nasz serial jest na okładce, albo zamieszczony jest poświęcony mu rozdział. Niesamowite. Gdy Martin i Benedict pojawili się na castingu, co prawda byliśmy pewni, że to odpowiedni ludzie, ale nie spodziewałem się, że dzięki temu serialowi zrobią międzynarodową karierę. Mogliśmy tylko o tym marzyć.

@RY1@i02/2016/248/i02.2016.248.000010800.801.jpg@RY2@

fot. BBC

Martin Freeman jako doktor Watson i Benedict Cumberbatch jako Holmes w "Sherlocku"

Czwarty sezon "Sherlocka" będzie miał premierę na antenie BBC 1 stycznia 2017 r.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.