Perła w koronie
LITERATURA FAKTU "Seksmisja i inne moje misje" to wywiad rzeka z Olgierdem Łukaszewiczem. Nie ma w nim ekshibicjonizmu ani wyprzedaży tajemnic, jest piękna rozmowa
Być może tytuł książki jest zbyt kokieteryjny. W przypadku biografii Łukaszewicza film Juliusza Machulskiego, skądinąd arcypopularny i udany, nie był pozycją szczególnie istotną. Lektura całości wynagradza jednak to drobne rozczarowanie. Olgierd Łukaszewicz w rozmowie z Tomaszem Miłkowskim, gdy wspomina najważniejsze role filmowe i teatralne, jest niezmiennie fascynującą postacią, godzącą temperament romantyka i rozgorączkowanego artysty z dobrze zorganizowanym społecznikiem, sumiennym reprezentantem środowiska, wieloletnim prezesem Związku Artystów Scen Polskich.
Właśnie ta dychotomia profilu osobowościowego Olgierda Łukaszewicza wydała mi się najciekawsza. Miał wygląd jedyny w swoim rodzaju. W młodości Łukaszewicz pasowałby bardziej do filmów Viscontiego niż kina moralnego niepokoju. Typ osobny, odrębny, jakby mało rzeczywisty. Wybitna uroda zewnętrzna, maksymalny wewnętrzny chłód. Chorobliwy śmiech oznaczał u Łukaszewicza otwartość na nagość, przekroczenia, nawet na perwersję. A przy tym, co podkreślają wszyscy przyjaciele i znajomi aktora, zawadiacki "Olo", który jako prezes ZASP nie raz wywoływał głosy świętego oburzenia części obrażonego środowiska, jest człowiekiem cichym, spokojnym i zrównoważonym. Kazimierz Kutz pisał o nim kiedyś: "Olo miał głęboko wpojone zasady przyzwoitości. I w ogóle traktowanie wszystkiego od etycznej strony", dodając: "bardziej pasowałby do zakonu św. Franciszka niż do aktorstwa".
Wiele z tajemnic Łukaszewicza ujawnia się podczas lektury wywiadu rzeki. Tomasz Miłkowski, wieloletni wykładowca AT, wiceprzewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych, zna się doskonale na teatrze i może rzeczywiście fragmenty książki dotyczące budowania kafkowskich kreacji teatralnych u Grzegorzewskiego są najciekawsze, wręcz pasjonujące. A warto pamiętać, że swoistymi patronami teatralnymi Łukaszewicza stali się właśnie Franz Kafka i Tadeusz Różewicz. Dwukrotnie Łukaszewicz wcielił się w postać Kafki w "Pułapce": na scenie warszawskiego Teatru Studio w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego oraz w Teatrze Telewizji w reżyserii Stanisława Różewicza. Łukaszewicz z Miłkowskim przeprowadzają nas również poprzez śląskie dzieciństwo aktora, lata studiów w Krakowie, wreszcie zakończoną pięknym, długoletnim małżeństwem przyjaźń z Grażyną Marzec. Olgierd Łukaszewicz wraca do dawnych ról filmowych, wspominając najczęściej, co zrozumiałe, Wajdę i Kutza, najważniejszych reżyserów, ale opowiadając zajmująco o mniej znanych, a przecież bardzo wartościowych filmach, choćby "Nocnych ptakach" Andrzeja Domalika czy "Lekcji martwego języka" Janusza Majewskiego. Wiele stron poświęconych zostało również społecznikowskiej karcie w biografii aktora, zwłaszcza jego działalności w ZASP-ie. Czuje się, że Olgierd Łukaszewicz chciał tym razem bardzo rzetelnie, z detalami, opowiedzieć własną wersję wydarzeń i kontrowersji związanych z ostatnimi dekadami działalności związku. Opisać tę lekko skandalizującą historię spokojnie, bez emocji, z dystansem. I to się udało.
Mam do publikacji Miłkowskiego duży szacunek. W powodzi wywiadów rzek o niczym, mało profesjonalnych, byle jak wydanych i zredagowanych, rozmowa z Olgierdem Łukaszewiczem wyróżnia się zarówno pod względem merytorycznym, jak i jakościowym. Panowie rozmawiają o sprawach serio, na których dobrze się znają. O sztuce, polityce, kinie i teatrze. Nie ma w tym ekshibicjonizmu, nie ma wyprzedaży tajemnic, jest piękna rozmowa. Rzadkie i cenne.
Łukasz Maciejewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu