Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Folk z dawką szaleństwa

23 września 2016
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

ALTERNATYWA Devendra Banhart jak mało który artysta potrafi łączyć wzruszenia i humor

Jego muzyka zawsze miała w sobie coś kobiecego. Będąc dzieckiem, poczuł się jak wo kalista, gdy przebrał się w damskie ciuchy. Dopiero wtedy poczuł się swobodnie ze swoim cienkim, delikatnym głosem. Od kobiet czerpie inspiracje, to im zawdzięcza swoją wrażliwość, której mogliby mu pozazdrościć mistrzowie gitarowych songów w stylu Joao Gilberto, Briana Wilsona czy Davida Crosbyego. Devendra Banhart jak nikt inny potrafi w muzyce łączyć wzruszenie, szaleństwo i humor. Dziś ukazuje się jego dziewiąty studyjny album "Ape in Pink Marble", na którym artysta wyznaje, że jest samotną kobietą.

Twierdzi, że śpiewa "z kobiecej części siebie samego". W jego ojczystej, patriarchalnej Wenezueli nie mogło to być dobrze odbierane. Banhart już jako nastolatek przeniósł się więc do San Francisco. Tu rozwijał swoje talenty wokalne i malarskie, a w 2002 roku zaczął wydawać autorskie płyty. Szybko zyskał miano "mistrza freak folku". Podpisał kontrakt z wielką wytwórnią, jego albumy wylądowały w zestawieniach przebojów, współpracował z Beckiem, Anohni, Gilberto Gilem czy Davidem Byrneem. Spotkanie z nim za jedno z najważniejszych doświadczeń w swoim muzycznym życiu uważa Monika Brodka.

"Ape in Pink Marble" to z pozoru Banhart, jakiego doskonale znamy. Pojawiają się tu piosenki oparte na brzmieniu akustycznej gitary i dźwiękach jakby wyjętych z morskiego krajobrazu ("Middle Names"), utwory zagrane przy akompaniamencie wibrafonu ("Good Time Charlie") albo takie, w których wokalista szepce niemal jak Leonard Cohen ("Linda"). Banhart nie byłby jednak sobą, gdyby tego akustycznego klimatu nie zaburzył. Przykładem jest wspomniane "Good Time Charlie", które z akustycznej ballady przechodzi w taneczny bit. Doskonałe jest "Fig in Leather", które brzmi, jakby japoński zespół próbował zagrać amerykańskie funky z lat 70. "Mourners Dance" mogłoby być orientalną wersją jednej z piosenek z soundtracku do "Twin Peaks", a "Theme for a Taiwanese Woman in Lime Green" ze smyczkami czaruje klimatem bossa novy.

Banhart jest złożony z samych sprzeczności. Śpiewa o samotności, o tym, że miłość potrafi pochłonąć, by za chwilę zaskoczyć absurdalnymi stwierdzeniami w rodzaju: "Ive got a dumb dance inside my pants, man" w funkowym "Fancy Man", wykonanym w stylu Bryana Ferryego. Bez wątpienia potrafiłby we wzruszający sposób wyznać miłość. A jednocześnie mógłby być wtedy ubrany w różowe rajstopy i śmieszne okulary przeciwsłoneczne. Romantyczny szaleniec.

@RY1@i02/2016/185/i02.2016.185.196000100.801.jpg@RY2@

Moses Berkson/Nonesuch Records

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/185/i02.2016.185.196000100.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.